Nowy numer 48/2022 Archiwum

Gdy nie odetniesz pępowiny…

Dobro w pewnym momencie może zamienić się w toksyczne relacje, złe emocje, drogę donikąd.

Pępowina umożliwia dziecku pobieranie pokarmu i prawidłowy rozwój. Gdyby nie została jednak przecięta po porodzie, niszczyłaby i dziecko, i matkę. Emocjonalna „pępowina” działa w zasadzie podobnie: w pierwszych latach życia dziecka jest konieczna. Jeśli jednak nie przetnie się jej w odpowiednim momencie, szkodzi zarówno matce, jak i dziecku. I uniemożliwia normalne, dojrzałe życie.

Chore relacje

Wanda ma 65 lat i dwoje dorosłych dzieci. Syn założył rodzinę, córka, pod czterdziestkę, jest samotna. Wspólnie spędzają czas, jeżdżą na wakacje. Wanda chętnie zajmuje się wnukami. Jednak rodzina jest szczęśliwa tylko z pozoru. W środku wygląda to następująco: syn Wandy jest jej oczkiem w głowie, traktuje go jak zdolnego kilkulatka, z którego jest dumna, ale którym rządzi. Synowa w zasadzie nie istnieje. Córka zupełnie nie potrafi ułożyć sobie życia, boi się relacji z mężczyznami. Wszystkie jej potencjalne związki są ucinane przez matkę już na samym początku.

Młode małżeństwo, trzy miesiące po ślubie. Mają mieszkanie, pracę, perspektywy. Jednak do 32-letniego pana nocami dzwoni… mamusia. Mówi, że tak źle się czuje, że zapewne umiera. Syn wsiada więc w samochód i jedzie, by ją ratować. Zdarza się to kilka razy w tygodniu, zawsze w nocy. Po pewnym czasie przeprowadza się do matki, którą „musi się opiekować”. Kobieta jest zdrowa, nie ma jeszcze 60 lat. Po roku młoda żona wnosi pozew o rozwód.

Marta ma 28 lat i narzeczonego. Jest zakochana, za rok mają się pobrać. Jednak samotnie wychowujący Martę od dziecka ojciec oświadcza, że… ona nie może go zostawić. Bo skoro on całe życie poświęcał się dla córki, ona nie może go zdradzić! Młoda kobieta próbuje układać relacje. Przyszły pan młody nie daje się jednak wciągnąć w ten chory trójkąt. Zrywają narzeczeństwo.

Przykłady ekstremalne? Nie bardzo. W gabinetach psychologów i w poradniach rodzinnych podobnych historii słyszy się wiele. Co je łączy? Nieprzecięta pępowina między dzieckiem a matką (najczęściej) lub ojcem (zdarza się, choć rzadziej). Dlaczego w niektórych rodzinach dochodzi do takich sytuacji? I w jaki sposób można się przed tym bronić?

Patologiczne więzy

W psychologii nie ma terminu „odcięcie pępowiny” czy „zapępione relacje”. Używa się jednak często tych wyrażeń na określenie stanu, w którym matka lub ojciec nie pozwalają dziecku na dorosłość, różnymi metodami zatrzymują je przy sobie. Jakby wciąż przyciągając do siebie niewidocznym sznurem powiązań, a czasem wręcz szantażem emocjonalnym. Skąd się bierze takie patologiczne na wskroś zjawisko?

– Psychiczne odcięcie pępowiny to proces długotrwały. Tak naprawdę zaczyna się od pierwszych dni życia dziecka. Trwa miesiącami, latami. W większości rodzin w mądry sposób dochodzi do jej zerwania. Są to rodziny, w których matka i ojciec koncentrują się na swoim związku, nie na dzieciach, szanując jednak ich autonomię i wybory – tłumaczy Anna Andrzejewska, matka czworga dzieci, socjolog. – Mama w pierwszych miesiącach życia dziecka jest na nim skoncentrowana. Jednak z czasem dziecko, wciąż potrzebując bliskości mamy, będzie potrzebowało autonomii. I tu pojawia się niezwykle ważna rola ojca, który „upomni się” o swoje miejsce przy żonie. Możliwość obserwowania rodziców w zdrowej relacji partnerskiej jest najlepszym sposobem na mądrą separację dziecka od rodziców.

Anna Koźlik, doradca rodzinny, przyznaje: – Tak jak dojrzewanie emocjonalne nie trwa sekundy, tak proces odcinania pępowiny ma swoje etapy. Nie wydarza się samoistnie po 25. urodzinach czy po wyprowadzce z domu. Jeśli nie stawialiśmy nastoletnim dzieciom granic, nie wspieraliśmy procesu separacji i indywidualizacji, bo „wiem lepiej”, „zaufaj matce”, „boli mnie serce, kiedy tak robisz”, to jak można oczekiwać, że dorosły, ale wciąż niedojrzały człowiek stanie się samodzielny?

– Dzieci nadopiekuńczych rodziców potrafią jedynie brać, a jakiekolwiek oczekiwania wobec nich traktują jak atak. Z kolei dzieci rodziców nadmiernie kontrolujących często nie mają wiary we własne siły i przejawiają poważne problemy z usamodzielnieniem, wciąż pozostając w uzależnieniu od rodziców – tłumaczy A. Andrzejewska.

– Zbyt silny rodzic, który za wiele wymaga, daje dziecku do zrozumienia, że bez niego syn lub córka nie poradzą sobie w życiu. Działa to jak samospełniające się proroctwo: dziecko dorasta i wierzy, że bez rodzica sobie nie poradzi – tłumaczy psycholog dr Sabina Zalewska. – Rodzice, którzy nie potrafią odciąć pępowiny, traktują dziecko jak bezwolną lalkę, którą trzeba we wszystkim wyręczać. Nie pozwalają odpowiadać mu za swoje błędy i ponosić ich konsekwencji. W rezultacie dziecko uczy się, że rodzic zawsze je wyręcza.

W niektórych rodzinach dochodzi natomiast do tzw. parentyfikacji. – Dziecko przedkłada potrzeby rodziców ponad własne. Troszczy się o nich, bierze na siebie ich obowiązki, często jest więc nagradzane dobrym słowem, stawiane za wzór. W dorosłym życiu nadal chce być takie dzielne i otrzymywać podobne wzmocnienia, więc zostaje przy rodzicach – tłumaczy dr Zalewska. – W efekcie jednak nie buduje własnych relacji.

Nowość?

Nieodcięta pępowina to w sumie żadna nowość. Nadopiekuńczość czy nadmierna kontrola to zjawiska, które były, są i będą. Nowością jednak jest to, że coraz więcej rodziców zaczyna tracić instynkt samozachowawczy, zatracają się w miłości, wręcz uwielbieniu wobec dzieci. – W samolocie w przypadku zagrożenia rodzic najpierw musi sobie założyć maskę z tlenem, żeby móc zająć się dzieckiem. Dziś jednak większość – obrazowo mówiąc – najpierw podaje tlen dziecku. W rezultacie tracą możliwości, by prawidłowo wspierać swoje pociechy – mówi A. Andrzejewska.

Jeszcze dwadzieścia lat temu zjawisko to było mniej zauważalne: żyliśmy w rodzinach wielopokoleniowych, dużych. Obecnie, gdy dominuje model dwa plus jeden, relacje bazujące na toksycznych związkach zaczynają stanowić duże zagrożenie dla rodzin. Nieodcięta pępowina jest też problemem samotnych matek, głównie w stosunku do synów.

Co dalej?

Jaka jest przyszłość rodzin, w których matka i ojciec nie chcą i nie potrafią puścić dziecka wolno? Stawianie granic między rodzicami a dziećmi decyduje o wszystkich kolejnych relacjach w naszym życiu. Brak autonomii utrudnia prawidłowy sposób funkcjonowania w sferach życia osobistego i zawodowego. Osoba nadmiernie przywiązana do matki czy ojca nie potrafi zrozumieć siebie, własnych potrzeb – bo dostosowuje je do potrzeb rodzica.

Bywa, że dzieci zbyt przywiązane do rodziców wiążą się z niewłaściwymi osobami. A jeśli nawet uda im się zbudować rodzinę, ich droga do realizowania siebie i budowania własnej wartości jest o wiele trudniejsza. – Znaleźć partnera to nie to samo co zbudować mocny, trwały i szczęśliwy związek – mówi A. Andrzejewska.

Czy zawsze takie sytuacje kończą się źle? – Nie. Czasem dzieci wychodzą z tego błędnego koła. Rodzicowi trudniej zauważyć ten schemat, dlatego w nim tkwi, oceniając go jako dobry, konieczny, uzasadniony – przyznaje dr Zalewska.

Anna Koźlik dodaje: – Temat ten jest bardzo delikatny. Często dopiero gdy do rodziny wchodzi ktoś z zewnątrz, narzeczona lub narzeczony, ma szansę wskazać na nieuporządkowane i w efekcie destrukcyjne relacje rodzinne. Nie jest to łatwe. Warto pamiętać, że takie rodzinne historie można wyprostować, ale pomocne są w tym samoświadomość i wsparcie terapeutyczne. Terapia indywidualna czy małżeńska pomaga zobaczyć trudności i daje narzędzia do ich przepracowania. •

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..
TAGI:

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Reklama

Zapisane na później

Pobieranie listy