Nowy numer 43/2020 Archiwum

Dziwny wybuch w Mińsku

Mińsk. W nocy z 2 na 3 lipca w centrum stolicy Białorusi eksplodował ładunek wybuchowy w trakcie plenerowego koncertu, zorganizowanego z okazji Dnia Niepodległości.

Rannych zostało ponad 50 osób. Kilka nadal przebywa w szpitalach. Na imprezie, której mimo wybuchu nie przerwano, obecny był także prezydent Alaksander Łukaszenko. Wybuch pozostawił po sobie około 20-centymetrowy krater, a jeden ze świadków mówił, że na miejscu zdarzenia widział rozrzucone nakrętki i śruby. Jeszcze w nocy znaleziono w pobliżu miejsca koncertu drugą bombę. Sprawców zamachu na razie nie wykryto, wyklucza się jednak, aby jego celem miał być Łukaszenko.

Znając sprawność białoruskiego KGB, który od lat kontroluje wszystkie grupy społeczne w kraju, trudno uwierzyć, aby był to „chuligański wybryk”, jak ogłosiło ministerstwo spraw wewnętrznych. Dziwne było także zachowanie samego Łukaszenki oraz chroniących go służb. Prezydent nie tylko nie opuścił miejsca zdarzenia, lecz po chwili udał się w stronę, gdzie nastąpił wybuch.

Tymczasem regułą na całym świecie jest, że w przypadku takich wydarzeń głowa państwa natychmiast musi opuścić zagrożony teren. Sprawa ma także swój kontekst polityczny. Po kilku dniach rządowa prasa moralna odpowiedzialnością za wybuch w Mińsku obarczyła białoruską opozycję, zarzucając jej „dzielenie narodu” i eskalację napięć społecznych.

Liderzy opozycji obawiają się, że władza może wykorzystać incydent do zmian w prawie, a nawet wprowadzenia środków nadzwyczajnych przed zaplanowanymi na koniec września wyborami parlamentarnymi.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama