Nowy numer 43/2020 Archiwum

To też jest sport

Jacek Dziedzina: Wielokrotnie odnosił Pan sukcesy w lotnictwie akrobatycznym. Skąd się bierze fascynacja tym ryzykownym jednak sportem?

Jerzy Makula: – Dlaczego Pan uważa, że to jest ryzykowne?

Wydarzenia w Radomiu pokazały, że podwyższone ryzyko jest wpisane w tego typu popisy.
– A czy wie Pan, że w tym samym czasie zginęło 25 osób na drogach? No i co jest bardziej ryzykowne?

Jazda samochodem to codzienność, akrobacja w powietrzu to świadomy wybór zwiększonego ryzyka.
– Wszyscy mówią, że to jest sensacja. I to jest sensacja, bo to wszyscy przeżywają, to są emocje. Natomiast nie zdajemy sobie sprawy, że w innych miejscach jest bardziej niebezpiecznie, że jesteśmy bardziej narażeni na kalectwo czy śmierć. A jeśli ktoś uprawia akrobację lotniczą czy w ogóle sport i próbuje rywalizować, robić coś najlepiej, to w pewnym momencie napotyka na jakiś niesprzyjający splot wydarzeń i dochodzi do tragedii. Doszło do tragedii, pomylili się, popełnili błąd. Po prostu mieli pecha. Ale to nie znaczy, że to jest złe. Wszyscy negują to, mówią, że to jest niebezpieczne.

Pokazy lotnicze budzą więcej wątpliwości, bo tutaj dochodzi częściej do nieszczęśliwych wypadków.
– To nie były zawody sportowe, tylko pokazy lotnicze. U nas na takich pokazach od wielu lat nikt nie zginął. Ostatnie pokazy, na których coś się wydarzyło, miały miejsce 10 lat temu, kiedy śmigłowiec uderzył w ziemię, ale piloci nie odnieśli obrażeń. A czy jazda konna nie grozi obrażeniami? Połamane kręgosłupy, ludzie sparaliżowani do końca życia. Czy to jest w porządku? Nie jest w porządku, nie godzimy się z tym, ale moje dziecko również jeździło konno, bo to jest fantastyczna rzecz, jeżeli w ogóle ktoś coś robi. Każdą taką działalność trzeba popierać.

A co Pana osobiście najbardziej fascynuje w akrobatyce lotniczej?
– To jest w naturze człowieka, że lubi rywalizować i udowodnić, że jest najlepszy. Na tym polega sport: nie robić innym krzywdy i jednocześnie zwyciężać. Ci, którzy latają, lubią się pokazywać, rywalizować – patrz sport, a nie pokazy. W naszym interesie jest, żeby propagować każdy rodzaj sportu. Żeby młodzież była zajęta, miała swoje ideały, uczyła się rzetelnej rywalizacji, a nie wyścigu szczurów. To jest właśnie Sport przez duże S.

Czy to zawiodło w Radomiu?
– Mieli pecha, może zadrżała im ręka, może się w pewnym momencie nie widzieli, jeden był bardziej, drugi trochę mniej doświadczony, ale obaj znakomici lotnicy.

* Polski pilot szybowcowy, specjalizujący się w akrobacji, wielokrotny mistrz świata

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Jacek Dziedzina

Dziennikarz działu „Świat”

W „Gościu" od 2006 r. Studia z socjologii ukończył w Katolickim Uniwersytecie Lubelskim. Pracował m.in. w Instytucie Kultury Polskiej przy Ambasadzie RP w Londynie. Laureat nagrody Grand Press 2011 w kategorii Publicystyka. Autor reportaży zagranicznych, m.in. z Wietnamu, Libanu, Syrii, Izraela, Kosowa, USA, Cypru, Turcji, Irlandii, Mołdawii, Białorusi i innych. Publikował w „Do Rzeczy", „Rzeczpospolitej" („Plus Minus") i portalu Onet.pl. Autor książek, m.in. „Mocowałem się z Bogiem” (wywiad rzeka z ks. Henrykiem Bolczykiem) i „Psycholog w konfesjonale” (wywiad rzeka z ks. Markiem Dziewieckim). Prowadzi również własną działalność wydawniczą. Interesuje się historią najnowszą, stosunkami międzynarodowymi, teologią, literaturą faktu, filmem i muzyką liturgiczną. Obszary specjalizacji: analizy dotyczące Bliskiego Wschodu, Bałkanów, Unii Europejskiej i Stanów Zjednoczonych, a także wywiady i publicystyka poświęcone życiu Kościoła na świecie i nowej ewangelizacji.

Kontakt:
jacek.dziedzina@gosc.pl
Więcej artykułów Jacka Dziedziny

 

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zobacz także