Nowy numer 44/2020 Archiwum

List w sprawie nuncjusza

Warszawa. Dziennik „Rzecz-pospolita” (29.01. br.) opublikował obszerne fragmenty listu dr. Edwarda Kotowskiego – byłego urzędnika polskiej ambasady w Rzymie i oficera wywiadu PRL, działającego pod pseudonimem „Pietro”, który wspomina swoje kontakty z ks. prałatem Józefem Kowalczykiem w latach 80.

Opisuje swoje funkcjonowanie w Rzymie jako członka korpusu dyplomatycznego i Zespołu ds. Stałych Kontaktów Roboczych Między Rządem PRL i Stolicą Apostolską. Niewiele natomiast pisze o pracy oficera wywiadu działającego pod dyplomatycznym przykryciem, co było przecież istotą jego misji realizowanej na terenie Włoch i Watykanu. W kontekście dyskusji o operacyjnym charakterze tamtych kontaktów z ks. prałatem Kowalczykiem stwierdza: „Nie wnioskowałem o żadną rejestrację, nikt mnie nie informował, że jest zarejestrowany jako kontakt informacyjny i nikt mnie nie pytał o zdanie na ten temat. Nie jest możliwe, aby tylko w tej jednej kwestii zrobiła się jakaś dziura w mojej pamięci. Musiało się stać coś bardzo dziwnego w Centrali, czego nie potrafię zrozumieć. Dla mnie ks. prałat J. Kowalczyk nigdy nie był świadomym kontaktem operacyjnym”.

Świadectwo dr. Kotowskiego nie jest najważniejszym dokumentem w tej sprawie. Oficerowie służb specjalnych, a trzeba przypomnieć, że dr Kotowski zanim pojechał do Rzymu, przez szereg lat pracował w SB po „linii czwartej”, zajmując się zwalczaniem Kościoła, nigdy nie byli i nie są adwokatami prawdy. To nie oznacza, że każde ich słowo jest kłamstwem. Jak się wydaje, bliski prawdy jest opis Kotowskiego przekazywania notatek z rozmów z ks. Kowalczykiem szefowi rzymskiej rezydentury wywiadu PRL oraz traktowanie osoby przyszłego nuncjusza jako źródła informacji, bez jakiekolwiek jego wiedzy na ten te-mat. Mało prawdopodobne natomiast wydaje się tłumaczenie Kotowskiego, że nic nie wiedział o fakcie rejestracji ks. Kowalczyka jako kontaktu informacyjnego.

Zgodnie z procedurą, oficer wywiadu wiedział, jaki status ma jego rozmówca, otrzymywał także z centrali wszystkie informacje na jego temat. Nie mogło także chodzić tylko o bezpieczne przekazywanie informacji z rozmów, jak obecnie twierdzi. Dyplomaci mają bowiem inne możliwości przekazywania poufnych informacji do kraju i nie muszą korzystać z kanałów wywiadowczych. Najistotniejsze w tamtych kontaktach jest to, że miały charakter oficjalnych spotkań służbowych, co wynika również z formy rejestracji ks. Kowalczyka. Abp Kowalczyk nie potrzebuje świadectwa wystawionego mu przez prowadzącego z nim rozmowy oficera wywiadu, który przyczynił się do powstania dokumentacji, będącej powodem do całej dyskusji w tej sprawie.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama