GN 43/2020 Archiwum

Plama strachu

Ma wielkość Holandii. Dla koncernu BP oznacza kłopoty finansowe, a dla prezydenta USA kłopoty polityczne. Plama ropy na wodach Zatoki Meksykańskiej straszy wszystkich.

W wodzie znalazło się przynajmniej 35 tys. ton ropy naftowej. Koszt likwidacji skutków wycieku wyniesie minimum 10 mld dolarów. Wspomniana kwota nie zawiera odszkodowań dla rybaków i przemysłu turystycznego. Nie obejmuje także kar, jakie z pewnością zostaną nałożone na brytyjski koncern British Petroleum (BP).

Wszystko przez wybuch
20 kwietnia na brytyjskiej platformie wiertniczej Deepwater Horizon, położonej 80 km od wybrzeża Luizjany, doszło do eksplozji i pożaru. Zginęło 11 osób. Po dwóch dniach platforma zatonęła, a z uszkodzonego szybu na głębokości 1,5 km pod powierzchnią wody zaczęła wydobywać się ropa. Platforma nie miała tzw. zabezpieczenia akustycznego, czyli urządzenia zamykającego w wypadku eksplozji szyb, którym pompowana jest ropa. Brytyjskie przepisy tego typu urządzeń nie wymagały. Ropa przez następnych kilkanaście dni po prostu wypływała. Dzisiaj plama ma powierzchnię kilkudziesięciu tysięcy kilometrów kwadratowych i nie bardzo wiadomo, co z nią zrobić. Sekretarz obrony USA Robert Gates na wieść o katastrofie wysłał nad Zatokę Meksykańską wojskowe samoloty C-130, które rozpylały nad gigantyczną plamą chemikalia ułatwiające jej rozpuszczenie. I pewnie operacja by się udała, gdyby nie to, że ropa cały czas wypływała. Walka trwa więc na dwóch frontach. Pierwszy to ograniczyć wyciek, drugi to zminimalizować ekologiczne skutki tego, co już wyciekło.

Bańka nie działa
Z szybu, 1,5 km pod wodą, każdej doby wypływa 800 ton ropy. Na tej głębokości naprawianie czegokolwiek jest praktycznie niemożliwe. Stąd pomysł, by miejsce wycieku przykryć stalowo-betonową kopułą czy bańką. Wypływająca ropa miała się zbierać – jak w odwróconym lejku – pod kopułą i miała być stamtąd przepompowywana na tankowce. Tyle tylko, że ten scenariusz się nie powiódł. Ważącą 113 ton i mierzącą kilkanaście metrów wysokości kopułę opuszczono na dno, ale okazało się, że w temperaturze, jaka tam panuje, ropa jest gęsta i... zatkała otwór, którym miała być odsysana. „Sztuczka” z kopułą udała się dotychczas tylko raz w historii. Było to jednak na bardzo płytkich wodach. Teraz eksperci myślą nad tym, jak kopułę ogrzać, Póki tego problemu nie rozwiążą, trzeba walczyć na drugim froncie.

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się