Nowy numer 44/2020 Archiwum

Pestycydy ludzkie tanio kupię

W Polsce kwitnie nielegalny handel środkami wczesnoporonnymi. To przestępstwo, jednak nikt go nie ściga.

Aborcja? Nic prostszego – parsknęła 16-latka, przysłuchując się dorosłym, którzy prowadzili dysputy o „świadomości”, „dostępności” i prawidłowych wyborach. – W ciągu godziny można „załatwić” dużo prostszą aborcję. Założycie się?

Nastolatka ma rację. Aborcji chirurgicznych jest coraz mniej. A jednocześnie aborcja jest teraz bardziej dostępna niż kiedykolwiek, „łatwa” i tania. Dosłownie na wyciągnięcie ręki. Kupuje się ją w Internecie lub u zaprzyjaźnionej farmaceutki. A w kraju, gdzie jest zakazana, zaskakująco niewiele się o tym mówi. I nie dziwi postawa środowisk „pro choice”: cisza i „dyskrecja”. Dziwi względna cisza po stronie obrońców życia. Czy rzeczywiście, jak usłyszałam, nie powinno się o „tym” mówić, żeby aborcji farmakologicznej nie reklamować? A może mówienie o „tym” głośno i otwarcie obnaża zarówno słabość działania środowisk „pro life”, jak i działania, a w zasadzie brak działania prokuratury i policji.

Wypisy z „womenek”…
„Women on Web (kobiety w sieci) jest wirtualną wspólnotą kobiet, które miały aborcję, oraz osób i organizacji, które popierają prawa aborcyjne” – czytamy na stronie, którą kobiety „po” uważają za swoją „biblię”. Strona oficjalnie promuje dostęp do „bezpiecznych usług aborcyjnych” oraz służy do „ochrony życia i zdrowia kobiet”. Powstała z inicjatywy międzynarodowej feministycznej organizacji Women on Waves (Kobiety na Falach), która zasłynęła m.in. rozdawaniem RU na statku Langenord. Strona podzielona jest na kilka części. W dziale „Miałam aborcję”, kobiety dzielą się swoimi „historiami” i „przełamują aborcyjne tabu”. W dziale „Potrzebuję aborcji” znajdują się nie tylko informacje na temat usunięcia ciąży, ale jest też oferowana bardzo konkretna „pomoc”... Porady „womenek” to dokładne opisy, co i jak wziąć, żeby poronić. Opisywane są „leki”, które działają poronnie, i sam proces aborcji. „W przypadku 8. lub 9. tygodnia ciąży embrion ma rozmiar 2,5 cm, co może wywołać nieprzyjemne odczucia. Najlepiej jest spłukać wszystko w toalecie lub wyrzucić wraz z podpaską”. Szokuje? Mnóstwo podobnych rad można tam znaleźć.

Zgodnie z prawem... kanadyjskim
Za pośrednictwem „womenek” można też zamówić tabletki RU-486, środek wczesnoporonny, w Polsce niedopuszczony do użytku. Kosztuje 70 euro. „Pomocna” organizacja przysyła „pakiet” aborcyjny po dokonaniu tzw. konsultacji z lekarzem. Konsultacji wirtualnej, rzecz jasna. Po kolei lecą pytania. I w zasadzie – co by się nie napisało, i tak pojawia się wynik, że „można dokonać aborcji”. Gdy klikałam, że mam problemy z sercem, przyszła odpowiedź mniej więcej taka: przyślemy, jeśli obiecasz, że tabletki przyjmiesz w… poczekalni szpitala. Pojawiają się pytania o padaczkę, chore nerki, czy uczulenie na składniki RU (czy zwykły człowiek robi na nie testy?). Pod spodem za każdym razem zapewnienie: nawet jeśli jesteś chora, w zasadzie nadal możesz przeprowadzić „domowy zabieg”… Gdy „pomyślnie” przeprowadzi się wirtualną konsultację, trzeba tylko wysłać realne pieniądze. Pieniądze nazywają się „darowizną”. To 70 euro plus koszty przesyłki.

« 1 2 3 4 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama