Nowy numer 47/2020 Archiwum

Zalety nieznajomości języka

Przychodzi czas na złożenie tekstu felietonu w redakcji GN. Przeżywam rozterki: co pisać i jak pisać, żartować, czy raczej „dać odpór”? Jeszcze niedawno bieżących tematów dostarczała polityka, ale od pewne-go czasu mam przekonanie, graniczące z pewnością, że wszystko o polityce już zostało napisane.

Nawet kpin się odechciewa, bo prawda jest taka, że byłoby to bicie leżącego. Od lat nie dzieje się nic nowego i nawet błędy są stare. Można też analizować twórczość publicystyczną, z czego żyje spora część komentatorów i felietonistów. Dowodzą w ten sposób, że czwarta władza też cierpi na syndrom PKP: kolej ma tyle zajęcia z samą sobą, że pasażerowie jej tylko przeszkadzają. Czołowe organy opinii z lubością ataku-ją się nawzajem: gazeta – dziennik, dziennik – rzepę, rzepa – gazetę. Zupełnie jak u Reja: „Ksiądz pana wini, pan księdza, a nam prostym zewsząd nędza”.

W tym przypadku nędza intelektualna, potwierdzona jedynie przez ożywioną wymianę pism intelektualistów, którzy protestują lub popierają książkę historyków IPN-u o Lechu Wałęsie. Książkę, która się jeszcze nie ukazała! Ci, którzy są przeciw, odmawiają miana historyków badaczom z IPN-u, ci którzy są za, popierają prawo do wolności nauki. Podobne listy ukazywały się w związku z opublikowaną książką Jana Grossa, tyle że sygnatariusze zamieniali się miejscami. Wszystko to jest „pathetic”,

jakby powiedział reemigrant z krajów anglojęzycznych, co tam oznacza wszakże nie „patetyczne”, lecz „żałosne”. Pewnie dlatego reemigranci wracają częściowo, bo – choć nie przesadzają z chwaleniem obcego – swoje znają aż za dobrze, by decydować się na powrót. W dodatku reemigranci znają język polski, więc się orientują w miejscowych aberracjach. Żeby nam jed-nak nie było smutno, Pan Bóg zechciał pomieszać języki w związku z budową wieży Babel, więc może-my znaleźć coś dla pokrzepienia serc. Ostatnio miałem przyjemność gościć młodych Amerykanów.

Ję-zyka nie znają, polskich gazet nie czytają i nie rozumieją dylematów Jacka Żakowskiego, którego nie poproszono o podpisanie listu w sprawie książki o Wałęsie. Dzięki temu postrzegają nasz kraj tak, że nawet nam się może spodobać. Drogi może nie najlepsze, ale da się nimi dojechać w różne interesujące miejsca, jedzenie smaczniejsze niż w większości amerykańskich barów i restauracji, krowy chodzą po drogach, kury i łabędzie na swobodzie, zamki starsze od Nowego Jorku, Kraków przebija Disneyland, ludzie serdeczni i „w ogóle”. Szkoda tylko, że tak drogo. Akurat ten żal łączy polonoentuzjastów i polonosceptyków.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Agata Puścikowska

Dziennikarz działu „Polska”

Absolwentka dziennikarstwa i komunikacji społecznej na Uniwersytecie Warszawskim. Od 2006 r. redaktor warszawskiej edycji „Gościa”, a od 2011 dziennikarz działu „Polska”. Autorka felietonowej rubryki „Z mojego okna”. A także kilku wydawnictw książkowych, m.in. „Wojenne siostry”, „Wielokuchnia”, „Siostra na krawędzi”, „I co my z tego mamy?”, „Życia-rysy. Reportaże o ludziach (nie)zwykłych”. Społecznie zajmuje się działalnością pro-life i działalnością na rzecz osób niepełnosprawnych. Interesuje się muzyką Chopina, książkami i podróżami. Jej obszar specjalizacji to zagadnienia społeczne, problemy kobiet, problematyka rodzinna.

Kontakt:
agata.puscikowska@gosc.pl
Więcej artykułów Agaty Puścikowskiej

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zobacz także