Nowy numer 44/2020 Archiwum

Bitwa o pamięć

Dla laika będzie to tylko piknikowa zabawa z przebieraniem w dawne mundury i inscenizacjami. Jednak ruch rekonstrukcji historycznej może stać się czymś więcej – polem prawdziwej bitwy o pamięć.

Piętnastego sierpnia, Gdynia, Skwer Kościuszki. Na ulicach biało-czerwono od flag. Ulicami miasta przechodzi Kompania Reprezentacyjna Marynarki Wojennej. Część ludzi zgromadziła się przy barierkach, by przyjrzeć się uroczystości, inni przepływają obojętnie w stronę słonecznych bulwarów. Gra orkiestra wojskowa, słychać „Pierwszą brygadę”, „Szarą piechotę”. Punktualnie o 12.00 zabrzmi „Mazurek Dąbrowskiego”, potem wysłuchamy Apelu Poległych. Długa jest lista wojen, frontów, narodowych zrywów, gdzie polscy żołnierze nie szczędzili krwi w obronie Rzeczpospolitej.

Mundur, rocznik 1939
W takiej scenerii miałem okazję spotkać bohaterów tej opowieści. Komandor podporucznik Piotr Adamczak, postawny oficer Marynarki Wojennej, brał udział w uroczystości służbowo, oczywiście w mundurze. Drugi z nich, nieco niższy wzrostem, to starszy chorąży sztabowy Krzysztof Kłosowski. Był akurat w trakcie urlopu, więc stawił się po cywilnemu, w T-shircie z napisem „Polska”. Na co dzień są zawodowymi żołnierzami. Po godzinach poświęcają się swojej pasji – tworzą trzon Grupy Rekonstrukcji Historycznej Lądowej Obrony Wybrzeża. Nikogo, kto interesował się historią kampanii wrześniowej, ta nazwa nie może pozostawić obojętnym. Na Kępie Oksywskiej – niewysokim płaskowyżu, który rozciąga się opodal portu wojennego w Gdyni-Oksywiu, doszło do jednej z najbardziej zaciekłych bitew września 1939 roku. Szczupłe siły polskie, pod dowództwem pułkownika Stanisława Dąbka, stawiły czoła kilkakrotnie silniejszym oddziałom niemieckim. Każda wieś, każde wzgórze, leśny pagórek były świadkami krwawego boju. Spośród 15 tys. żołnierzy polskich co trzeci został zabity lub ranny. Bronili się do ostatka, przez dziewiętnaście bezsennych dni i nocy. Ostatni strzał – samobójczy – padł z broni bohaterskiego dowódcy. Pułkownik Dąbek odebrał sobie życie.

Dzisiaj Gdynia jest nadal polskim miastem, a imię Pułkownika nosi jedna z ulic. Kiedy Krzysztof Kłosowski, wcześniej mieszkaniec Lidzbarka, przeprowadził się z rodziną do Gdyni, zaczął interesować się historią miejsca, w którym przyszło mu żyć. Czytał wszystko, co napisano o Lądowej Obronie Wybrzeża. Czy spodziewał się, że założy kiedyś taki sam mundur jak bohaterowie tamtych dni? Podczas parady niepodległości kilka lat temu zobaczył pasjonatów ubranych w historyczne mundury. W Polsce zaczął rodzić się ruch rekonstrukcji historycznej. Postanowili z kolegą, Eligiuszem Kwiatkowskim, zrobić coś podobnego w Gdyni. Na początku było ich dwóch, dzisiaj grupa liczy dziewięciu w pełni umundurowanych żołnierzy z 1939 roku.

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama