Nowy numer 49/2020 Archiwum

Co tu robi Kościół?

Punkowcy, hipisi, krisznowcy, harleyowcy, fani Boba Marleya, a także księża. Tak rozmaitych ludzi można spotkać na woodstockowym polu.

Niektórzy gloryfikują woodstockową rzeczywistość, inni zdecydowanie ją potępiają. Do obrazu sutanny i zakonnego habitu stali bywalcy Przystanku Woodstock dawno się już przyzwyczaili. Ktoś, kto jest tu po raz pierwszy, może zadać sobie pytanie: „Co robi Kościół w takim miejscu?”.

Dwa Przystanki
Pierwszy Przystanek Jezus zaczął się w 1999 roku, a już rok wcześniej ks. Piotr Matus pojechał na żarski Przystanek Woodstock, by opowiadać o Jezusie. Do ewangelizujących przyjechał ówczesny biskup pomocniczy diecezji zielonogórsko-gorzowskiej Edward Dajczak, aby poświęcić postawiony na polu krzyż. – Wtedy były pierwsze rozmowy i doświadczenia ludzi, którzy się pogubili – wspomina biskup. – Te spotkania zasygnalizowały mi, że nie może nie być Kościoła w takim miejscu. Ale pod jednym warunkiem, że będzie to Kościół przyjazny, pełen miłości i dający doświadczenie Bożej otwartości, gdyż sporo osób zaczynało swoje rozmowy od wyżalenia się na negatywne doświadczenie Kościoła – dodaje.

– Po pierwszym Przystanku pojawiało się pytanie: „Dlaczego tu jesteśmy?”. Czy to nie jest jakaś forma legitymizacji tego wszystkiego, niekoniecznie dobrego, co dzieje się na Woodstocku? – zauważa ks. Tomasz Matyjaszczyk, współorganizator Przystanku Jezus i duszpasterz Wspólnoty św. Tymoteusza w Gubinie. – Nie jesteśmy tu po to, żeby utożsamiać się z Wielką Orkiestrą Świątecznej Pomocy, ale też nie po to, żeby z nią wojować. Chcemy tutaj dzielić się z młodymi, którzy chcą z nami rozmawiać, naszą wiarą i radością – dodaje.

Obecnie Przystanek Jezus ma już swoje miejsce na Woodstocku. – Przystanek Jezus jest bardzo kolorowy. Zniknęły między nami jakiekolwiek napięcia. To jest miejsce otwarte i każdy może przyjść. Tu młodzi księża spotykają się z rzeczywistością. To jest dla nich najlepsza szkoła – mówi Jurek Owsiak.

To miejsce dla wszystkich
Pierwsze dwa Przystanki robiono z dużym rozmachem. Były koncerty i dużo scenicznego zamieszania. Dziś jest głównie rozmowa. – To wszystko prowadziło do takich ocen, że działalność dwóch Przystanków jest konkurencyjna. Dzisiaj myślę, że nikt nie może nam tego zarzucić. W ostatnich latach ewoluujemy w kierunku Przystanku, który posługuje się tzw. środkami ubogimi, czyli obecność, świadectwo, modlitwa, rozmowa i kontakt. Myślę, że to jest najsilniejszy środek – zauważa ks. Andrzej Draguła, rzecznik PJ.

Rozmowy „przystankowe” toczą się nie tylko przy krzyżu. Kilkanaście metrów od punktu centralnego Przystanku Jezus swoją rozmowę z księżmi kończy Arek Gonat. – Rozmawialiśmy o obrazie Boga. Doszliśmy do tego, że punktem wyjścia jest miłość bliźniego – wyjaśnia. Arek osobiście nie uznaje się za katolika. Mówi o sobie: poszukujący chrześcijanin. Myślisz, że Kościół powinien być w takich miejscach? – pytam. – To miejsce jest dla wszystkich. Także dla księży. Przecież gdyby byli zamknięci w kościołach, to by wypaczali sens tego, co głoszą – odpowiada student historii z Chełma.

 

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama