Nowy numer 28/2020 Archiwum

Ostrożnie i z rozwagą

Od kilku dni w medialnym obiegu znajduje się część pomocy archiwalnych Instytutu Pamięci Narodowej. W żadnym przypadku nie mogą być one odczytywane, jako lista agentów bezpieki, aczkolwiek i tacy na tej liście się znajdują.

Sprawa, jakkolwiek by ją oceniać, skłania do szybkiej nowelizacji ustaw, aby umożliwić szerszy niż dotąd dostęp do zawartości teczek bezpieki PRL.

Ujawnione przez Bronisław Wildsteina, dziennikarza „Rzeczpospolitej”, materiały stanowią część powszechnie dostępnego elektronicznego inwentarza akt, znajdującego się w czytelni dokumentów jawnych IPN w Warszawie. Od kilku lat każdy, kto chciał, mógł ten inwentarz przeglądać oraz wypisywać interesujące go sygnatury, aby następnie złożyć wniosek o dostęp do akt dla celów naukowych lub publicystycznych. Taka procedura obowiązuje w każdym archiwum.

Problem powstał, gdy wśród dziennikarzy upowszechniła się informacja, że pewna kombinacja cyfr w pozycjach katalogowych oznacza, że sprawa dotyczy osoby tajnego współpracownika. Wynika to stąd, że bezpieka prowadziła ewidencję tych akt według stałego klucza, a IPN, choć nadał tym dokumentom własne sygnatury, zgodnie z zasadami sztuki archiwalnej musi podawać także sygnatury stare.

Dla spragnionych sensacji był to sygnał, że dzięki inwentarzowi można rozpocząć „łowy na agentów”. Chociaż Wildstein powtarza, że zawierająca ok. 240 tys. sygnatur osobowych lista w żadnym wypadku nie jest spisem agentów, tylko pomocą archiwalną, wśród części środowisk medialnych pojawić się może pokusa, aby na tej podstawie dokonywać „dzikiej lustracji”.

Gdyby rzeczywiście do tego doszło, wyrządzona byłaby niepowetowana krzywda wielu ludziom, którzy w tym spisie się znajdują, a agentami nigdy nie byli, co więcej, często SB ich prześladowała, szykanowała i represjonowała. Dotyczy to także osób duchownych, których nazwiska na tej liście się znajdują. Bez zbadania całej dokumentacji znajdującej się w IPN, a także uwzględnienia innych dokumentów, nikt nie ma prawa nazywać tych ludzi agentami.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Andrzej Grajewski

Dziennikarz „Gościa Niedzielnego”, kierownik działu „Świat”

Doktor nauk politycznych, historyk. W redakcji „Gościa” pracuje od czerwca 1981. W latach 80. był działaczem podziemnych struktur „Solidarności” na Podbeskidziu. Jest autorem wielu publikacji książkowych, w tym: „Agca nie był sam”, „Trudne pojednanie. Stosunki czesko-niemieckie 1989–1999”, „Kompleks Judasza. Kościół zraniony. Chrześcijanie w Europie Środkowo-Wschodniej między oporem a kolaboracją”, „Wygnanie”. Odznaczony Krzyżem Pro Ecclesia et Pontifice, Krzyżem Wolności i Solidarności, Odznaką Honorową Bene Merito. Jego obszar specjalizacji to najnowsza historia Polski i Europy Środkowo-Wschodniej, historia Kościoła, Stolica Apostolska i jej aktywność w świecie współczesnym.

Kontakt:
andrzej.grajewski@gosc.pl
Więcej artykułów Andrzeja Grajewskiego

Zobacz także

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się