Nowy numer 27/2022 Archiwum

Wyśniony ideał i rzeczywistość

Sekretarz francuskiego MSZ Philippe Berthelot, kiedyś uważany we Francji za tego, któremu Polska zawdzięcza Górny Śląsk, podkreślał w połowie 1921 r., że nie należy kierować się sentymentami w relacjach polsko-francuskich. Polacy musieli przyjąć to, co na Górnym Śląsku zostało im dane.

W obliczu fiaska negocjacji mocarstw podjęcie decyzji dotyczącej regionu złożono na barki nowo utworzonej Ligi Narodów, dla której problem górnośląski stał się pierwszym poważnym wyzwaniem. Werdykt Rady Ambasadorów o podziale terytorium plebiscytowego nie zadowalał żadnej ze stron, a wręcz uważano, że do Europy Środkowej wprowadził niepokój. W Berlinie przyjęto go z oburzeniem, a w Warszawie z umiarkowanym rozczarowaniem. Jednak dla Anglii i Francji decyzje były ostateczne i należało im się podporządkować.

Przyjęta 20 października 1921 r. decyzja Rady Ambasadorów została oficjalnie uznana przez rząd RP dwa dni później. Polska miała otrzymać 29 proc. obszaru zamieszkałego przez 1 125 tys. ludzi. Włączone do Polski tereny stanowiły najmniejsze województwo Rzeczpospolitej, składające się z 13 miast i 328 gmin wiejskich, podzielonych na 12 powiatów, ale obszar był najbardziej zurbanizowanym i uprzemysłowionym terenem kraju. W wyniku międzynarodowej decyzji Polsce przypadła bogata w złoża naturalne część wschodnia obszaru plebiscytowego z ciężkim przemysłem, dającym – jak wyraził to polityk Andrzej Wierzbicki – solidny fundament pod niepodległość ekonomiczną państwa polskiego. Mimo tego wskazywano, że jest to zaledwie 50 proc. terytorium wyznaczonego linią Korfantego, a po stronie niemieckiej znalazło się ponad 500 tys. Polaków. Pozostawienie poza granicami tak dużej mniejszości było łyżką dziegciu w kwestii przyłączenia części Górnego Śląska do Polski.

Łagodzić skutki podziału

Decyzja z 1921 r. o podziale nie ograniczała się do wytyczenia linii granicznej, ale była etapem w rozwiązywaniu problemu górnośląskiego. Za skonstruowanie mechanizmu łagodzącego negatywne skutki podziału odpowiedzialny był sekretarz Ligi Narodów Jean Monnet, skupiający uwagę na zapewnieniu sprawności funkcjonowania przemysłu i zapewnieniu ochrony mniejszościom narodowym. Oczywistością była konieczność zawarcia umowy polsko-niemieckiej, nieograniczającej się do rozwiązania kwestii ekonomicznych, ale łagodzącej społeczne skutki podziału obszaru od wieków zróżnicowanego etnicznie, lecz jednolitego administracyjnie. Umowa musiała poruszać kwestie oświatowe, kulturalne, językowe czy socjalne i dawać międzynarodowe gwarancje ich respektowania. Drugim elementem tego systemu miało być zorganizowanie neutralnego arbitrażu w kwestiach spornych, który powierzono w 1922 r. szwajcarskiemu politykowi Felixowi Calonderowi. Wielotygodniowe obrady zakończyły się podpisaniem 15 maja 1922 r. przez Polskę i Niemcy tzw. Konwencji Górnośląskiej. Niezwykle drobiazgowy dokument, wskazujący na wzajemny brak zaufania, miał obowiązywać na Górnym Śląsku przez 15 lat i w tym okresie stanowić podstawę wzajemnych kontaktów polsko-niemieckich oraz rozstrzygania sporów. Mimo że obie strony odnosiły się z wrogością do siebie i międzynarodowego arbitrażu, stwierdzały zgodnie, że Konwencja ma więcej zalet niż wad i jest efektem odniesionego sukcesu dyplomatycznego w walce o odpowiednie zapisy.

Francuskie interesy

Francuski publicysta Alfred Fabre-Luce pisał w 1922 r., że wytyczona granica musi zostać „zmiękczona”, aby sprzyjać rozwojowi gospodarczemu regionu. Apetyty francuskie w tym względzie były bardzo duże, a brytyjscy publicyści z zazdrością stwierdzali, że podział Górnego Śląska został wykorzystany do budowy francuskiego protektoratu przemysłowego nad Wisłą. Brytyjscy liberałowie w dalszym ciągu wskazywali na polskie zapóźnienie cywilizacyjne, które umożliwi „cichą penetrację” przez niemiecki kapitał, zakończoną ekonomicznym wchłonięciem nie tylko Górnego Śląska, ale i reszty kraju. Opinie francuskie z tego okresu wcale nie przedstawiały polskiego potencjału korzystniej, wzmacniały za to chciwą zapobiegliwość francuskich przemysłowców, zainteresowanych uprzywilejowaniem kapitału francuskiego na Górnym Śląsku. W pełni potwierdzały to rządowe dokumenty, podpisane w Warszawie w styczniu 1922 r., oraz wchodząca w życie w czerwcu 1922 r. umowa handlowa polsko-francuska. Fernand Rigny pisał na łamach „Le Figaro”, że podział ekonomiczny Górnego Śląska odzwierciedla całkowicie francuski punkt widzenia, Francja uzyskała potężny rynek zbytu, ale przede wszystkim część Górnego Śląska przyznana Polsce została otwarta dla kapitału francuskiego, który przejmuje kontrolę nad wcześniejszymi pruskimi kopalniami w ramach polsko-francuskiej spółki. Wzajemna niechęć pomiędzy Polską a Republiką Weimarską stanowiła dla Francji gwarancję sojuszu antyniemieckiego i wprowadzała Rzeczpospolitą tylnymi drzwiami w orbitę Małej Ententy.

Z nadzieją w przyszłość

Włączenie części Górnego Śląska do Polski w czerwcu 1922 r. rozbudzało wielkie nadzieje polskiego społeczeństwa oraz wielu mieszkańców Górnego Śląska. Niezadowoleni masowo opuszczali swoje domostwa i osiedlali się po niemieckiej stronie granicy. Nierzadko dochodziło do porachunków i odwetu powodującego napływ uciekinierów z niemieckiej części, jednocześnie pokazując, jak trudne będzie rozwiązanie kwestii mniejszości narodowych w warunkach ostrego konfliktu narodowego, który przebiega z dala od czytelnych kryteriów etnicznych. Wszyscy liczyli w 1922 r. na duże profity ekonomiczne. Poseł prawicy Leopold Skulski stwierdził, że Górny Śląsk wymusi rozwój ekonomiczny całego kraju, jednocześnie zapowiadając konieczność rozpoczęcia budowy dróg wodnych umożliwiających sprzedaż węgla przez Gdańsk. Dla polskich socjalistów przyłączenie dawało nadzieję na wzmocnienie klasy robotniczej i postęp, a w konsekwencji – jak napisano w odezwie do ludu pracującego na Górnym Śląsku – szybsze „zdobycie Ziemi Obiecanej socjalizmu”. Nadzieje te okazały się nieuzasadnione. Adolf Nowaczyński trzy lata później poczyni spostrzeżenie, że dzięki obecności górnośląskiego przemysłu na Targach Wschodnich we Lwowie całość ekspozycji prezentuje „bardziej mocarstwowy charakter”.

Rzeczywistość a ideał

Prawdopodobnie nigdy przedtem ani później we wspólnej historii regionu i Rzeczpospolitej nie poświecono tyle uwagi Górnoślązakom i ich ziemi. W przemowach podkreślano niezwykły upór i twarde stąpanie po ziemi mieszkańców Górnego Śląska, dzięki czemu mieli pozostać wierni polskości przez 600 lat obcego panowania. Nie zabrakło też spostrzeżeń, w których zwracano uwagę na potrzebę intensywnej pracy narodowej, wśród ludu niedostatecznie spolonizowanego. Ksiądz Emil Szramek pisał, że wielu Górnoślązaków było nastawionych „na Polskę jako wyśniony ideał”. Zderzenie z twardą rzeczywistością, często niedoskonałą (bo jaka miała być po niedawnym odzyskaniu niepodległości), nierzadko okazywało się bardzo rozczarowujące. Przez niespełna dwadzieścia lat wzajemnie uczono się Polski na Górnym Śląsku i Górnego Śląska w Polsce. Wybitny publicysta Stanisław Cat Mackiewicz napisał, że wybuch wojny w 1939 r. zastał „Polskę wpatrzoną w światła i ognie śląskich hut i fabryk”.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama