Nowy numer 43/2020 Archiwum

Zimowe poziomki

Czy wiedzą Państwo, jak dobrze jest brnąć przez śnieg, dotykać kory drzew i być haratanym przez gałęzie?

Pisałem ostatnio, że lepiej patrzeć w okno niż w telewizor. Dzisiaj chciałbym zachęcić Państwa do wyjścia na spacer. Skłoniła mnie do tego wczorajsza uroczystość w Warszawie, podczas której mój przyjaciel Artur Nowaczewski odbierał za swoją twórczość poetycką nagrodę Fundacji im. ks. Janusza St. Pasierba. Należała mu się. Artur to poeta „chodzący” – potrafi przejść 100 kilometrów w ciągu jednej doby. Może dlatego jego wiersze są takie prawdziwe. Proszę posłuchać: „słowem »lipiec« otwieram/ wszystkie barwy liści, lepkość powietrza,/ bzyk komarów i ważek nad taflą./ piwo jest dzisiaj z wolna spijaną godziną./ słychać każde plaśnięcie mokrych stóp o spróchniałe deski”. Słyszeli Państwo te stopy?

Ja tak, i u mnie nagle zrobił się lipiec, choć przecież za oknem ciągle śnieg. Postanowiłem zatem wyjść na zewnątrz, żeby przynieść sobie do domu trochę zimy. Będę się nią – dla odmiany – chłodził podczas lipcowych upałów. Mam to szczęście, że za drogą szybkiego ruchu, skąd codziennie ucieka mi autobus, jest las, po którym można chodzić cały dzień, zapominając o świecie. Ale nie o Bożym, tylko tym ludzkim właśnie, tak bardzo krzątającym się wokół spraw nieważnych. Niekiedy podczas spaceru dochodzą z oddali odgłosy tego świata, ale im dalej w las, tym bardziej ten świat staje się tamtym, a tamten – tym. Czy wiedzą Państwo, jak dobrze jest brnąć przez śnieg, dotykać kory drzew i być haratanym przez gałęzie? To o wiele przyjemniejsze niż krążenie po centrum handlowym. Ja w każdym razie od sztucznego raju hipermarketów uciekam między brzozy, buki, sosny.

Tym chodzeniem po lesie zaraził mnie właśnie Artur. Parę lat temu w Borach Tucholskich przedreptaliśmy razem sporo kilometrów. Wprawdzie naturalne tempo mojego przyjaciela jest takie, że po kilku minutach wspólnego marszu dostawałem zadyszki, ale z czasem i to jakoś udało się uregulować. Szliśmy najczęściej w milczeniu, za to na postojach zaczynały się rozmowy: o poezji, życiu i… II wojnie światowej. Patykiem na piasku Artur rozrysowywał układ sił i uderzenia armii. Potem ruszaliśmy w dalszą trasę, a kiedy wreszcie wracaliśmy zmęczeni wędrówką, schabowy smakował bardziej niż w zwykłe dni. Na deser jedliśmy poziomki nazbierane w lesie. Przypominam sobie te poziomki, rozgrzewając się herbatą po zimowym spacerze. Wtedy jedliśmy łapczywie, ale następnym razem trzeba będzie coś zostawić na konfitury. Albo ocalić smak wakacji w wierszach.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Agata Puścikowska

Dziennikarz działu „Polska”

Absolwentka dziennikarstwa i komunikacji społecznej na Uniwersytecie Warszawskim. Od 2006 r. redaktor warszawskiej edycji „Gościa”, a od 2011 dziennikarz działu „Polska”. Autorka felietonowej rubryki „Z mojego okna”. A także kilku wydawnictw książkowych, m.in. „Wojenne siostry”, „Wielokuchnia”, „Siostra na krawędzi”, „I co my z tego mamy?”, „Życia-rysy. Reportaże o ludziach (nie)zwykłych”. Społecznie zajmuje się działalnością pro-life i działalnością na rzecz osób niepełnosprawnych. Interesuje się muzyką Chopina, książkami i podróżami. Jej obszar specjalizacji to zagadnienia społeczne, problemy kobiet, problematyka rodzinna.

Kontakt:
agata.puscikowska@gosc.pl
Więcej artykułów Agaty Puścikowskiej

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zobacz także