Nowy numer 48/2020 Archiwum

Zdążyć przed chaosem

Czwartek w Zjednoczonym Królestwie jest dla mnie długim dniem.Do późnego popołudnia praca w Londynie, następnie wyjazd dalekopoza metropolię, na weekendowe zajęcia. Nie przypuszczałem, że czwartek7 lipca może być jeszcze dłuższy…

Jak co dzień, z głową pełną myśli o czekających na finał sprawach, jechałem do pracy w centrum stolicy jedną z najbardziej zatłoczonych linii (Victoria Line) najstarszego na świecie metra, zwanego popularnie Tube (rura). Mam zawsze wrażenie, że podróż tym środkiem transportu przyspiesza czas w tym wielkim mieście.

Wielu pasażerów wczytywało się w radosne wydania brytyjskich dzienników: Londyn triumfował po ogłoszeniu dzień wcześniej wygranej w rywalizacji o miano gospodarza igrzysk olimpijskich w 2012 roku. Po sobotnim koncercie Live 8 w Hyde Parku, stolica dawnego imperium ponownie dominowała w mediach – nie tylko brytyjskich.

Pięć minutprzed pułapką
Już w pracy dowiaduję się, że dla setek ludzi pod ziemią czas tego dnia stanął w miejscu – dla jednych na wiele godzin i dni, dla innych – na zawsze. Koleżance udało się dodzwonić do biura, że nie jest w stanie przyjechać – sparaliżowany ruch w metrze, rosnący zator na ulicach. Niepokoję się o naszą nową praktykantkę, powinna być o 10 na miejscu, nigdy się nie spóźniała. Na szczęście dzwoni, jest w domu.
Oglądając relacje w mediach, uświadamiam sobie, że otarłem się o centrum tragicznych wydarzeń. Jedna z eksplozji miała miejsce na stacji King’s Cross o godz. 8.56, na trasie „fioletowej” linii metra (Picadilly Line), sąsiadującej z „niebieską” linią, którą kilka minut przed wybuchem mijałem…

Trudno jest skupić się na czymkolwiek w pracy; wysyłam głównie wiadomości do rodziny i przyjaciół, że nic mi się nie stało – wiem, że naturalną reakcją odbiorcy newsów jest myśl o bliskich, którzy „gdzieś tam” mieszkają i pracują. Niestety, nie wszędzie można się dodzwonić: w całym Londynie sparaliżowana jest również telefonia komórkowa.

Trzy dni, trzy nastroje
Powrót do domu okazuje się tego dnia wyczynem. Codziennie setki tysięcy mieszkańców i turystów korzystają z podziemnej kolei. W momencie kiedy większość linii metra została zamknięta, te tłumy musiały „coś” ze sobą zrobić. Czekam bez skutku na autobus; jeśli już jakiś dojeżdża do mojego przystanku, nie mam szans na powiększenie tłoku. W końcu dołączam do strumienia ludzi, podążających do swoich domów przez i tak zawsze tłoczną Oxford Street. Wiem już, że nie zdążę wyjechać za miasto na nocną zmianę.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Jacek Dziedzina

Dziennikarz działu „Świat”

W „Gościu" od 2006 r. Studia z socjologii ukończył w Katolickim Uniwersytecie Lubelskim. Pracował m.in. w Instytucie Kultury Polskiej przy Ambasadzie RP w Londynie. Laureat nagrody Grand Press 2011 w kategorii Publicystyka. Autor reportaży zagranicznych, m.in. z Wietnamu, Libanu, Syrii, Izraela, Kosowa, USA, Cypru, Turcji, Irlandii, Mołdawii, Białorusi i innych. Publikował w „Do Rzeczy", „Rzeczpospolitej" („Plus Minus") i portalu Onet.pl. Autor książek, m.in. „Mocowałem się z Bogiem” (wywiad rzeka z ks. Henrykiem Bolczykiem) i „Psycholog w konfesjonale” (wywiad rzeka z ks. Markiem Dziewieckim). Prowadzi również własną działalność wydawniczą. Interesuje się historią najnowszą, stosunkami międzynarodowymi, teologią, literaturą faktu, filmem i muzyką liturgiczną. Obszary specjalizacji: analizy dotyczące Bliskiego Wschodu, Bałkanów, Unii Europejskiej i Stanów Zjednoczonych, a także wywiady i publicystyka poświęcone życiu Kościoła na świecie i nowej ewangelizacji.

Kontakt:
jacek.dziedzina@gosc.pl
Więcej artykułów Jacka Dziedziny

 

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zobacz także