Nowy Numer 29/2018 Archiwum

A oni go śledzili

W tej książce nie chodzi o nazwiska. Chodzi o coś znacznie ważniejszego – o prawdę. Zapewne dlatego trzeba było o kilka tygodni przyspieszyć jej wydanie.

Rzadko się zdarza, by o książce napisanej przez historyka dyskutowano jeszcze przed jej pojawieniem się na rynku. Nawet jeżeli opisuje ona czasy stosunkowo niedawne i dotyka spraw drażliwych. O książce Marka Lasoty „Donos na Wojtyłę. Karol Wojtyła w teczkach bezpieki” dyskutuje się od kilku tygodni, chociaż w księgarniach pojawi się 16 marca.

Czym się goli Wojtyła?
O której godzinie wstaje w tygodniu i w niedzielę? W jakiej kolejności wykonuje codzienne poranne czynności? Jak często i czym się goli? Jakich kosmetyków używa? Czy lubi rozmawiać przy obiedzie? Kto mu czyści buty? Jakich audycji słucha w radiu? Jak często chodzi do dentysty? A do teatru?

To nie są pytania wścibskiego dziennikarza jakiejś kolorowej gazety. Około stu takich pytań znalazło się w jednym z dokumentów odnalezionych przez IPN. To tylko aneks do indeksu pytań, opracowanego pod koniec 1969 roku przez zastępcę naczelnika Wydziału IV, majora Bogusława Bogusławskiego, dla agentów działających w krakowskim Kościele, dotyczących arcybiskupa Karola Wojtyły. „Dokument dowodzi niezbicie, że dla bezpieki nie było informacji nic nieznaczących, a każdy drobny szczegół z codziennego życia rozpracowywanego mógł mieć kapitalne znaczenie w dalszym rozpracowywaniu go” – komentuje znalezisko Marek Lasota. Sam indeks jest również niezwykle szczegółowy. Zawiera pytania o cechy osobowości późniejszego papieża, których dokładna znajomość – zdaniem Lasoty – pozwoliłaby precyzyjnie namierzyć wszystkie jego słabe punkty.

Policja myśli
Lektura „Donosu na Wojtyłę” nie jest łatwa. Można się pogubić w gąszczu faktów, dat, nazwisk, pseudonimów, domysłów i analiz. Tym bardziej że opowiada ona prawie pół wieku. Nazwisko Karola Wojtyły pojawiło się w dokumentach bezpieki tuż po drugiej wojnie światowej, gdy jeszcze był klerykiem.
Warto jednak podjąć wysiłek, żeby na przykładzie jednego człowieka zobaczyć bezwzględne mechanizmy, jakimi posługiwała się w walce ideologicznej komunistyczna władza. Żeby zrozumieć, że niezależnie od rządzącej ekipy – czy to Bieruta, Gomułki, Gierka, czy Jaruzelskiego – Kościół zawsze był przez nią traktowany jako główny wróg i w niszczeniu go sięgano po wszystkie możliwe środki. „Dezintegracja” – to jedno z najważniejszych słów pojawiających się w książce Lasoty.

„Donos na Wojtyłę” pokazuje, jak daleko sięgały ambicje i zamiary władz PRL i aparatu bezpieczeństwa. Jak zmieniały się i doskonaliły metody walki z Kościołem. Bezpieka nie tylko zbierała informacje. Starała się wpływać na decyzje podejmowane w Kościele, a także na myśli najwyższych hierarchów. „Działalność tajnych współpracowników bezpieki... polegać miała w latach siedemdziesiątych nie tyle na dostarczaniu informacji, z kim, kiedy i gdzie spotykał się oraz o czym rozmawiał kardynał Wojtyła, ile na tym, aby z nim dyskutować. Tym samym miała się otworzyć szansa, aby wpłynąć na kształt jego poglądów” – twierdzi Marek Lasota.

« 1 2 »
oceń artykuł

Zobacz także

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Reklama

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama