Nowy numer 49/2020 Archiwum

Bułgarski ślad

Kto 13 maja 1981 roku strzelał do Jana Pawła II – wiadomo. Ale kto posłał zamachowca na Plac św. Piotra z bronią w ręku?

Śmierć Siergieja Antonowa i oświadczenie Ali Agcy, że wkrótce napisze książkę, w której ujawni całą prawdę o okolicznościach zamachu na życie Jana Pawła II skłaniają do powrotu do pytań, na które nikt do końca nie odpowiedział. Ślady prowadzą do Bułgarii.

Co Agca miał w kieszeni?
Pierwszy ślad wskazujący na kontakt Agcy z Bułgarami wykryto tuż po jego zatrzymaniu. Posługiwał się fałszywym paszportem na nazwisko Faruk Ozgun. Z zapisów w paszporcie wynikało, że jego właściciel dużo podróżował po świecie, zanim 13 maja 1981 r. znalazł się na Placu św. Piotra w Watykanie. Śledczy nie od razu zwrócili uwagę na pieczątki świadczące o pobycie Agcy w Bułgarii. Kiedy w maju 1982 r. zamachowiec zdecydował się zeznawać, opowiedział, że latem 1980 r. za pośrednictwem Omera Mersana, przedstawiciela tureckiej mafii, skontaktował się z przedstawicielami bułgarskich służb specjalnych, którzy zaproponowali mu zorganizowanie zamachu na Papieża. Miał wówczas mieszkać w centrum Sofii, w hotelu Witosza, w apartamencie nr 991. Tam otrzymał zaliczkę na liczne podróże, które miały służyć zmyleniu tropów oraz dalszym kontaktom – tureckim i międzynarodowym – dla zdobycia broni. Ostatecznie nabył ją w Wiedniu. Oczywiście prawdopodobnie nie w Sofii wymyślono plan zabicia Jana Pawła II. Kreml był przerażony perspektywą pontyfikatu Papieża-Polaka. Zwłaszcza gdy powstała "Solidarność", od środka rozsadzająca imperium. Zlecenie otrzymały bułgarskie służby, które znalazły egzekutorów wśród tureckich terrorystów.

W momencie zatrzymania Agca miał przy sobie kartkę z pięcioma numerami telefonów: dwa do bułgarskiej ambasady w Rzymie, jeden do oddziału konsularnego, jeden do przedstawicielstwa Balkanair (bułgarskich linii lotniczych), a jeden, którego nie było w żadnej oficjalnej księdze adresowej, był poufnym kontaktem do rezydenta bułgarskiej bezpieki (Komitet za Drżawna Sigurnost, dalej DS). Nie wzbudziło to wówczas zainteresowania śledczych. Pierwszy proces, który odbył się w lipcu 1981 r., był krótki (trwał 3 dni) i niezbyt wnikliwy. Agcę skazano na dożywocie. W czasie procesu zachowywał się poprawnie. Twierdził, że plany zabicia Papieża ułożył sam. Co dziwne, wyrok nie tylko przyjął ze spokojem, ale nawet, pomimo sugestii ze strony swoich prawników, nie odwołał się od niego. Jakby czekał na inny rozwój wypadków. Miał w tym względzie bogate doświadczenie, gdyż w 1979 r. został skazany na dożywocie za zabicie tureckiego dziennikarza Abdiego Ipekci. Szybko jednak wydostał się z pilnie strzeżonego wojskowego więzienia Kartal-Maltepe. Pomogło mu w tym kilku oddanych, wpływowych przyjaciół. Mury rzymskiego więzienia Rebbibia okazały się trudniejsze do sforsowania.

« 1 2 3 4 »
oceń artykuł Pobieranie..

Andrzej Grajewski

Dziennikarz „Gościa Niedzielnego”, kierownik działu „Świat”

Doktor nauk politycznych, historyk. W redakcji „Gościa” pracuje od czerwca 1981. W latach 80. był działaczem podziemnych struktur „Solidarności” na Podbeskidziu. Jest autorem wielu publikacji książkowych, w tym: „Agca nie był sam”, „Trudne pojednanie. Stosunki czesko-niemieckie 1989–1999”, „Kompleks Judasza. Kościół zraniony. Chrześcijanie w Europie Środkowo-Wschodniej między oporem a kolaboracją”, „Wygnanie”. Odznaczony Krzyżem Pro Ecclesia et Pontifice, Krzyżem Wolności i Solidarności, Odznaką Honorową Bene Merito. Jego obszar specjalizacji to najnowsza historia Polski i Europy Środkowo-Wschodniej, historia Kościoła, Stolica Apostolska i jej aktywność w świecie współczesnym.

Kontakt:
andrzej.grajewski@gosc.pl
Więcej artykułów Andrzeja Grajewskiego

Zobacz także

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się