Nowy numer 47/2020 Archiwum

Jestem gotów znowu przewodzić

Z prezydentem Lechem Wałęsą rozmawia Marcin Żebrowski

Marcin Żebrowski: – Z sondażu przeprowadzonego przez PENTOR wynika, że 20 procent Polaków uważa, iż nie warto było strajkować w sierpniu 1980 roku. Jak Pan ich przekona, że protest miał sens?
Lech Wałęsa: – Nie muszę przekonywać. Zamiast tego mogę ich zapytać, czy cały czas chcą PZPR-u, czy chcą SB, wojsk sowieckich w naszym kraju... A przecież sierpniowe strajki, a potem „Solidarność” z Lechem Wałęsą na czele to wszystko zniosła. Potem przekazała władzę, zwycięstwo i demokrację wam. I zrobiliście to, co zrobiliście. Mimo że po drodze dostaliście sygnały, jak należy działać. Wskazywałem na system prezydencki z dekretami, na przyjęcie propozycji „100 milionów” i planu Marschalla nowej generacji. To były moje propozycje. A skoro wybraliście Kwaśniewskiego i SLD... Więc macie to, co chcieliście!

Dzisiaj SLD podpisuje się pod postulatami sierpnia 1980.
– Wolność na to pozwala. Można się z tego śmiać. Można się na to obrażać. Można mówić, że cynizm, że ohyda... Kiedy do mnie dzwonił szef SLD, to powiedziałem mu, że cieszyłbym się, gdyby dopisał, że pierwszym postulatem na dziś jest rozliczenie wszystkich kanalii z SLD, które rujnowały wielkie zwycięstwa i które psuły wszystko, co możliwe. Chodzi mi o ludzi, którzy widząc koniec systemu, przestawili się na ekonomię i grabili poobijaną i zmęczoną Polskę.

Czy to najważniejszy postulat sierpnia 2005?
– Tak. Ale dzień dzisiejszy przejdzie do historii z innego powodu. Od tego momentu właściwie liczy się nowa epoka. Kończy się czas rozpadu komunizmu, podziału starego bloku, a zaczyna się epoka informacji, Internetu, jednym słowem, globalizacji. Później w historii nie będzie już wielkich zdarzeń, więc wszystkie prace, na przykład doktoraty, będą ukierunkowane właśnie w stronę dzisiejszych wydarzeń. Naukowcy będą analizować, jak wówczas zachował się radny, co zrobił ten polityk, a co inny, co działo się w Gdańsku, co zrobił Wałęsa... Również komunizm będzie rozliczony. Komunizm, który przegrał, ale przegrał przypadkiem. Przecież komuniści byli świetnie przygotowani. Kończyli studia, kursy, wyjeżdżali za granicę... Wiedzieli, że wcześniej czy później taki ustrój musi się załamać. Chcieli jednak uczestniczyć w tym procesie, aby zachować władzę. Okazało się, że to im się nie udało. Wówczas postanowili zadbać o majątki. Grabili i plądrowali kraj, wykorzystując znajomości, doświadczenie, które mieli, a jednocześnie nasze nieprzygotowanie. Starali się również odwrócić naszą uwagę, rzucali nam czarne teczki, agentów... tak abyśmy zajmowali się tymi sprawami, a nie zwracali uwagi na ich działalność.

Czy nie chciałby Pan sam ich z tego rozliczyć? Stając na przykład jeszcze raz na czele „Solidarności”?
– Gdyby mnie posłuchano przed laty, kiedy mówiłem: zwijamy sztandary i rozpoczynamy inną pracę... gdyby mnie posłuchano, kiedy proponowałem system prezydencki i dekrety... wówczas byłoby inaczej. Ale naród wybrał co innego. W systemie demokracji i samorządności nie mieliśmy szans z ludźmi, którzy przez 50 lat zdobywali doświadczenie u władzy. Ja zdawałem sobie sprawę, że tak będzie. Tylko wówczas ważniejsza dla mnie była wolność. W tym czasie, na początku przemian, cały czas najważniejsza była walka. Wówczas wszystkie decyzje podejmowałem sam. Prowadziłem walkę twardą ręką. Do czasu powołania rządu Mazowieckiego. Wtedy przekazałem władzę

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama