Nowy numer 49/2020 Archiwum

Powołanie, pies i tajemnica

Ani Boga, ani kapłaństwa, ani wielu innych spraw pojąć nie sposób. Tajemnicy trzeba oddać całe swoje życie

Szedłem z drugakami ze szkoły do kościoła, tam miała być lekcja. Słyszę, jak jeden z chłopców mówi do kolegi: „Ja idę za księdza. Nie będę miał dzieci. Nie będzie pisku w domu. Kupię sobie psa i będę miał spokój”. Ubawiło mnie to, sięgnąłem po dyktafon, utrwaliłem. Później zapomniałem o tym, ale z nawyku i obowiązku w czasie spaceru odsłuchuję te moje fononotatki. Oczywiście, na spacerze nie towarzyszyły mi żadne dzieci, więc nie było pisku, ale był... No właśnie, był pies! Nie, wyrzuty sumienia mnie nie naszły. Ale pomyślałem, że dzieciak dobrze obserwuje świat wokół siebie. No bo kto z parafian regularnie, codziennie, nawet w deszcz chodzi na prawie godzinny spacer z psem? Tylko proboszcz. Dzieci nie robią mu pisku w domu, przepracowywać się pewnie nie przepracowuje.

Dobry sposób na życie, nieprawdaż? Inna rzecz, że nawet tak kusząca perspektywa nie spowodowała jeszcze nigdy w historii mojej parafii, by ktoś „poszedł za księdza”. No, z jednym nieudanym wyjątkiem ponad pół wieku temu. Gdy byłem w seminarium, kazali nam przełożeni pisać wypracowania na temat „dlaczego chcę być księdzem” – jakoś tak był formułowany problem. Pisałem, nie pamiętam szczegółów, ale pamiętam dobrze, że pisałem głupstwa. To było zupełnie nie na temat. Chyba że jakiś psycholog miał z tego odcyfrować treść naszej podświadomości. Kilka dni temu, pół godziny po zakończeniu święceń kapłańskich brata Jakuba, benedyktyna, zagadnąłem go: Bracie, właściwie ojcze, jedno zdanie dla Czytelników „Gościa”.

Odpowiedział: „Nie rozumiem. Nie rozumiem, co się stało”. Tak, to była odpowiedź w samo sedno. I właśnie tu upatruję jedną z przyczyn topniejącej liczby powołań: nie uznajemy wokół siebie tajemnic. Wydaje się człowiekowi, że wszystko można wyjaśnić, wytłumaczyć, pojąć. Co najwyżej jest to kwestia czasu. A przecież ani Boga, ani kapłaństwa, ani wielu innych spraw pojąć nie sposób. Tajemnicy trzeba oddać całe swoje życie. Nieomal skok w przepaść wypełnioną mgłami. Owszem, mgły prześwietlone są światłem, ale dna przepaści nie widać. A może Bóg używa takiej małej przynęty, niejednej zresztą, aby kogoś wciągnąć w orbitę przyciągania do siebie i swoich tajemnic? Może i ja dałem się wciągnąć?

Na szczęście mały Szymon zna mnie nie tylko od tej psiej strony. Sprawa jest więc otwarta. Na powiew łaski.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Agata Puścikowska

Dziennikarz działu „Polska”

Absolwentka dziennikarstwa i komunikacji społecznej na Uniwersytecie Warszawskim. Od 2006 r. redaktor warszawskiej edycji „Gościa”, a od 2011 dziennikarz działu „Polska”. Autorka felietonowej rubryki „Z mojego okna”. A także kilku wydawnictw książkowych, m.in. „Wojenne siostry”, „Wielokuchnia”, „Siostra na krawędzi”, „I co my z tego mamy?”, „Życia-rysy. Reportaże o ludziach (nie)zwykłych”. Społecznie zajmuje się działalnością pro-life i działalnością na rzecz osób niepełnosprawnych. Interesuje się muzyką Chopina, książkami i podróżami. Jej obszar specjalizacji to zagadnienia społeczne, problemy kobiet, problematyka rodzinna.

Kontakt:
agata.puscikowska@gosc.pl
Więcej artykułów Agaty Puścikowskiej

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zobacz także