Nowy numer 43/2020 Archiwum

Jeśli nie in vitro, to co?

Zanim ból i rozpacz zaprowadzą cię do kliniki in vitro, pomyśl o naprotechnologii. Ośrodek tej metody otwarto właśnie w Białymstoku.

Doktor Tadeusz Wasilewski przez 15 lat pracował w pierwszej polskiej prywatnej klinice in vitro. W marcu 2007 r. postanowił stamtąd odejść. Dlaczego? – Przyczyna nie wynikała z relacji międzyludzkich, przyczyna tkwiła w samej metodzie in vitro. Nie jestem gotowy, by o szczegółach mówić publicznie – ucina. Przyznaje jednak, że była to trudna decyzja. – Medycyna od zawsze była moją pasją. W in vitro miałem bardzo dobre wyniki. Czułem, że realizuję się zawodowo. Świetnie zarabiałem – tłumaczy ginekolog. Mimo to czuł, że musi odejść i nie wykona już ani jednego zabiegu in vitro. Nie mogły tego zmienić nawet pudła z 2 tys. dziękczynnych listów i fotografii uśmiechniętych maluchów, poczętych na szkiełku. O specjalistach, którzy wciąż tam pracują, dr Wasilewski nie powie złego słowa. – Wielu z nich to fantastyczni ludzie. Niektórym z nich powiedziałem, dlaczego odchodzę. Nadal mnie lubią, ale nie rozumieją tego, co zrobiłem – dodaje.

Profesjonalna i skuteczna
Z początku nie bardzo wiedział, co ze sobą zrobić. Mógł pracować jako ginekolog, ale jego specjalistyczna wiedza mogła już odtąd na nic się nie przydać. – Wtedy zadzwoniła do mnie koleżanka, lekarz ginekolog, i spytała: „Czy słyszałeś o naprotechnologii?”. Odpowiedziałem, że nie – opowiada doktor. Wspomina, jak zaczął szukać w bibliotekach i w Internecie. Dowiedział się, że naprotechnologia to metoda leczenia niepłodności, w pełni profesjonalna, z udokumentowaną skutecznością, oparta na zasadach naturalnej prokreacji i jednocześnie przez wszystkich aprobowana moralnie. W ten sposób białostocki ginekolog znalazł odpowiedź na pytanie: „Jeśli nie in vitro, to co?”. – I już wkrótce otrzymałem od prof. Bogdana Chazana podręcznik o naprotechnologii, a kilka tygodni później w Rzymie uczestniczyłem w światowym zjeździe poświęconym temu zagadnieniu, zorganizowanym przez Amerykanów z Omaha, gdzie powstała naprotechnologia. Tam zdobyłem szczegółowe informacje na temat tej metody. Stwierdziłem, że właściwie bardzo wiele już umiem. Że wystarczy odrzucić in vitro i dodać biowskaźniki i może z tego powstać metoda skutecznej pomocy ludziom – mówi dr Wasilewski. Żona, także lekarz, która wspierała go w trudnych momentach, wymyśliła nazwę placówki: NaProMedica, a doktor wraz ze współpracownikami, m.in. mgr Ewą Rucińską, dopracowywał koncepcję kliniki i zaczął kompletować zespół. Już 2 lekarzy przeszło kurs naprotechnologii. W zespole są 2 nauczycielki naprotechnologii, młode i dobrze wykształcone kobiety – mgr Agnieszka Ostrowska (informatyk, matematyk) i mgr Agata Szadkowska (anglistka). Obie z powodzeniem przeszły prowadzony w Lublinie przez Amerykanów forsowny kurs naprotechnologii i celująco zdały egzaminy, tym trudniejsze, że przeprowadzone po angielsku.

Jak to działa?
Gdy do NaProMediki przychodzi para, która ma problemy z poczęciem dziecka, trafia najpierw do lekarza. Jego zadaniem jest bardzo dokładna diagnostyka. Zdaje się, że to dokładność na każdym etapie przesądza o sukcesie tej metody. Zaczyna się od zebrania informacji od obojga pacjentów. Bo może dziecka nie ma dlatego, że mąż pracuje na stacji benzynowej albo w innych szkodliwych warunkach? Albo pali 40 papierosów dziennie? Potem wchodzą w grę badania diagnostyczne. NaProMedica dysponuje nowoczesną aparaturą, służącą zarówno do badania kobiet, jak i mężczyzn. NaProMedica posiada m.in. system do immunochemii, służący do badania aktywności hormonów, oraz zestaw do cyfrowego badania nasienia. Składa się on z mikroskopu i komputera, na którego ekranie widać plemniki. Ich kolor jest różny w zależności od stopnia ruchliwości (jest to jeden z najważniejszych parametrów do oceny ich zdolności do zapłodnienia). Ośrodek ma m.in. możliwość wykonywania endoskopii ginekologicznej – histeroskopii. Dzięki tej aparaturze można nie tylko zobaczyć wnętrze narządów rodnych kobiety, ale także usunąć wiele występujących zaburzeń, takich jak polipy, przegrody czy niedrożność jajowodów. Białostoccy lekarze i analitycy za pomocą takiej samej aparatury, jaką mają ich amerykańscy koledzy, diagnozują problemy i stosują odpowiednie leczenie.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama