Nowy numer 38/2018 Archiwum

Ciche dni

Trudności, konflikty miewają chyba wszystkie małżeństwa. Chwilowe nieporozumienie można jednak przemienić w budulec i spoiwo związku. Józkowi, góralowi z Kościeliska, po pracy nie bardzo się spieszyło do domu – opowiadał kiedyś Tadeusz Staich, znany, nieżyjący już, przewodnik tatrzański.

– Józek lubił spacerować po zakopiańskim bazarze, posiedzieć z kolegami przy piwie, zobaczyć, czy duży ruch na Krupówkach... Do domu wracał późno, co bardzo denerwowało jego żonę. Ale nie potrafiła mu tego powiedzieć, tylko wzrokiem „pioruny miotała” i nazywała go bezecnikiem, co się włóczy po Zakopanem. W końcu w ogóle przestała się do niego odzywać. Józek próbował coś do niej zagadywać, bo nie wiedział, o co chodzi, ale ona milczała. Koledzy mówili: „Józuś mo ciche dni”. Któregoś dnia Józek kupił gromnicę. Wrócił do domu, jak zwykle późno, żona już była w łóżku. Zapalił gromnicę i zaczął obchodzić wszystkie kąty, jakby czegoś szukając. Zaglądał do kuchni, potem świecił wysoko w izbie koło lampy, zaglądał za obraz, za firankę, w końcu zajrzał pod łóżko. Wtedy żona, która nie spała, ale bacznie obserwowała jego poczynania, nie wytrzymała i krzyknęła: „Cegóz ty jantychryście s tom gromnicom sukos?”. A Józek, szczęśliwy, ukląkł i odpowiedział: „A dyć Ciebie sukom i nasyj miłości”. I tak się skończyły ciche dni.

Humor na ślepotę
Jeden rodzaj cichych dni wynika z chęci ukarania współmałżonka milczeniem. Jedno z małżonków obraża się i milczy. Rozumuje: skoro on – czy ona – jest taki, to ja w ogóle się nie będę odzywać, szkoda słów, i tak do niego nie dotrze to, co mówię. U źródeł takiego zachowania leży poważne zranienie, uczucia skrzywdzenia, urażenia i poniżenia, przeżywane powoli, długo zalegające w sercu. Powracające, podsycane i żywione. Zawzięte.


Drugi rodzaj cichych dni jest wyrazem bezradności wobec konfliktu. Jedna strona milczy, gdyż boi się, że zostanie źle zrozumiana, że jej odezwanie się wywoła nową falę pretensji i agresji. Boi się odrzucenia. Często nie tylko nie potrafi wypowiedzieć, ale nawet nazwać w sobie tego, co czuje. Dlatego unika rozmowy. Ale to także ślepy zaułek porozumienia.
Poczucie humoru jest ważne w rozładowywaniu napięcia we wzajemnych relacjach, ale nie może być jedyną receptą na ich uzdrowienie.

« 1 2 »
oceń artykuł

Zobacz także

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Reklama

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama