Nowy numer 49/2020 Archiwum

Czy ONZ może bronić praw człowieka?

Skoro macie litość dla morderców, miejcie litość dla niewinnych dzieci

Na początku tego roku wybitni przedstawiciele Kościoła: kard. Angelo Bagnasco i kard. Alfonso López Trujillo (który krótko potem zmarł) poparli ideę moratorium ONZ na wykonywanie tzw. aborcji, czyli legalnego zabijania dzieci w łonie matek. Pomysł rzucił włoski dziennikarz Giuliano Ferrara, nawiązując do moratorium ONZ na wykonywanie kary śmierci. Od razu jednak pojawiło się podstawowe pytanie: czy można zawiesić coś, co wielu ludzi uważa za swoje prawo, tak jak państwo może niekiedy zawiesić korzystanie ze swojej władzy? W Polsce tego rodzaju dywagacje na temat obrony nienarodzonych podjął na przykład były wicepremier Przemysław Gosiewski.

Idea Ferrary została sformułowana na zasadzie „skoro”: skoro macie litość dla morderców, miejcie litość dla niewinnych dzieci. Krytycy nie zauważyli, że jest to wyraźne echo stanowiska Jana Pawła II z „Evangelium vitae”: „Jeśli tak wielką uwagę zwraca się na szacunek dla każdego życia, nawet dla życia przestępcy i niesprawiedliwego napastnika, to przykazanie »nie zabijaj« ma wartość absolutną w odniesieniu do osoby niewinnej, i to tym bardziej wówczas, gdy jest to człowiek słaby i bezbronny”. Po drugie idea moratorium skłania do pytania o prawa człowieka i rolę organizacji, które w ich imię oddziałują na prawa i politykę państw. Dlaczego ONZ milczy, widząc masową zagładę najsłabszych? Dlaczego absurdalna uzurpacja jednostek – chęć traktowania dziecka jako prywatnej, co więcej – niezbyt cennej, własności nie wywołuje sprzeciwu koryfeuszy idei humanitarnych? Czy my sami, słuchając Jana Pawła II, naprawdę traktowaliśmy prawa nienarodzonych jako prawa człowieka, czy też przyjmowaliśmy jego naukę w sposób umowny, zakładając, że nie chodzi tu wcale o prawa człowieka, tylko o „katolicki pogląd na prawa człowieka”, a te, w sposób autorytatywny, mogą definiować jedynie organizacje w rodzaju ONZ czy Rady Europy, ale przecież nie papiestwo...

Prawa człowieka to nie dobra nam należne, które państwo ma chronić i szanować: jak prawo do życia, do wychowania dzieci, do należnego nam dziedzictwa, do udziału w życiu publicznym swojego narodu. To raczej wyabsolutyzowane swobody, ogłaszane w imię odrzucenia jakichkolwiek – moralnych czy społecznych – norm i autorytetów, które byłyby nadrzędne wobec wolności jednostki. Dla Jana Pawła II źródłem praw człowieka był Bóg nad nami; fakt, że zostaliśmy stworzeni na Jego obraz i podobieństwo jako istoty rozumne i odpowiedzialne, zdolne do miłości i przynależne do swoich wspólnot. We współczesnej wersji laickiej źródłem praw człowieka jest rozciągająca się nad nami pustka: nikt nie stoi ponad człowiekiem, dlatego stopniowo należy znieść wszelkie wiążące go ograniczenia. Są to prawa człowieka bez Boga – jak celnie określił je Jean Madiran.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama