Nowy numer 38/2022 Archiwum

Kabaretowy grill

Sezon ogórkowy w pełni. W czasach spokojniejszych lato oznaczało wysyp informacji niepoważnych, dziwnych, zabawnych. O wielorybie płynącym Wisłą, dwugłowych cielętach, cudownych dzieciach. Jeżeli natomiast w mediach straszono, to tylko kleszczami lub barszczem Sosnowskiego. W czasach niespokojnych, jakie mamy dzisiaj… jest dokładnie tak samo. Różnica polega na tym, że informacyjne „ogórki”, nawet te, które na pozór wyglądają na rozrywkowe, również nakręcają złe emocje.

Najmocniej „grzanym” tematem pierwszego tygodnia sierpnia był skecz kabaretu Neo-Nówka z letniego Festiwalu Kabaretu w Koszalinie. W szczytowym momencie na głównej stronie Onetu temu „wydarzeniu” poświęcone były cztery różne informacje. Neo-Nówka królowała także w trendach na Twitterze. Co ciekawe, skecz niewiele różnił się od tego, co się w tym serwisie wypisuje na co dzień. Był to ubrany w scenkę rodzajową manifest niechęci do obecnej władzy i jej elektoratu. Wywołał to, co zawsze: u jednych zachwyt, u innych niesmak. A że akcja powoduje reakcję, przez media przetoczyła się rytualna wymiana ognia między stronami wojny polsko-polskiej.

Tydzień po występie Neo-Nówkę gościła Akademia Sztuk Przepięknych, czyli ideowa część letniego festiwalu WOŚP, tym razem w roli młodzieżowych autorytetów. W Czaplinku było trochę zabawniej niż w Koszalinie, gdy jeden z artystów stwierdził z marsową miną, że „przesłanie naszego skeczu jest proste: nie dajmy się podzielić”. Młoda publiczność niestety nie złapała dowcipu. Nikt się nie śmiał. Podobnie jak przy opowieściach o misji, jaką kabaret ma do spełnienia, o tym, jak to jest być ofiarą hejtu, i zadumie, skąd się biorą takie „imby”. Można oczywiście domniemywać, że śmieszność tego wystąpienia była niezamierzona, ale przecież mamy do czynienia z „kabareciarzami”…

Tak zupełnie serio – w skeczu chodziło właśnie o odgrzanie podziałów oraz wywołanie „imby”. Tym słowem określa się dziś burzę w internecie, która nie trwa długo, obfituje za to w niemądre komentarze i podkręca złe emocje. Każde polityczne wystąpienie artysty scen polskich – obojętnie, lekkiej czy poważnej muzy – kończy się „imbą”, a jej sprawca przez jakiś czas chodzi w glorii bohatera, który naraża się na brutalne represje.

Letnia burza z Neo-Nówką szybko przekształciła się w dyskusję o obecnym stanie polskich kabaretów, które – mówiąc grzecznie – najlepsze czasy mają za sobą. Neo-Nówka nie jest jakimś wyjątkiem, raczej klasycznym przedstawicielem nurtu szyderczego. Jego szczytowym osiągnięciem jest tzw. roast – czyli gatunek „rozrywkowy” polegający na roastowaniu (grillowaniu) jednego lub kilku zaproszonych gości. Program taki składa się z pojedynków na obraźliwe monologi, zazwyczaj wulgarne. Jest więc w pewnym sensie kabaret nadal lustrem czasów, w których powstaje. •

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Reklama

Zapisane na później

Pobieranie listy