Nowy numer 48/2020 Archiwum

Drugie życie – hulaj duszo

Światy wirtualne istnieją. Nie, nie chodzi o wielką fizykę. Można „żyć” w komputerze. Wybierając sobie wiek, wygląd czy kolor skóry, a nawet miejsce zamieszkania i zawód.

Wirtualny świat to taki, który istnieje poza naszą rzeczywistością. Poza codziennym wstawaniem do pracy, zakupami, zmywaniem naczyń czy odrabianiem lekcji. W świecie nierzeczywistym wszystko można skonstruować inaczej. Można być kimś innym. Możliwości jest wiele, ale największe daje wypuszczona na rynek w 2003 r. gra komputerowa o nazwie „Second Life”, czyli „Drugie życie”. Jej akcja toczy się cały czas, nie tylko wtedy, gdy użytkownik włączy komputer. Grają w nią miliony ludzi na całym świecie, a co bardziej obrotni całkiem nieźle na tym zarabiają.

Jak w prawdziwym świecie
Wszystko toczy się jak w prawdziwym życiu. Można kupić ziemię (albo nawet całą wyspę), można wybudować albo kupić dom, w końcu można świadczyć wszelakie usługi. Chcesz być szewcem, a może mechanikiem samochodowym albo ogrodnikiem? Nie ma sprawy. Jedyne, co musisz, to przekonać innych, że to, co robisz, jest im potrzebne. Bez klientów interes upada, bo ktoś musi przecież płacić rachunki. No właśnie. Pieniądze. W Second Life panują tak samo bezwzględne prawa rynku jak w świecie rzeczywistym. Jednostką płatniczą jest tutaj linden dolar (L$), ale wbrew pozorom nie jest on całkowicie nierzeczywisty. Wirtualne dolary kupuje się za prawdziwe pieniądze. Zarabiają na tym autorzy gry, ale także jej uczestnicy. W wirtualnym świecie istnieją banki i kantory, w których można prawdziwe pieniądze (z karty kredytowej) zamienić na wirtualne. A walutę z Second Life można kupić np. na aukcjach internetowych Allegro. W ciągu doby obrót finansowy gry sięga 1,3 mln amerykańskich dolarów.

Budujemy drugi świat
Wróćmy do przykładu szewca, którym zawsze chciała zostać, powiedzmy, emerytowana polonistka. Najpierw musi kupić kawałek ziemi i wybudować zakład. Albo wynająć odpowiednie miejsce w budynku już istniejącym. W obydwu wypadkach trzeba zapłacić. Dylemat jest podobny jak w świecie rzeczywistym. Budowa więcej kosztuje, ale wynajem to dawanie pieniędzy obcym. Trzeba podjąć ryzyko. Decydując się na budowę, szewc-emerytka musi wynająć firmę budowlaną. To inna osoba (może sąsiad, z którym starsza pani codziennie spotyka się u piekarza?), która nabyła umiejętność budowania, czyli, innymi słowy, tworzenia w wirtualnym świecie obiektów.

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Tomasz Rożek

Kierownik działu „Nauka”

Doktor fizyki, dziennikarz naukowy. Nad doktoratem pracował w instytucie Forschungszentrum w Jülich. Uznany za najlepszego popularyzatora nauki wśród dziennikarzy w 2008 roku (przez PAP i Ministerstwo Nauki). Autor naukowych felietonów radiowych, a także koncepcji i scenariusza programu „Kawiarnia Naukowa” w TVP Kultura oraz jego prowadzący. Założyciel Stowarzyszenia Śląska Kawiarnia Naukowa. Współpracował z dziennikami, tygodnikami i miesięcznikami ogólnopolskimi, jak „Focus”, „Wiedza i Życie”, „National National Geographic”, „Wprost”, „Przekrój”, „Gazeta Wyborcza”, „Życie”, „Dziennik Zachodni”, „Rzeczpospolita”. Od marca 2016 do grudnia 2018 prowadził telewizyjny program „Sonda 2”. Jest autorem książek popularno-naukowych: „Nauka − po prostu. Wywiady z wybitnymi”, „Nauka – to lubię. Od ziarnka piasku do gwiazd”, „Kosmos”, „Człowiek”. Prowadzi również popularno-naukowego vbloga „Nauka. To lubię”. Jego obszar specjalizacji to nauki ścisłe (szczególnie fizyka, w tym fizyka jądrowa), nowoczesne technologie, zmiany klimatyczne.

Kontakt:
tomasz.rozek@gosc.pl
Więcej artykułów Tomasza Rożka

 

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zobacz także