Nowy numer 49/2020 Archiwum

Telewizor, ale bez pudła

Czy warto dołączyć do „klubu siedzącego kartofla”? A może lepiej wyrzucić telewizor przez okno? Opowiada ks. dr Krzysztof Łuszczek

Agata Puścikowska: Zjawisko nietelewizyjnych to taki specyficzny smaczek wśród części polskiej inteligencji?
Ks. Krzysztof Łuszczek: – Nie. Zjawisko świadomego nieoglądania telewizji zauważono i opisano w Niemczech w latach 90. Okazało się, że trudnych było pierwszych kilka tygodni. Potem domownicy przyzwyczajali się do braku szklanego ekranu. I z powodzeniem bez telewizji żyją po kilkanaście lat.

To „moda”, rodzaj snobizmu, czy może coś więcej?
– Raczej nie jest to jakiś odgórny ruch. O ile wiem, nie ma ani jednego beztelewizyjnego stowarzyszenia. Większość nietelewizyjnych rodzin nawet się nie zna, nie utrzymuje kontaktów. Wspólnym mianownikiem tych rodzin jest przykładanie większej wagi do budowania relacji interpersonalnych, świadomość, że wychowanie dzieci to coś więcej niż zaspokajanie ich podstawowych potrzeb. W znanych mi nietelewizyjnych rodzinach telewizor, jako przedmiot, istnieje. Ale telewizja znajduje się na obrzeżach rodzinnego życia. Namacalnym tego znakiem jest miejsce telewizora w domu: jest schowany, a nie eksponowany na honorowym miejscu, w największym pokoju. Włącza się go bardzo rzadko. To dobre rozwiązanie: rodzic jest „władcą” pilota.

Czyli nie jest Ksiądz entuzjastą życia bez telewizji...
– Nie jestem za tym, żeby masowo wyrzucać telewizory z balkonów. Dzieci poszukują doświadczeń medialnych, i to jest prawidłowe, zrozumiałe. Godziły się na taką sytuację, gdy rodzice rozmawiali z nimi o swojej decyzji. I z pewnością zyskiwały, gdy dzięki brakowi telewizji miały więcej czasu na ciekawe spędzanie czasu z dorosłymi i rówieśnikami. Ale czy beztelewizyjne dzieci będą potem umiały korzystać w odpowiedni sposób z mediów? Istnieje ryzyko, że będzie to trudniejsze. Ale badań na ten temat nie ma.

Gdy jednak rodzice postanawiają: „wyrzucamy telewizor”, o czym powinni pamiętać?
– Z pewnością nie wolno izolować dzieci od świata mediów. Być może łatwiej jest zabrać z domu telewizor, niż podjąć współpracę z dzieckiem nad ustaleniem właściwych relacji względem telewizji, Internetu czy telefonu komórkowego. Dziecko musi się nauczyć, że nieustający telewizyjny karnawał nie odzwierciedla rzeczywistości. Dzieci do prawidłowego rozwoju potrzebują dobrego wychowania i socjalizacji. Dzieje się to najpierw w środowisku rodziny, potem grupy rówieśniczej, itp. W XXI w. również przez media. I dlatego kultura medialna, najpierw rodziców, jest tak potrzebna. Jeśli rodzice korzystają z mediów w sposób przemyślany i krytyczny, dzieci raczej nie przejmą złych wzorców.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama