GN 43/2020 Archiwum

Traktat albo Unia

Euroszkodnik czy nowa nadzieja dla Unii Europejskiej? Declan Ganley, Irlandczyk, który powstrzymał traktat lizboński, zakłada w Polsce struktury europejskiej partii Libertas.

Ekscentryczny milioner z Irlandii w Polsce. „Kontrowersyjny milioner i eurosceptyk tworzy u nas struktury swojej partii”. Tak niektóre gazety tytułowały swoje artykuły o wizycie w Polsce irlandzkiego przedsiębiorcy i polityka. To dość powszechna praktyka w twórczości części dziennikarzy, próbujących zdyskredytować opisywaną postać odpowiednim przymiotnikiem. Żeby czasem, nie daj Boże, czytelnik nie spróbował samodzielnie wyrobić sobie opinii.

Euroepitety
Tak się już jednak przyjęło, że krytyka traktatu lizbońskiego nazywa się eurosceptykiem i kontrowersyjną postacią. Tymczasem Declan Ganley mówi wprost: Europie nie mogło zdarzyć się nic lepszego niż Unia Europejska. To traktat z Lizbony jest, jego zdaniem, zaprzeczeniem ideałów, które legły u podstaw zjednoczonej Europy: demokracji, solidarności i różnorodności. Przyjechał do Polski, żeby stworzyć paneuropejską partię, która za cel stawia sobie odnowę Unii Europejskiej. Już pomysł budowy ponadnarodowej struktury pokazuje jasno, że Ganley ma tyle wspólnego z eurosceptycyzmem, co szef Gazpromu z niezależnością polityczną. Rasowy eurosceptyk reaguje alergicznie na wszelkie próby tworzenia organizacji, która miałaby prowadzić jakąś wspólną politykę integracyjną. Dla rasowego eurosceptyka Unia Europejska jest zagrożeniem dla tożsamości narodowej państw członkowskich, zwłaszcza jego własnego. Ganley nie ma z tym nic wspólnego.

O irlandzkim biznesmenie zrobiło się głośno, kiedy przeprowadził w swoim kraju skuteczną kampanię przed referendum w sprawie traktatu lizbońskiego. Bez demagogii, straszenia Europą, za to w sposób rzeczowy krytykując kierunek, jaki Europejczykom próbują narzucić eurokraci z Brukseli. Efekt był taki, że Irlandia powiedziała bardzo stanowczo NIE. I traktat, zgodnie z unijną zasadą jednomyślności, jest martwy. Teoretycznie, bo „euroentuzjaści” naciskają na Zieloną Wyspę, by powtórzyła referendum.

Chybił czy trafił?
Ganley idzie za ciosem. Próba nakłonienia Irlandczyków do powtórzenia referendum mobilizuje go do stworzenia szerokiej partii o zasięgu europejskim,która z jednej strony stanowczo sprzeciwi się traktatowi, a z drugiej zaproponuje Unii Europejskiej konkretną wizję dalszej integracji. Ganley robi coś całkowicie nowego. Owszem, międzynarodowy charakter mają frakcje w Parlamencie Europejskim, gdzie każda grupa posłów to reprezentanci poszczególnych krajów. Ale Ganley idzie dalej – chce stworzyć europejską partię z prawdziwego zdarzenia, która wejdzie do PE.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Jacek Dziedzina

Dziennikarz działu „Świat”

W „Gościu" od 2006 r. Studia z socjologii ukończył w Katolickim Uniwersytecie Lubelskim. Pracował m.in. w Instytucie Kultury Polskiej przy Ambasadzie RP w Londynie. Laureat nagrody Grand Press 2011 w kategorii Publicystyka. Autor reportaży zagranicznych, m.in. z Wietnamu, Libanu, Syrii, Izraela, Kosowa, USA, Cypru, Turcji, Irlandii, Mołdawii, Białorusi i innych. Publikował w „Do Rzeczy", „Rzeczpospolitej" („Plus Minus") i portalu Onet.pl. Autor książek, m.in. „Mocowałem się z Bogiem” (wywiad rzeka z ks. Henrykiem Bolczykiem) i „Psycholog w konfesjonale” (wywiad rzeka z ks. Markiem Dziewieckim). Prowadzi również własną działalność wydawniczą. Interesuje się historią najnowszą, stosunkami międzynarodowymi, teologią, literaturą faktu, filmem i muzyką liturgiczną. Obszary specjalizacji: analizy dotyczące Bliskiego Wschodu, Bałkanów, Unii Europejskiej i Stanów Zjednoczonych, a także wywiady i publicystyka poświęcone życiu Kościoła na świecie i nowej ewangelizacji.

Kontakt:
jacek.dziedzina@gosc.pl
Więcej artykułów Jacka Dziedziny

 

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zobacz także