Nowy numer 2/2021 Archiwum

Polska i niebo

Myśl: Co widać z mojego okna w listopadowy dzień, gdy państwo polskie świętuje?

Co widać z mojego okna w listopadowy dzień, gdy państwo polskie świętuje? Na tę okazję okno mam w fatalnym miejscu. Okolica i cała kraina przez setki lat nie miały związku z polskim państwem. Śląsk, słowiański i polski u początków, musiał szukać politycznej opieki u książąt czeskich. Tą drogą trafił we wpływy i z czasem we władanie imperium Habsburgów. Wreszcie państwo pruskie granicę przesunęło tu blisko, kilka kilometrów za moim oknem.

Zmieniały się polityczne układy, ale wciąż były to Niemcy. I mieszkali Niemcy. Wojna przyniosła zmiany radykalne. Granice polityczne zostały przesunięte, ludność wywieziona, inna przywieziona. Teraz jest tu Polska. Pamiętam z odległych czasów propagandowe hasła „Byliśmy, jesteśmy, będziemy!”. Co miało znaczyć, że Śląsk był zawsze w Polsce. Nie był. Ale jest. Bez wątpienia jest. Granice państwowe już niewiele znaczą, mogę pojechać po piwo na czeską stronę. Szukając po lesie grzybów, mogę kluczyć, nie zważając na graniczne słupki. Przy wjeździe do Polski wciąż stoi wstydliwa tabliczka bez polskiego godła (tylko z unijnymi gwiazdkami; ach, znowu gwiazdy...). Kiedyś pisałem o braku godła i napisu na granicach, ale to nikogo nie obeszło.

Może by w ramach obchodów odzyskania niepodległości państwo polskie podjęło decyzję oznaczenia na wjeździe do Polski, że tu zaczyna się Polska? Niejeden by się z tego bardzo ucieszył. A 11 listopada jak co roku objadę parafię, by policzyć domy, na których Polacy wywiesili polską flagę. Pewnie znów będzie tylko kilka. Ale co się dziwić, skoro na wielkim domu państwa tablicy „POLSKA” brakuje. Bardziej martwi jednak co innego. Kłótnie i spory – zupełnie jak Kargule i Pawlaki. Dawno zapomnieli, o co poszło, ale żrą się, że aż strach. Nawet strzelają do siebie. Już nie otumanione ZOMO, już nie kryminaliści do policjanta (choćby był generałem), ale rozbudzeni polityczną nienawiścią ludzie. Nie mówcie, że w krajach demokratycznych takie rzeczy się zdarzają. Od starożytności bezrozumna nienawiść była zapowiedzią końca imperiów, królestw, państw. Nie chciałbym tego dla Polski.

Dla mojego domu. Bo jednak z tego mojego okna widzę całą Polskę. Kraków i Warszawę, Jurgów i Hel, Kodeń i Zgorzelec. Granice nam historia przesuwała nie raz jeden. Jak mi powiedział pewien Ślązak: „Proszę księdza, to nie myśmy granicę w ‘45 przekroczyli. To granica nas przekroczyła”. Może było w tym trochę tęsknoty za przeszłością. Bez wątpienia była i akceptacja teraźniejszości. Wielka robota przed nami. Tak trzeba budować Polskę, by była domem i ojczyzną. Chrześcijanin doda: aby była miejscem budowania nieba na ziemi. Bez żadnych dewocyjnych skojarzeń. Niebo – to miejsce spełnienia się Dobra.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Agata Puścikowska

Dziennikarz działu „Polska”

Absolwentka dziennikarstwa i komunikacji społecznej na Uniwersytecie Warszawskim. Od 2006 r. redaktor warszawskiej edycji „Gościa”, a od 2011 dziennikarz działu „Polska”. Autorka felietonowej rubryki „Z mojego okna”. A także kilku wydawnictw książkowych, m.in. „Wojenne siostry”, „Wielokuchnia”, „Siostra na krawędzi”, „I co my z tego mamy?”, „Życia-rysy. Reportaże o ludziach (nie)zwykłych”. Społecznie zajmuje się działalnością pro-life i działalnością na rzecz osób niepełnosprawnych. Interesuje się muzyką Chopina, książkami i podróżami. Jej obszar specjalizacji to zagadnienia społeczne, problemy kobiet, problematyka rodzinna.

Kontakt:
agata.puscikowska@gosc.pl
Więcej artykułów Agaty Puścikowskiej

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zobacz także