Nowy numer 48/2020 Archiwum

Język wiary, język nadziei

Każdy człowiek powinien rozumieć język wiary, nadziei, miłości i ponadczasowej perspektywy życia

Byliście na zakonnych ślubach? Ja byłem. U służek Niepokalanej i u benedyktynów, u klaretynów i u karmelitanek. Formuła ślubów w każdym zakonie nieco inna, obrzędy też się różnią. Stoję naprzeciw ołtarza. Benedyktyński opat śpiewa prefację. Już kiedyś ją słyszałem. Ale dociera do mnie jakby z zaświatów. Rozumiem ten język. Nie o polszczyznę chodzi, a o język wiary, ukochania Boga, nadziei na przyszłość, język spokoju i radości. Patrzę ukradkiem na brata Krzysztofa. Stoi spokojny, pogodny, uśmiechnięty. Dyskretnie notuję na klawiaturze telefonu myśl, bo inaczej mi ucieknie: „Język ślubów – język wiary – język nadziei”. Oni wszyscy ten język rozumieją – i Krzysztof, i Kasia, i Kazik, i Emilka...

Mój Boże, takiej rozrabiary jak Kasia, takiego równego chłopaka jak Krzysiek trudno znaleźć. A Pan Bóg ich znalazł. A oni wszyscy – i ci wspomniani z imienia, i tylu innych zrozumiało język, w jakim Bóg im postawił pytanie. Mało tego – znaleźli swoją własną, wiem że trudną odpowiedź. Oni – chłopcy i dziewczęta z tego pokolenia, które zatyka sobie uszy słuchawkami i odgradza się od wszystkiego, co na zewnątrz. Nie dlatego poszli do klasztoru, że byli zakompleksieni, że to była droga społecznego awansu, że uciekli przed zawiedzioną miłością, że to tacy nieudacznicy. Nic z tych rzeczy. Oni rozumieją język, jakim przemawia Bóg. A nie zaczęło się od prefacji na Mszy ślubów. Gdyby ją usłyszeli, powiedzmy, w wieku piętnastu lat, odrzuciliby jako coś dziwacznego.

Oni usłyszeli coś innego, ważniejszego, bardziej zrozumiałego. Ale co? Wiem, że przepytywanie ich o to jest mało skuteczne. O tym tak trudno mówić. Trudno także dlatego, że przepytywany gdzieś tam w środku czuje obawę, że rozmówca go nie zrozumie. Nie wszyscy muszą być mnichami i zakonnicami. Nie wszyscy księżmi i katechetkami. Ale bez wątpienia każdy człowiek oprócz ojczystego i angielskiego języka, powinien rozumieć język wiary, nadziei, miłości i ponadczasowej perspektywy życia. I to jest fundamentalne zadanie Kościoła – uczyć rozumienia tego języka. Uczyć wrażliwości, by człowiek z zatkanymi uszami i zamkniętym wnętrzem choć cokolwiek usłyszał. Tymczasem w Kościele zbyt często i zbyt głośno słyszy się nowomowę pobożnych sloganów. Zatkane uszy zatykają się bardziej. Może młode pokolenie przemówi zrozumiałym językiem.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Agata Puścikowska

Dziennikarz działu „Polska”

Absolwentka dziennikarstwa i komunikacji społecznej na Uniwersytecie Warszawskim. Od 2006 r. redaktor warszawskiej edycji „Gościa”, a od 2011 dziennikarz działu „Polska”. Autorka felietonowej rubryki „Z mojego okna”. A także kilku wydawnictw książkowych, m.in. „Wojenne siostry”, „Wielokuchnia”, „Siostra na krawędzi”, „I co my z tego mamy?”, „Życia-rysy. Reportaże o ludziach (nie)zwykłych”. Społecznie zajmuje się działalnością pro-life i działalnością na rzecz osób niepełnosprawnych. Interesuje się muzyką Chopina, książkami i podróżami. Jej obszar specjalizacji to zagadnienia społeczne, problemy kobiet, problematyka rodzinna.

Kontakt:
agata.puscikowska@gosc.pl
Więcej artykułów Agaty Puścikowskiej

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zobacz także