Nowy numer 49/2019 Archiwum

Kurcze, znowu takie teksty

Co stanowi o ponadczasowości Drogi Krzyżowej? Uniwersalizm cierpienia? Bez wątpienia tak. Dzieci też znają język bólu

Post się kończy, już ostatnia Droga Krzyżowa. Od czasu mojego dzieciństwa te nabożeństwa przeżyły sporą ewolucję. Kiedyś królowały teksty powtarzane co tydzień, każdego roku jednakowe. Ważnym elementem umożliwiającym przemiany było nagłośnienie kościołów. Uwiązało jednak księdza lub lektora do mikrofonu, rozbijając liturgiczną akcję. Teraz mamy bezprzewodowe cudeńka, głos dociera z każdego punku kościoła, mikrofonów może być kilka – byle to wykorzystać. Idę więc od stacji do stacji otoczony gromadą ministrantów i ministrantek (wiek od 10 do ponad 20 lat), innych dzieci także – również całkiem małych. Ja tylko zapowiadam i kończę stacje.

Rozważania i modlitwy czytają lektorzy lub lektorki. Teksty najczęściej mojego autorstwa. Kolejna stacja. Lektorka czyta: „Przepraszam Cię za to, że nie zawsze potrafię cieszyć się życiem. I za to, że nie zawsze je cenię i szanuję”. Trąciłem ją lekko łokciem, bo znam ją i wiem, że choć te słowa sam pisałem 15 lat temu, są w tym momencie jej słowami. Ona półgłosem (zdążyła odsunąć mikrofon) mruknęła: „Kurcze, znowu takie teksty”. Bo tydzień wcześniej były też „takie”. Jakby dla niej napisane, choć jeszcze starsze. „Ksiądz mi przyśle tę Drogę Krzyżową?” Posłałem, dobrze, że jest internet. Aktualność pisanych modlitw, nieważne, kto je kiedyś układał, kto się nimi modlił...

Otóż właśnie przy Krzyżowej Drodze ta ponadczasowość uderza najbardziej. Patrzę na uczestników – i tych pięcioletnich, i seniorów. Bo w wiejskiej parafii nabożeństwo wspólne dla wszystkich, jak w wielopokoleniowej rodzinie. Malcy bacznie obserwują, zdają się słuchać z uwagą. Długie chwile ciszy ich nie rozpraszają. Co rozumieją? Pewnie niewiele. Ale uczą się rozumieć. Przecież ta dzisiejsza lektorka kilka lat temu była podobnym skrzatem. Dziś rozumie. Wszystko? A czy ja rozumiem wszystko?

Co stanowi o ponadczasowości Drogi Krzyżowej? Uniwersalizm cierpienia? Bez wątpienia tak. Dzieci też znają język bólu. Czasem zbyt dobrze. Ale właśnie dlatego dostrzegam jeszcze inny motyw. Jest nim tląca się w każdym człowieku iskra nadziei. Nie, że spełni się scenariusz z bajki i śpiąca królewna się obudzi. Ale nadzieja przekonująca, że każde cierpienie jest potrzebne i coś znaczy. Choć dziś tego jeszcze nie rozumiemy. Dlatego za kilka dni nawet malcy z takim przejęciem ucałują krzyż.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Agata Puścikowska

Dziennikarz działu „Polska”

Absolwentka dziennikarstwa i komunikacji społecznej na Uniwersytecie Warszawskim. Od 2006 r. redaktor warszawskiej edycji „Gościa”, a od 2011 dziennikarz działu „Polska”. Autorka felietonowej rubryki „Z mojego okna”. A także kilku wydawnictw książkowych, m.in. „Wojenne siostry”, „Wielokuchnia”, „Siostra na krawędzi”, „I co my z tego mamy?”, „Życia-rysy. Reportaże o ludziach (nie)zwykłych”. Społecznie zajmuje się działalnością pro-life i działalnością na rzecz osób niepełnosprawnych. Interesuje się muzyką Chopina, książkami i podróżami. Jej obszar specjalizacji to zagadnienia społeczne, problemy kobiet, problematyka rodzinna.

Kontakt:
agata.puscikowska@gosc.pl
Więcej artykułów Agaty Puścikowskiej

Zobacz także

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji