Nowy numer 42/2020 Archiwum

Walka z mamoną

Czy ktoś wie, ile naprawdę kosztują rzeczy i przyjemności, za które ochoczo płacimy?

Tuż przed napisaniem tego felietonu załatwiałem za pomocą komputera pewne sprawy finansowe, związane z ubezpieczeniem wakacyjnym. Teraz wydawanie pieniędzy stało się tak łatwe, że zaczynam podejrzewać, iż w gruncie rzeczy to była główna przyczyna rozwoju technologii informacyjnych. Dla wyciągnięcia z portfela ciężko zarobionych groszy ktoś kiedyś wymyślił turystykę. Jest to jednak sposób wymagający sporego nakładu sił: pakowanie, podróżowanie, narażanie żołądka na wpływ obcej kuchni, wyczekiwanie w kolejkach do muzeów, kąpiele w basenach z jakimiś obcymi ludźmi i tym podobne atrakcje. Wszystko po to, by potwierdzić starą prawdę, że wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej: rzeczy są w szafie, podróże niekonieczne, obrazy na ścianie, jedzenie zawsze świeże, a wanna czysta.

Jeśli więc katusze wyjazdowe służą jedynie temu, by komuś dać zarobić, to komputer umożliwia to bez dodatkowego zaangażowania: można się nie ruszać, obrazki pooglądać na ekranie, a pieniądze przesłać potrzebującym hotelarzom, kelnerom, ubezpieczycielom, kierowcom i przewodnikom. Oczywiście takie rozwiązanie skazałoby tych biednych ludzi na śmierć głodową. Istnienie narzędzia nie oznacza bowiem, że ktoś z niego będzie w pełni korzystał. Komputery wyprzedziły ewolucję naszego gatunku, który wciąż nie jest przyzwyczajony do wymiany środków na dobra wirtualne i woli realnie się męczyć. Inna rzecz, czy te dobra, na które wymieniamy nasz trud, istotnie są tego warte.

Co prawda przedstawiciele naszego kręgu kulturowego, mimo lat walki z dyskryminacją, nadal uważają się za lepszych od Indian czy Murzynów, którzy za perkal i koraliki oddawali skarby, ale czy rzeczywiście tak bardzo się od nich różnimy? W każ-dym razie, tak z ręką na sercu, czy ktoś wie, ile naprawdę kosztują rzeczy i przyjemności, za które ochoczo płacimy? Niedawno okazało się, że te same auta są tym tańsze, im bardziej na zachód położony jest punkt sprzedaży – opłaca się je nawet przewozić z Ameryki.

Poruszając się jeszcze dalej na zachód, trafimy na wschód, czyli do Chin albo Indii, gdzie samochód kosztuje śmiesznie mało (choć złośliwcy twierdzą, że to produkt jednorazowego użytku). Przepłacamy za lekarstwa, mieszkania, zegarki itd., itp. Najwyraźniej nie lubimy pieniędzy i chcemy się ich pozbyć. Poczta nam w tym pomaga: rachunki przychodzą dwa razy szybciej niż przekazy pieniężne. Banki pomagają: kredyt hipoteczny skuteczniej od bomby neutronowej niszczy ludzi, pozostawiając nienaruszone budynki. A dzięki komputerom walka z mamoną jest bezbolesna.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Agata Puścikowska

Dziennikarz działu „Polska”

Absolwentka dziennikarstwa i komunikacji społecznej na Uniwersytecie Warszawskim. Od 2006 r. redaktor warszawskiej edycji „Gościa”, a od 2011 dziennikarz działu „Polska”. Autorka felietonowej rubryki „Z mojego okna”. A także kilku wydawnictw książkowych, m.in. „Wojenne siostry”, „Wielokuchnia”, „Siostra na krawędzi”, „I co my z tego mamy?”, „Życia-rysy. Reportaże o ludziach (nie)zwykłych”. Społecznie zajmuje się działalnością pro-life i działalnością na rzecz osób niepełnosprawnych. Interesuje się muzyką Chopina, książkami i podróżami. Jej obszar specjalizacji to zagadnienia społeczne, problemy kobiet, problematyka rodzinna.

Kontakt:
agata.puscikowska@gosc.pl
Więcej artykułów Agaty Puścikowskiej

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zobacz także