Nowy numer 5/2023 Archiwum

Patron bardzo aktualny

Jan Chrzciciel Scalabrini był pionierem badań nad zjawiskiem migracji w Kościele i autorem jednej z pierwszych włoskich ustaw regulujących prawa migrantów. Za jego namową Pius X utworzył w Watykanie pierwsze biuro zajmujące się migrantami na świecie. Ten biskup i apostoł migrantów wkrótce może zostać ich patronem.

Marzył o tym, żeby zostać misjonarzem i głosić Ewangelię w odległych krajach, ale jego biskup nie podzielał tych planów. Chciał, by prowadził duszpasterstwo w parafii i w seminarium w Como, na północy Włoch, skąd pochodził. Młody ks. Scalabrini nie oponował. Zaczął przyglądać się trudnej sytuacji społecznej i analizować konsekwencje rewolucji przemysłowej. Dostrzegał biedę i opuszczenie ludzi, m.in. w czasie epidemii cholery, za walkę z którą otrzymał medal za odwagę. Widział wyzysk robotników i masową migrację Włochów. Zdawał sobie sprawę z roli rodzimej kultury i tradycji oraz edukacji chrześcijańskiej i w jego głowie zaczęła pojawiać się myśl o konieczności towarzyszenia ludziom opuszczającym swą ojczyznę.

Zawsze pierwszy

Na panującą we Włoszech biedę zaczął odpowiadać jako proboszcz, organizując oratorium dla młodzieży i przedszkole dla potrzebujących matek. Widząc nędzę rolników i wyzysk robotników, założył organizację pomagającą znaleźć pracę, a jej warunki uzgadniał z właścicielami fabryk. Nie pozostało to bez echa. Jako 36-latek został biskupem Piacenzy i… jeszcze bardziej zaangażował się w rozwiązywanie problemów społecznych, zakładając m.in. wiejskie banki samopomocy. Wsławił się tym, że cyklicznie wizytował wszystkie parafie swej diecezji (a było ich 365), także te położone w górach, gdzie przed nim nie dotarł żaden biskup. Po trzech wiekach przerwy przeprowadził też trzy synody diecezjalne. Zatroskany o formację młodych doprowadził do wydania pierwszego we Włoszech czasopisma katechetycznego i zorganizował pierwszy Krajowy Kongres Katechetyczny. Zjawisko przymusowej emigracji rozbudziło w nim na nowo marzenia o misji głoszenia Ewangelii na peryferiach.

– W swoich notatkach wspomina spotkanie z migrantami czekającymi na dworcu w Mediolanie na pociąg, który zabierze ich do lepszego życia. Pisał o ich twarzach przeoranych zmarszczkami uczuć, które w tym momencie poruszały ich serca. Wspominał pochylonych wiekiem starców, mężczyzn w kwiecie wieku i kobiety z dziećmi u piersi, których myśli były nakierowane na wspólny cel – drogę za chlebem. Wtedy zrozumiał, że wciąż może być misjonarzem – mówi postulator w jego procesie kanonizacyjnym ks. Graziano Battistelli. Pierwszym krokiem było założenie Zgromadzenia Misjonarzy św. Karola Boromeusza, popularnie zwanego skalabrynianami, którego kapłani mieli towarzyszyć emigrującym Włochom. Gdy jeden z misjonarzy z Brazylii przywiózł ze sobą małego chłopca, którego rodzice zmarli na emigracji, postanowił stworzyć żeńską gałąź zgromadzenia, powołując do życia skalabrynianki. Wysyłając misjonarzy w świat, podkreślał: „Pole otwarte dla waszego zapału nie zna granic. Trzeba wznosić świątynie, otwierać szkoły, budować szpitale, wznosić sierocińce. Tam obecne są nieszczęścia, na które trzeba sprowadzić dobroczynny balsam chrześcijańskiego miłosierdzia”. Wraz z migrującymi Włochami oba zgromadzenia rozprzestrzeniły się na cały świat i dziś pracują w 34 krajach z ludźmi różnych kultur i narodowości.

Zwolniony z cudu

W myśli przyszłego świętego wybrzmiewa prorocza wizja migracji. Nie ograniczał się jedynie do poziomu duszpasterskiego, ale również społeczno-politycznego i prawnego. – Ponad sto lat po śmierci Scalabriniego jego dziedzictwo i charyzmat są bardziej niż kiedykolwiek aktualne. Nie bez przyczyny Franciszek uważa migrację za jedno z najważniejszych zjawisk naszych czasów, które Kościół musi objąć swoimi działaniami duszpasterskimi, aby współpracować w Bożym marzeniu zjednoczenia wszystkich ludów w jednej rodzinie ludzkiej, bo tylko to niesie pokój, sprawiedliwość i braterstwo – mówi ks. Battistelli. Kanonizacja apostoła migrantów odbywa się z dyspensą od praktyki cudu, tak jak to miało miejsce w przypadku Jana XXIII. Papież postanowił ogłosić go świętym ze względu na świadectwa tak wielu osób, które uznają w nim ojca migrantów wyjednującego im wiele łask.

Jego świętość wykuwała się przez 66 lat odpowiadania na znaki czasu. Prowadził życie pełne wyrzeczeń. Dla siebie był surowy, wobec innych hojny. Siłę czerpał z Eucharystii i nocnych adoracji, które preferował z powodu nieustannego braku czasu. Zmarł w 1905 roku. – Odszedł tak, jak żył, ciągle zapracowany, by pomóc jak największej liczbie potrzebujących – mówi postulator. Spełniło się często ujawniane marzenie świętego biskupa: „Żyć, uświęcić się i umrzeć w Piacenzy”. Jego grób w miejscowej katedrze pełen jest świeżych kwiatów i listów z prośbami napływającymi z najodleglejszych zakątków świata. •

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Reklama

Zapisane na później

Pobieranie listy