Nowy numer 42/2020 Archiwum

Trup wypadł z szafy

Dopiero siedem lat po ujawnieniu agenturalnej przeszłości Lesława Maleszki, definitywnie utracił on pracę w „Gazecie Wyborczej”.

Pokazany w telewizji TVN film Anny Ferens i Ewy Stankiewicz „Trzech kumpli” wywołał wstrząs. Trudno nie wiązać rozwiązania umowy o pracę między „Gazetą Wyborczą” a Lesławem Maleszką z emisją filmu, pokazującego losy trzech przyjaciół z połowy lat 70. XX wieku – studentów Uniwersytetu Jagiellońskiego, współpracowników Komitetu Obrony Robotników. Pierwszy z nich (Maleszka) okazał się zdrajcą i jednym z najważniejszych agentów, jakich miała bezpieka, drugi (Stanisław Pyjas) został przez nią zamordowany w nocy z 6 na 7 maja 1977 roku, a trzeci (Bronisław Wildstein) nieustannie walczy o ujawnienie prawdy o tamtych czasach.

Na zakończenie pracy Maleszki w „Gazecie” mogła wpłynąć jedna ze scen filmu, w której wydaje on przez telefon kategoryczne polecenie, dotyczące ostatecznego kształtu jednego z mających się ukazać na jej ła-mach artykułu w dziale „Opinie”, który współredagował. Ten fragment dobitnie pokazał, że jego rola w nadawaniu kształtu ideowego „Gazecie” była wciąż znacząca.

Maleszka pełnił po 1989 roku funkcję zastępcy redaktora naczelnego „Gazety Krakowskiej”, a następnie został wpływowym dziennikarzem „Gazety Wyborczej”, autorem wielu artykułów, w których konsekwentnie podawał w wątpliwość sens lustracji. Nigdy dobrowolnie nie przyznał się do swojej haniebnej przeszłości, którą zdemaskował dopiero w 2001 roku Wildstein, analizując pracę magisterską byłego funkcjonariusza SB, poświęconą inwigilacji i grom operacyjnym ze Studenckim Komitetem Solidarności. Dopiero wtedy Maleszka postanowił przyznać się do winy, publikując na łamach „Gazety” dość pokrętny artykuł.

Humanitaryzm Michnika
Adam Michnik nie zwolnił go jednak wówczas z pracy. Dlaczego? Wyjaśnia to opublikowane kilkanaście dni temu oświadczenie obecnego kierownictwa redakcji: „Gdy została ujawniona szokująca przeszłość Maleszki jako agenta SB, do czego się przyznał – zdecydowaliśmy, że nie może już publikować na naszych łamach. Zgodziliśmy się natomiast, by mógł on wykonywać niektóre prace redakcyjne dla „Gazety” w ograniczonym zakresie i poza siedzibą redakcji. Decyzja ta była wtedy trudna do przyjęcia dla naszego zespołu, podjęliśmy ją wyłącznie ze względów humanitarnych i socjalnych. Z chwilą, gdy Lesław Maleszka postanowił wystąpić o rozwiązanie stosunku pracy, zaakceptowaliśmy to”.

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama