Nowy numer 48/2020 Archiwum

Armia, knajpka i proboszczowski golf

Proboszczowi nie wypada szpanować. Oj, gdybyż to wszyscy rozumieli...

Zdjęcia sprzed kilku lat, wspomnienia, skojarzenia. I tak przypomniał mi się Wolfgang. Był wikarym w bawarskiej parafii, gdzie przez jakiś czas zastępowałem proboszcza. Przedziwny człowiek. I bardzo sympatyczny. Niecodzienna była jego droga przez życie. Nie poznałem wszystkiego – zresztą po co? Nawet o sobie wszystkiego nie wiem. Ale Wolfgang zanim został księdzem, był oficerem w niemieckiej armii. Znając jego usposobienie, raczej pacyfistyczne i na pewno miłujące osobistą wolność, nie całkiem pojmowałem, jak on tam się znalazł. Potem (może przedtem, nie wiem na pewno) miał na Florydzie knajpkę – prowadził interes razem ze swoją „przyjaciółką”, no bo to nie była żona.

A już naprawdę potem przyszedł czas na studia teologiczne i przygotowanie do kapłaństwa. Dlaczego o tym wszystkim piszę? No bo widziałem ze swojego okna. Trzy cechy ks. Wolfganga zwracały uwagę. Na pierwszy rzut oka widać było jego hondę accord – full wypas, jak mówią młodzi. Bawiły mnie automatycznie domykające się drzwi, a silnik zapierał dech w piersiach, bo przyspieszenie wciskało w miękki fotel. Druga cecha – to realistyczne, acz z humorem i dystansem traktowanie codzienności. Trzecia cecha – to otwartość na ludzi, życzliwość – i to taka nieomal słowiańska. Lubili go więc parafianie. A on wieczorem, zamiast zjeść kolację na plebanii, wiózł mnie swoją hondą do jakiejś kolejnej restauracyjki w bliższej czy dalszej okolicy.

Ze wszystkimi właścicielami tych niewielkich lokali był po imieniu. Lubił szpanować – i samochodem, i znajomościami. A potem, już w domu, odmawialiśmy brewiarz. Wieczorem nieszpory, rano jutrznię. Ta wspólna jutrznia to była norma z każdym księdzem w tamtych stronach. Przez kilka lat nie widzieliśmy się. Został proboszczem w takim górskim zakątku. Odwiedziłem go kiedyś. Na podwórku stał biały golf. Wyposażenie średnie. Pytam: Wolfgang, to twoje? „Moje”. Spostrzegł me niedowierzanie i dodał: „No wiesz, ja już jestem proboszczem”. Zrozumiałem – proboszczowi nie wypada szpanować i powinien żyć na średnim standardzie. Oj, gdybyż to wszyscy rozumieli... A nie rozumieją. I jeszcze coś. Ile razy rozstawaliśmy się na dłużej, Wolfgang prosił: „Thomas, pamiętaj, pomódl się za mnie”. Znał i celebrował swoją pozycję. Ale życie nauczyło go pokory. Więc pamiętam, bo nieczęsta to prośba.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Agata Puścikowska

Dziennikarz działu „Polska”

Absolwentka dziennikarstwa i komunikacji społecznej na Uniwersytecie Warszawskim. Od 2006 r. redaktor warszawskiej edycji „Gościa”, a od 2011 dziennikarz działu „Polska”. Autorka felietonowej rubryki „Z mojego okna”. A także kilku wydawnictw książkowych, m.in. „Wojenne siostry”, „Wielokuchnia”, „Siostra na krawędzi”, „I co my z tego mamy?”, „Życia-rysy. Reportaże o ludziach (nie)zwykłych”. Społecznie zajmuje się działalnością pro-life i działalnością na rzecz osób niepełnosprawnych. Interesuje się muzyką Chopina, książkami i podróżami. Jej obszar specjalizacji to zagadnienia społeczne, problemy kobiet, problematyka rodzinna.

Kontakt:
agata.puscikowska@gosc.pl
Więcej artykułów Agaty Puścikowskiej

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zobacz także