Nowy numer 48/2020 Archiwum

Paliwowy drenaż kierowców

Kierowca podjeżdżający na stację benzynową powinien zdawać sobie sprawę, że tak naprawdę trafił do delegatury urzędu skarbowego, tyle że pod zmienioną nazwą.

W Polsce politycy wciąż uważają, że dobrobyt społeczeństwa zależy od tego, ile kasy jest w budżecie państwa, a nie w portfelach obywateli. Cena baryłki ropy naftowej na nowojorskiej giełdzie przekroczyła 130 dolarów, bijąc kolejny rekord. Analitycy prognozują, że w czasie wakacji jej cena może wzrosnąć nawet do niewyobrażalnej wręcz sumy 180–200 dolarów. Przypomnijmy: baryłka ropy to 42 galony amerykańskie, czyli niemal 160 litrów benzyny. Winą za wysokie ceny paliw na stacjach od lat obciąża się m.in. Organizację Państw Eksporterów Ropy Naftowej (OPEC). Czy tak jest naprawdę?

Podatki w benzynie
Załóżmy, że baryłka ropy kosztuje 130 USD, czyli po średnim kursie dolara z ostatnich dni daje to kwotę 286 złotych (1 USD = 2,20 zł). Gdy podzielimy tę kwotę przez 160 litrów, wychodzi nam 1,78 zł za litr. Do tego dochodzą koszty transportu, marża producenta i stacji benzynowej – nawet jeśli to wszystko wy-nosi 30 proc., daje sumę 53 groszy. Czyli na dystrybutorze podczas tankowania powinna nam wyskoczyć cena ok. 2,30 zł za litr. Gdyby cena ropy osiągnęła 200 USD za baryłkę, jej cena w przeliczeniu na zło-tówki oscylowałaby w granicach 2,75 zł za litr. Tymczasem na stacji litr najpopularniejszej benzyny bez-ołowiowej 95 już teraz kosztuje niemal 4,60 zł. Okazuje się, że OPEC nie ma wcale decydującego wpływu na cenę benzyny. Co więcej, jeśli dobrze przyjrzymy się rynkowi paliw, okaże się, że wysokie ceny ropy służą przede wszystkim… budżetowi państwa.

Jak wylicza portal e-petrol.pl, na cenę litra bezołowiowej benzyny (4,55 zł) składają się następujące czynniki: 1,93 zł – produkcja, 1,56 zł – akcyza, 0,78 zł – podatek VAT, 0,08 zł – opłata paliwowa, wreszcie – 0,2 zł – marża i zysk stacji benzynowej. W przypadku oleju napędowego sytuacja jest trochę inna: Przy cenie 4,59 zł za litr koszty wy-tworzenia wynoszą 2,51 zł, opłata akcyzowa – 1,05 zł, podatek VAT – 0,8 zł, 0,09 zł – opłata paliwowa i około 15–20 groszy – zysk stacji benzynowej, który podlega osobnemu opodatkowaniu. Rocznie polscy kierowcy zasilają państwową kasę blisko 23 miliardami złotych, co stanowi niemal 15 proc budżetu państwa. Nie ma innej grupy społecznej w Polsce, która ponosiłaby tak wielkie obciążenia podatkowe, jak właśnie kierowcy. Wydawać by się mogło, że przy takim opodatkowaniu jazdy samochodem polskie drogi powinny być najlepsze i najbezpieczniejsze na świecie. Jak jest naprawdę, wszyscy doskonale wiemy. Państwo łupi na stacjach benzynowych kierowców, a w zamian nawet nie buduje dróg. Co więcej, ze słynnej opłaty paliwowej, którą wprowadził były minister Marek Pol, i która miała w całości iść na budowę i remonty dróg, blisko 20 proc. z każdych 8 groszy idzie na fundusz kolejowy, który z drogownictwem nie ma przecież nic wspólnego.

« 1 2 3 »
DO POBRANIA: |
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama