Nowy numer 43/2020 Archiwum

Nie wierzę w tolerancję

O głupstwie tolerancji, stresującej szkole i polskim inteligencie z ministrem edukacji narodowej Ryszardem Legutką rozmawia Jacek Dziedzina.

Jacek Dziedzina: Ma Pan tu komfortowe warunki pracy: nikt na zewnątrz nie wygraża Panu pięścią, nikt nie pali kukły z Pańską podobizną… Roman Giertych nie miał tak łatwo.
Ryszard Legutko: – Pan minister Giertych, mimo wielu zalet, był jednak osobą antagonizującą środowisko. Z drugiej strony, wśród młodzieży miały miejsce reakcje stadne, czemu starsi kibicowali. Sprawiało to wrażenie, że toczy się tu jakaś wojna światła z ciemnością, dobra ze złem. Wspominam to z przykrością, oglądałem z niesmakiem te sceny w telewizji. Sposób bycia mojego poprzednika był taki, że robił ciągle konferencje prasowe. Ja nie mam podobnego temperamentu. Roman Giertych był przede wszystkim politykiem, ja przede wszystkim politykiem nie jestem.

Nazwał Pan ostatnio Romana Giertycha „czarnym charakterem”. Aż tak bardzo nabroił?
– Ja tak powiedziałem?

Tak, w jednym z wywiadów, cytuję: „nie mam talentów, by stać się takim szwarccharakterem, jakim był Roman Giertych”.
– To nie była moja ocena. Wielu ludzi go tak odbierało i stąd też takie zachowanie młodzieży wobec byłego ministra. Ale niektóre hasła wykrzykiwane pod ministerstwem przez młodzież były skandaliczne, a jeszcze bardziej skandaliczna była aprobata tego przez dorosłych.

Nie lubi Pan słowa „tolerancja”. To może jednak blisko Panu do ministra Giertycha, który ogłosił program „Zero tolerancji”?
– „Zero tolerancji” to jest hasło, które pojawiło się wiele lat temu w USA, w Nowym Jorku. W wyniku zdecydowanych działań szefa policji i burmistrza Nowego Jorku metropolia ta stała się bezpiecznym miastem. Potem pojawiało się to też w innych krajach, także w szkołach. To jest formuła zdecydowania w działaniu. Dlatego ja nie jestem przeciwnikiem tego hasła. Natomiast niechęć do kategorii tolerancji ma zupełnie inne tło.

Pisze Pan, że tolerancja jest pustym słowem, które spłyca rzeczywistość.
– Uważam, że to słowo jest pozbawione znaczenia, podobnie jak słowo nietolerancja. To może znaczyć wszystko: np. nietolerancyjny jestem ja i nietolerancyjny jest Hitler. Albo: nietolerancja to narzucanie rygorów w szkołach, a jednocześnie obóz w Auschwitz. Jeśli słowo nietolerancja jest tak pojemne, to znaczy, że jest zupełnie absurdalne. Jest wygodną inwektywą pod adresem myślącego inaczej, podobnie jak wygodną pochwałą jest słowo „tolerancja”.

« 1 2 3 4 5 »
oceń artykuł Pobieranie..

Jacek Dziedzina

Dziennikarz działu „Świat”

W „Gościu" od 2006 r. Studia z socjologii ukończył w Katolickim Uniwersytecie Lubelskim. Pracował m.in. w Instytucie Kultury Polskiej przy Ambasadzie RP w Londynie. Laureat nagrody Grand Press 2011 w kategorii Publicystyka. Autor reportaży zagranicznych, m.in. z Wietnamu, Libanu, Syrii, Izraela, Kosowa, USA, Cypru, Turcji, Irlandii, Mołdawii, Białorusi i innych. Publikował w „Do Rzeczy", „Rzeczpospolitej" („Plus Minus") i portalu Onet.pl. Autor książek, m.in. „Mocowałem się z Bogiem” (wywiad rzeka z ks. Henrykiem Bolczykiem) i „Psycholog w konfesjonale” (wywiad rzeka z ks. Markiem Dziewieckim). Prowadzi również własną działalność wydawniczą. Interesuje się historią najnowszą, stosunkami międzynarodowymi, teologią, literaturą faktu, filmem i muzyką liturgiczną. Obszary specjalizacji: analizy dotyczące Bliskiego Wschodu, Bałkanów, Unii Europejskiej i Stanów Zjednoczonych, a także wywiady i publicystyka poświęcone życiu Kościoła na świecie i nowej ewangelizacji.

Kontakt:
jacek.dziedzina@gosc.pl
Więcej artykułów Jacka Dziedziny

 

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zobacz także