Nowy numer 2/2021 Archiwum

Kim jest ten gość za kierownicą?

Królowie szos? Czy może wykorzystywani do granic biali murzyni? Kim są ludzie, którym powierzają swoje życie pasażerowie, ruszający autokarami na krańce Europy?

Co myślą o katastrofie
Kierowcy mają różne zdania na temat przyczyn niedawnej katastrofy we Francji.

– To był błąd człowieka – mówią niektórzy. Ich zdaniem, właściwie wszystkie autokary wyprodukowane po 2000 r. są wyposażone we wszystko, co trzeba, żeby bezpiecznie pokonywać trudne górskie trasy. Podstawa to umiejętne użycie tempomatu i tzw. retardera, czyli napędzanej olejem turbiny, która wyhamowuje obroty układu napędowego. Jeśli się ustawi tempomat na utrzymywanie prędkości 30–40 km/godz., to na górskich zjazdach prawie nie trzeba używać hamulców. Tam, we Francji, problem polegał – zdaniem części kierowców – na tym, że zjazd był stromy, długi, bo 8-kilometrowy, ale szeroki, zachęcający do szybszej jazdy. Jeśli się w porę nie włączyło systemów hamowania, to potem mogło być już za późno.

Inni zwracają uwagę, że na asfalcie widoczny był tylko ślad hamowania jednego, przedniego koła. „A co z tylnymi kołami, co z drugim przednim kołem?” – pytają, dodając, że przyczyną wypadku mogła być awaria hamulców, ABS-u albo retardera. – Szkoda, że nie mamy związków zawodowych z prawdziwego zdarzenia, bo wtedy miałby kto bronić przed oczernianiem w mediach nas i chłopaka, który kierował tamtym autobusem – mówi jeden z oburzonych kierowców.

Na miarodajne opinie ekspertów przyjdzie zatem poczekać.

Naloty
Na razie efektem medialnego szumu wokół katastrofy we Francji są częstsze naloty na przewoźników ze strony policji i Inspekcji Transportu Drogowego. Chociaż...

– Tych policjantów to szkoda ściągać z dróg. Tam są bardziej potrzebni. Bo co taki chłopak może mi skontrolować? Co najwyżej stan opon i to, czy jestem trzeźwy – mówi Grzegorz, patrząc na kręcącego się po parkingu policjanta w białej czapce.

Kiedy się rozmawia z kierowcami autokarów, widać jedną, bardzo częstą u nich cechę. Są jakby wyciszeni, czasem nawet odrobinę flegmatyczni. Nerwus w tej robocie się nie sprawdzi: znudzi się, znuży, odpysknie namolnemu pasażerowi, a w krytycznej sytuacji na drodze może nie wytrzymać napięcia.

Jak mówi Tadeusz Banasik, teraz, kiedy polskich autokarów na drogach Europy jest mnóstwo, kontakty pomiędzy kierowcami nie są już tak żywe. – Przedtem nikt nie przeszedł na zagranicznym parkingu obok innego polskiego autokaru bez pytania, czy wszystko w porządku. Kiedyś zdarzyło mi się, że ja miałem części potrzebne do naprawy mojego wozu, a kolega pomógł mi naprawić mój autokar – dodaje Tadeusz Banasik, który może mieć na swoim koncie blisko 10 mln kilometrów.

– A na urlop to lecę samolotem! – dodaje z uśmiechem.

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama