GN 43/2020 Archiwum

Opanujmy chaos

Kiedy politycy „bawili się” esbeckimi teczkami, księża włączali się w dyskusję jako obserwatorzy. Jakby zapomnieli, że i oni mają teczki. Wtedy nie pomyśleli, że dla pewnych ludzi i środowisk zawartość kapłańskich teczek stanie się bardzo interesująca.

Lustracja środowiska kościelnego jest trudnym orzechem do zgryzienia. Wyciągnięto go dopiero 17 lat po upadku komunizmu. Do teczek księży zaczęto dobierać się po śmierci Jana Pawła II, jakby wcześniej nie śmiano tego robić. Niektórzy zaczęli nawet publikować nazwiska duchownych. Inicjatywa krakowskiego księdza rozbudziła lustracyjną niecierpliwość i oczekiwania. Zapowiedzi jego kolejnych konferencji prasowych stały się tematem informacji ogólnokrajowych, co pokazuje, jak wielkie zainteresowanie budziła sprawa.

W pułapce nazwisk
Stało się oczywiste, że jeżeli Kościół oficjalnie nie zajmie się problemem, niekontrolowane działania spowodują lustracyjny chaos, który wyrządzi wiele krzywdy ludziom i podważy zaufanie do Kościoła. Podanie do publicznej wiadomości czyjegoś nazwiska jako współpracownika SB rzuca na osobę cień, od którego trudno się uwolnić. Inicjatywy podejmowane w poszczególnych diecezjach, wspólnotach i środowiskach budzą nadzieję na uleczenie tej głębokiej rany. Niezwykłe słowa, które powiedział Benedykt XVI w katedrze warszawskiej o lustracji księży, ukazują, jak ważny i nabrzmiały jest problem. I że nie można go już lekceważyć.

Trudność zlustrowania środowiska duchownych wynika z tego, że zasady stosowane wobec polityków zostały niemal automatycznie przeniesione na grunt kościelny. W ten sposób środowisko to również wpadło w pułapkę „nazwisk” i list. Wielu wydawało się, i nadal się wydaje, że najważniejsze są nazwiska: wyłowienie ich, spisanie i podanie do publicznej wiadomości. Wypowiedzi, komentarze i uwagi na temat lustracji księży koncentrują się na identyfikacji i ogłaszaniu osób współpracujących z SB. Gdyby Kościół świadomie usiłował kryć takie osoby, byłby niewiarygodny i deklaracje na temat lustracji byłyby puste. Lustracja kościelna nie może jednak naśladować mechanizmów działających w polityce.

Leszek Kołakowski powiedział kiedyś, że w polityce nie chodzi o szukanie prawdy, ale o skuteczne rządzenie. W Kościele jest odwrotnie: nie chodzi o skuteczne rządzenie, ale najpierw o prawdę, nawet za cenę nieskuteczności działania. Kościół jaśnieje prawdą zwykle w trudnych czasach. Tak było w okresach prześladowania, kiedy jego aktywność zewnętrzna była mocno skrępowana. W polityce lustracja służyła nie tylko sprawdzaniu uczciwości ludzi, ale nieraz także eliminowaniu z życia publicznego niewygodnych osób. „Teczki” stały się instrumentem walki o władzę.

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama