Nowy numer 48/2020 Archiwum

Stwarzam pozory i git majonez

By oczarować innych, dziecko najpierw samo przenosi się do krainy ułudy

Wakacyjne wędrówki z młodzieżą dają szczególne okazje do rozmów na przeróżne tematy. Pogadałem sobie też z Magdą. Pracowita, można na nią liczyć, wesoła, pobożna, wszędzie jej pełno i na wszystko znajdzie czas. Wyliczyłem jej to, powiedziałem o tym, co mnie martwi (no bo jednak). Machnęła ręką, roześmiała się i mówi: „Stwarzam pozory i git majonez!”. Zapisałem sytuację w telefonicznym notatniku, rozmowa się urwała, moje myśli pobiegły całkiem gdzie indziej. Iluż to ludzi stwarza pozory... Politycy – różnych barw i różnego politycznego kalibru. Pozory dla poprawienia wizerunku, dla podniesienia notowań, bo kiedyś będą wybory. Zawsze tak było, nawet w starożytnym Rzymie. Tylko proszę pamiętać, że imperium rozsypało się z tego powodu. Z tejże przyczyny rozleciało się (i wciąż gruz na głowy nam się sypie) inne imperium. Pozory są „git majonez” na krótką metę.

A dzieci? Nie mam swoich, ale tym większe pole obserwacji przede mną. Dzieci to profesjonaliści w stwarzaniu pozorów. Dziedziny – chyba wszystkie. Od pozorów choroby po pozory najgrzeczniejszego dziecka na świecie. Ilustracji nie będzie, bo nie chcę żadnego dziecka urazić. W tym dziecięcym stwarzaniu pozorów jest jeden mocno zastanawiający zakamarek. Otóż dzieci w tej samej mierze stwarzają pozory na użytek otoczenia, jak i dla siebie. Innymi słowy – by oczarować innych, dziecko najpierw samo przenosi się do krainy ułudy. Nie zawsze świadomie.

Na sprawę stwarzania pozorów patrzę też z okna zwyczajnego wiejskiego proboszcza. Widzę przed sobą okolice kościoła i Kościoła. Czy tu też dostrzegam stwarzanie pozorów? Cóż, ciężko przyznać, ale tak. Czasem są to pozory statystyczne – iluż to ludzi u nas chodzi do kościoła, jakie wspaniałe odpusty i ile kartonów unijnego mleka rozdaliśmy rodzinom! Czasem pozory moralnej doskonałości parafii – „u mnie to nie ma par na cywilnym ślubie!”. Są, tylko nie chcesz o tym wiedzieć – odpowiedziałem. Przez jakiś czas nie odzywał się do mnie. Najbardziej boję się pozorów z pogranicza duszpasterskiej biurokracji. Listy, akcje, instrukcje, programy, materiały takie lub inne. I to wszystko jest potrzebne. Wszakże tylko mała cząstka jest realizowana. Zostają pozory. Zawsze tak było. Tylko czy nie jest coraz więcej? Kościół nie padnie z tego powodu, ale chyba nie wszystko jest git majonez.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Agata Puścikowska

Dziennikarz działu „Polska”

Absolwentka dziennikarstwa i komunikacji społecznej na Uniwersytecie Warszawskim. Od 2006 r. redaktor warszawskiej edycji „Gościa”, a od 2011 dziennikarz działu „Polska”. Autorka felietonowej rubryki „Z mojego okna”. A także kilku wydawnictw książkowych, m.in. „Wojenne siostry”, „Wielokuchnia”, „Siostra na krawędzi”, „I co my z tego mamy?”, „Życia-rysy. Reportaże o ludziach (nie)zwykłych”. Społecznie zajmuje się działalnością pro-life i działalnością na rzecz osób niepełnosprawnych. Interesuje się muzyką Chopina, książkami i podróżami. Jej obszar specjalizacji to zagadnienia społeczne, problemy kobiet, problematyka rodzinna.

Kontakt:
agata.puscikowska@gosc.pl
Więcej artykułów Agaty Puścikowskiej

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zobacz także