Nowy numer 48/2020 Archiwum

Najważniejsze są ziemniaki

Janina Szubryt w swoim rodzinnym domu dziecka w ciągu 25 lat pomogła 40 dzieciom. Niektórym, osieroconym, dała swoje nazwisko. Wszystkim - miłość.

Bo ciocia Jania jest jak anioł w niebie – mówi poważnie Paweł, szóstoklasista i pokazuje laurkę z aniołem, narysowaną specjalnie dla niej. Te laurki on i jego dwie siostry – piątoklasistka Marta i chodząca do czwartej klasy Kamila, malują dla swojej opiekunki kilka razy w tygodniu. – To zajmuje pół godzinki, dopóki ciocia nie przyjdzie do pokoju i nie zobaczy – tłumaczą – Ale zawsze jest wtedy lepszy dzień. Na rysunkach widać kwiaty, słońce i ciocię, niekiedy też śmieszną korespondencję: „Miałem namalować wczoraj, przepraszam, że robię to dopiero dzisiaj”. Dzieciaki próbują mi opowiedzieć, czym według nich jest rodzina. – Mama, tata, dzieci, dziadek, babcia, ciocia – wylicza Marta. – W rodzinie muszą się sobą opiekować i sobie pomagać, tak jak my – przerywa Paweł. – Nie tylko kopię piłkę, ale rano wstaję i kupuję dla wszystkich 20 bułek na śniadanie. Do mnie należy sprzątanie przy wejściu, w pokoju, w kuchni i raz na tydzień w dużej łazience. – Rodzina to obowiązki i przyjemności – przekrzykują się. – Ciocia pozwala nam się bawić, ale chce żebyśmy się uczyli, bo jak nie umiesz matematyki, to cię będą oszukiwać w liczeniu pieniążków, jak dorośniesz. – W rodzinie muszą cię kochać – uzupełnia Paweł.

Tu mają pełną lodówkę
Już miała przejść na emeryturę, bo zbliża się do sześćdziesiątki. Ale co by się stało z jej dziećmi? Od ośmiu miesięcy ma u siebie trójkę rodzeństwa: Pawła, Martę i Kamilę. Maluchy nawet nie zauważyły, że zostawiły rodziców biologicznych. Tu mają poczucie bezpieczeństwa, ale też pełną lodówkę. A od ośmiu lat opiekuje się stale leżącą, korzystającą z respiratora 14-letnią Dominiką (jest jej kuratorem ds. leczenia i nauki). Dziewczynka urodziła się z alkoholowym zespołem płodowym, którego symptomem jest m.in. brak czucia bólu. – Jak musieli traktować ją rodzice, że doprowadzili do takiego stanu? – zastanawia się ciocia Janina, bo tak mówią do niej dzieci. – Przywieziono ją do szpitala z interwencji. Po operacji podwichniętych kręgów szyjnych nie wznowiła oddechu. Janina wzięła ją do siebie z oddziału intensywnej terapii za namową już dorosłej podopiecznej, z zawodu pielęgniarki – noszącej takie jak ja imię i nazwisko – Basi Gruszki.

Niestety, nie poznaję jej osobiście, bo jest na dyżurze w szpitalu. Czuwały na zmianę przy małej i dziś Dominika próbuje oddychać sama, jest w o wiele lepszej formie niż na początku. Koło jej łóżka ozdobionego lampkami i maskotkami zbiera się rodzina, goście, nauczycielka i ksiądz, przychodzący z Komunią św., bo to najważniejsza osoba w domu. – Ciociu, czy mogę dostać coś słodkiego? – przerywa pisanie w zeszycie opartym na podpórce. Czytam jej własnoręczny opis dnia: „Słucham cioci, składam życzenia, bawię się” – to zapiski szczęśliwego dziecka. Paweł poprawia jej poduszki, Marta i Kamila, kontrolują, czy nie ma problemów z oddechem, podają zabawki. – Dobrze by było, żeby ludzie nie bali się brać pod opiekę dzieci niepełnosprawnych – podkreśla Janina. – Domowa atmosfera pomaga im wyjść z choroby. Nie chce opowiadać o sobie, ani o dzieciach. – Za każdym stoi nieszczęście, tragiczny los, nie trzeba tego nagłaśniać. Lepiej mówić o dobru. Jej najbardziej się udało, że żadne z dorosłych dzieci nie korzysta z opieki społecznej, ale zarabiają na siebie i są przyzwoitymi ludźmi. – Ich wykształcenie nie jest aż tak ważne jak przygotowanie do życia – wyjaśnia. – Dlatego nie uznaję publicznych podarunków dla dzieci, na wszystko muszą zapracować i dbać o to, co mają, np. nie wyrzucać w połowie zjedzonego jabłka. Zaległości w edukacji czasem nie da się nadrobić.

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama