Nowy numer 38/2022 Archiwum

Jak mydlana bańka

„Mała nic” – mówiła o sobie. Żyła mimo poderżniętego gardła. A karmelitanki zdumiewały się, widząc, jak stygmatyczka śpiewa… i unosi się nad lipami.

Czy popularność Małej Arabki nad Wisłą nie bierze się z lawiny niezwykłości, które były związane z tą pokorną dziewczyną? Było ich tak wiele, że można by nimi obsypać grupy modlitewne od Bugu po Atlantyk. A to jedynie „efekt uboczny” jej relacji z Najwyższym i jeśli się na nich zatrzymamy, przegapimy coś najcenniejszego.

Maria Baouardy (w Karmelu Maria od Jezusa Ukrzyżowanego) nie szukała cudowności, ba, często była nimi zawstydzona. Opisanie w kilkudziesięciu zdaniach jej niezwykłego życiorysu jest niewykonalne.

Ta historia zaczyna się jak u Hitchcocka, a potem napięcie tylko rośnie… Po śmierci rodziców dziewczynka trafiła do wuja w Aleksandrii. Gdy jako 12-latka odrzuciła zaaranżowane przez rodzinę zaręczyny, wybuchł skandal. Mariam uciekła, a gdy od znajomego, u którego szukała pomocy, usłyszała propozycję, by została muzułmanką i przyłą­czyła się do jego rodziny, odparła: „Nigdy! Jestem córką Kościoła katolickiego i mam nadzieję, że po­zo­stanę nią na zawsze”. Mężczyzna wpadł w furię i kin­dżałem podciął dziewczynie gardło. Przeko­nany, że zmarła, porzucił ją w ciemnym zaułku. Blizna dziesięcio­centy­met­rowej długości i szeroka na centymetr pozostała widoczna do końca życia. Lekarze twierdzili, że osoba z uszkodzonymi kręgami tcha­wicy nie miała prawa przeżyć.

Dziewczyna straciła przy­tomność i, jak wspominała, miała doświadczenie, że zna­lazła się w obliczu aniołów. Ujrzała rodziców, wielu świętych, a nawet Trójcę Świętą. Kiedy się ocknęła, spostrzegła, że znajduje się w jakiejś grocie, po której krząta się ubrana w lazurową suknię kobieta.

W maju 1863 roku Palestynka trafiła do Marsylii, a dwa lata później została przyjęta do postulatu Sióstr św. Józefa. Rada zgromadzenia okazała się bezradna wobec ogromu nadprzyrodzonych darów, którymi posługiwała, więc 21-letnia Mariam zamknęła się za murami Karmelu.

Gdy trafiła do Ziemi Świętej, usłyszała: „W kolebce ojca mojego, Da­­wida, postawisz mi dom”. W czasie modlitwy ujrzała na wzgórzu przeciwległym do wzgórza bazy­liki Bożego Narodzenia stado gołębi. „To tam zbudujemy klasztor” – zawołała.

Uf, jak gorąco! Cienia szukamy w otoczonym kolczastym drutem klasztorze karmelitanek. Tu miał przebywać Dawid przed walką z Goliatem. Tu Mała Arabka swą relacją z niebem zawstydzała siostry.

– Pewnego dnia mniszki usłyszały do­bie­gające z ogrodu: „L’amour, l’amour” („O, miłości, o, miłości”). Wybiegły na zewnątrz i przetarły oczy ze zdumienia. Mariam unosiła się nad lipami. We Francji powtórzyło się to tylko osiem razy – słyszę od karmelitanki s. Marii Lucyny w Betlejem. – Co to oznacza? Że ta dziewczyna była tak porwana przez miłość, że wszelkie prawa natury pryskały jak mydlana bańka. Pozwalała się unieść miłości.

Mówiła o sobie: „Jestem małym nic”, a znajomemu księdzu radziła: „Proszę być małym, by nie wchodzić samotnie do nieba. Proszę być małym, a zdobędzie ksiądz dużą liczbę dusz”.

Jak mydlana bańka   Karmel w Betlejem, muzeum siostry Miriam. Roman Koszowski / Foto Gość
« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Marcin Jakimowicz

Dziennikarz działu „Kościół”

Absolwent wydziału prawa na Uniwersytecie Śląskim. Po studiach pracował jako korespondent Katolickiej Agencji Informacyjnej i redaktor Wydawnictwa Księgarnia św. Jacka. Od roku 2004 dziennikarz działu „Kościół” w tygodniku „Gość Niedzielny”. W 1998 roku opublikował książkę „Radykalni” – wywiady z Tomaszem Budzyńskim, Darkiem Malejonkiem, Piotrem Żyżelewiczem i Grzegorzem Wacławem. Wywiady z tymi znanymi muzykami rockowymi, którzy przeżyli nawrócenie i publicznie przyznają się do wiary katolickiej, stały się rychło bestsellerem. Wydał też m.in.: „Dziennik pisany mocą”, „Pełne zanurzenie”, „Antywirus”, „Wyjście awaryjne”, „Pan Bóg? Uwielbiam!”, „Jak poruszyć niebo? 44 konkretne wskazówki”. Jego obszar specjalizacji to religia oraz muzyka. Jest ekspertem w dziedzinie muzycznej sceny chrześcijan.

Czytaj artykuły Marcina Jakimowicza


Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się