Po pierwsze pomysł zrównania emerytur nie dotyczy obecnych emerytów. Jedynym sposobem wyrównania dziś wypłacanych świadczeń byłoby ich zrównanie w górę, a tego nie wytrzyma żaden budżet. Natomiast ich zrównanie w dół i odbieranie niektórym emerytom części ich emerytury byłoby prawnie i moralnie niedopuszczalne.
Po drugie z pomysłem zrównania emerytur nierozerwalnie związany jest pomysł radykalnego obniżenia składek ubezpieczeniowych. Aby móc powiedzieć młodym ludziom, że w przyszłości mogą liczyć ze strony państwa tylko na socjalne minimum, i zachęcić ich do rodzenia dzieci i oszczędzania, trzeba mniej im zabierać. Pracownik, który dostaje na rękę 2 tys. zł, kosztuje pracodawcę 3,6 tys. zł! Ta różnica, nazywana uczenie klinem podatkowym, jest gigantyczna. Aby ludzie dziś pracujący mieli na wychowywanie dzieci i prywatne ubezpieczenia, trzeba przestać im zabierać 80 proc. wynagrodzenia. Jest to pomysł dla przyszłych pokoleń, które jeszcze nie pracują i nie płacą składek ubezpieczeniowych. Kończą naukę i zastanawiają się, czy nie wyjechać do Londynu, bo w Polsce ich praca jest bardzo wysoko opodatkowana.
Żeby jednak móc zaakceptować taki sposób myślenia, trzeba zrozumieć istotę obecnego systemu emerytalnego.
Łańcuszek emerytalny
A prawda jest taka, że pokolenie dzieci i wnuków finansuje emerytury ojców i dziadków, żywiąc nadzieję, że w ten sam sposób będą finansowane jego świadczenia w przyszłości. Tak zwane ubezpieczenia emerytalne to forma międzypokoleniowego porozumienia, na podstawie którego aktywni pracownicy finansują świadczenia emerytom, z wiarą, że przyszli pracownicy będą z kolei świadczyli na ich rzecz. Jak twierdzi Milton Friedman, „źródłem pewności pracowników płacących dzisiaj podatki, że otrzymają stosowne świadczenia, gdy przejdą na emeryturę, może być tylko przekonanie o dobrej woli przyszłych podatników, którzy będą musieli być obłożeni podatkami na świadczenia, jakie dzisiejsi podatnicy obiecują sobie otrzymać w przyszłości. To jednostronne porozumienie międzygeneracyjne narzucone przyszłym pokoleniom, z natury rzeczy niemogącym wyrazić na nie swojej zgody, przypomina raczej listy wysyłane systemem łańcuszka dobrej woli świętego Antoniego niż prawdziwy system ubezpieczeniowy”. Związek między płaconymi podatkami i otrzymywanym świadczeniem przypomina w najlepszym razie listek figowy, który ma uwiarygodnić nazywanie tej kombinacji ubezpieczeniami.
To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.
Czytasz fragment artykułu
Subskrybuj i czytaj całość
już od 14,90 zł








