Nowy numer 43/2020 Archiwum

Tragiczne lato

Świt po niedzieli 11 lipca 1943 r. na Wołyniu był straszny. W niebo unosił się dym ze spalonych domostw i kościołów. Tysiące pomordowanych ciał czekało na pochówek.

Na bezbronną ludność w ponad 125 jednostkach administracyjnych trzech powiatów: horochowskiego, łuckiego i kowelskiego ruszyły oddziały Ukraińskiej Powstańczej Armii (UPA), aby przeprowadzić zaplanowaną od dawna czystkę etniczną. Pierwsze uderzenie spadło na Wołyń, ale kilka miesięcy później zaatakowane zostały także polskie wsie w Małopolsce Wschodniej, czyli jak mówili Ukraińcy w Galicji Wschodniej. Ocenia się, że ofiarą mordów dokonanych przez ukraińskich nacjonalistów na Wołyniu w latach 1943–1945 padło blisko 60 tys. Polaków.

Dlaczego Wołyń?
Szereg czynników sprawiło, że właśnie Wołyń – gdzie w okresie międzywojennym nie dochodziło do silnych napięć polsko-ukraińskich – stał się widownią koszmarnych wydarzeń. Ukraińcy na tym obszarze mieli wielką przewagę liczebną. Według spisu z 1931 r., mieszkało ich tam 1 mln 418 tys., czyli 68 proc. Polaków było ok. 350 tys., a więc niecałe 17 proc. Po dwóch latach sowieckiej okupacji (1939–1941) ta liczba jeszcze bardziej się zmniejszyła wskutek wywózek na Sybir i eksterminacji, zwłaszcza elit politycznych, gospodarczych i społecznych.

Na tym terenie praktycznie nie było żadnych polskich oddziałów zbrojnych. Sławna 27. Wołyńska Dywizja AK powstała dopiero na początku 1944 r. Polska ludność była tam całkowicie bezbronna i rozrzucona na rozległych obszarach we wsiach, koloniach i osadach. Ukraińcy natomiast dysponowali siłami kilku tysięcy dobrze uzbrojonych żołnierzy UPA. Wiosną 1943 r. do lasu zbiegło także około 5 tys. Ukraińców, służących wcześniej w niemieckiej policji pomocniczej. W napadach na polskie wioski jednostki zbrojne wspierała często ludność cywilna. Wreszcie niezwykle ważne było to, że na Wołyniu była słaba niemiecka administracja. Gdy zaczęły się rzezie, Niemcy, poza kilkoma przypadkami, nie interweniowali.

Inaczej było w Galicji Wschodniej. Tam formacje ukraińskich nacjonalistów wprawdzie także były silne, ale jednocześnie miały w terenie mocnego przeciwnika, jakim były liczne i dobrze uzbrojone oddziały AK. Galicja Wschodnia, jako dystrykt Galizien, była częścią Generalnego Gubernatorstwa i traktowana jako bezpośrednie zaplecze frontu. Gubernator Hans Frank nie mógł dopuścić tam do chaosu, gdyż stanowiłoby to bezpośrednie zagrożenie dla linii komunikacyjnych na front wschodni. Wołyń nie miał strategicznego znaczenia, dlatego Ukraińcy liczyli na to, że uda im się stworzyć tam własne struktury administracyjne i wojskowe w chwili wycofania się Niemców, a tuż przed nadejściem Armii Czerwonej.

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Andrzej Grajewski

Dziennikarz „Gościa Niedzielnego”, kierownik działu „Świat”

Doktor nauk politycznych, historyk. W redakcji „Gościa” pracuje od czerwca 1981. W latach 80. był działaczem podziemnych struktur „Solidarności” na Podbeskidziu. Jest autorem wielu publikacji książkowych, w tym: „Agca nie był sam”, „Trudne pojednanie. Stosunki czesko-niemieckie 1989–1999”, „Kompleks Judasza. Kościół zraniony. Chrześcijanie w Europie Środkowo-Wschodniej między oporem a kolaboracją”, „Wygnanie”. Odznaczony Krzyżem Pro Ecclesia et Pontifice, Krzyżem Wolności i Solidarności, Odznaką Honorową Bene Merito. Jego obszar specjalizacji to najnowsza historia Polski i Europy Środkowo-Wschodniej, historia Kościoła, Stolica Apostolska i jej aktywność w świecie współczesnym.

Kontakt:
andrzej.grajewski@gosc.pl
Więcej artykułów Andrzeja Grajewskiego

Zobacz także

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się