Nowy numer 43/2020 Archiwum

Kolekcjonerzy sreber

Tego się chyba nikt nie spodziewał. Polscy piłkarze ręczni zostali wicemistrzami świata! To największy sukces w historii tego sportu w Polsce.

Polska staje się potęgą w sportach drużynowych! Najpierw w 2003 i 2005 roku nasze siatkarki dwa razy zdobyły mistrzostwo Europy. Potem, 3 grudnia 2006 r.,po wicemistrzostwo świata sięgnęli siatkarze. Teraz, prawie dokładnie dwa miesiące później, ich wyczyn skopiowali piłkarze ręczni. Jeśli przypomnimy, że koszykarze zakwalifikowali się do finałów mistrzostw Europy, a piłkarze nożni też grają coraz lepiej, okaże się, że po wielu latach niepowodzeń dołączamy do najlepszych.

Biało-czerwona sensacja
Kiedy piłkarze ręczni wyjeżdżali na mistrzostwa świata do Niemiec, nikt nie spodziewał się medalu. Mieli co najwyżej awansować do drugiej rundy. Zakwalifikowanie się do ćwierćfinału uznano by za sukces.
Polacy zaczęli od łatwych zwycięstw nad egzotycznymi rywalami: Argentyną i Brazylią, a potem niespodziewanie pokonali gospodarzy. Jak się później okazało, była to jedyna porażka Niemców w tych mistrzostwach.

Drugą rundę zaczęliśmy od wysokiej porażki z Francją. Pesymiści mówili wówczas o sprowadzeniu naszych ambicji na ziemię. Potem jednak Polacy okazali się lepsi od Islandczyków, Tunezyjczyków i Słoweńców i… zajęli pierwsze miejsce w grupie. Kilka niespodziewanych wyników sprawiło, że faworyci mistrzostw „wpadli” w ćwierćfinałach i w półfinałach na siebie. Mistrz olimpijski – Chorwacja, mistrz świata – Hiszpania, mistrz Europy – Francja i gospodarz – Niemcy eliminowali się wzajemnie. Tymczasem Polacy trafili na zespoły „do pokonania”: Rosjan i Duńczyków. Mimo wszystko w kraju mało kto spodziewał się pokonania Rosjan. Mecz był dramatyczny. Polski bramkarz Sławomir Szmal obronił w drugiej połowie cztery rzuty karne i wygraliśmy jedną bramką. W kraju zapanowała euforia. Półfinał z Danią był wspaniałym widowiskiem. Trzeba było aż dwóch dogrywek, by wyłonić zwycięzcę. Lepsi okazali się Polacy.

Poszukiwacze złota
Przed finałem trwała wojna psychologiczna. Niemiecka prasa brukowa nazywała Polaków „brutalami”. Gospodarze najbardziej obawiali się znakomitych strzałów z drugiej linii „rudowłosego olbrzyma” Karola Bieleckiego. Polacy chyba nie wytrzymali tej wojny nerwów i presji dwudziestotysięcznej widowni. W decydujących chwilach popełniali za dużo prostych błędów. Losy meczu rozstrzygnęły się na dziesięć minut przed końcem. Wcześniej Niemcy wypracowali sobie aż sześć bramek przewagi, jednak Polakom udało się prawie całą stratę odrobić i doprowadzić do wyniku 21:22. Było kilka okazji na wyrównującego gola, ale Niemcy zmobilizowali się i znów „odskoczyli”.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama