Nowy numer 48/2020 Archiwum

Orbitalne złomowisko

Podziwiając gwiazdy w bezchmurną noc, nawet nie przypuszczamy, że nad naszymi głowami znajduje się prawdziwe wysypisko śmieci.

Śmieci na orbicie jest coraz więcej. Niby wiadomo, jak je usunąć, ale nie ma na to ani pieniędzy, ani chęci. Większość odłamków jest mała. Są jednak bardzo niebezpieczne, bo rozpędzone na orbicie „niosą” sporą porcję energii. Ich dziełem są podziurawione satelity, ślady, jak po kulach karabinowych, w oknach promów kosmicznych czy rysy na kosmicznym teleskopie Hubble’a. Kilkanaście dni temu, po zderzeniu dwóch satelitów, znowu kilkaset kilogramów złomu rozsypało się po orbicie. Eksperci od lat ostrzegają, że kiedyś dojdzie do tragedii. Nawet bardzo mały kawałek kosmicznego śmiecia może przebić się przez kombinezon astronauty spacerującego w przestrzeni.

Ile jest tych śmieci?
Naukowcy z Amerykańskiej Agencji Kosmicznej NASA kilka lat temu policzyli, że na ziemskiej orbicie znajduje się kilkadziesiąt tysięcy kawałków kosmicznego złomu. W sumie ich masa oceniana jest na około 10 tys. ton! A te kalkulacje i tak dotyczą tylko śmieci większych niż 10 cm. Te większe kawałki śledzone są przez… wojska ochrony rakietowej USA. Każdy z nich mógłby być potencjalnym pociskiem balistycznym. Mniejszych kawałków nie sposób policzyć. Można tylko z grubsza oszacować, że jest ich kilkaset tysięcy. Śmieci w kosmosie to nie tylko resztki statków kosmicznych, starych satelitów, rakiet, zużytych zbiorników paliwowych czy stacji orbitalnych. To także zwykłe odpadki i nieczystości pozostawione po astronautach, którzy przebywają w kosmosie przez długie tygodnie. Resztek nie opłaca się przewozić z powrotem na Ziemię, więc... wyrzuca się je za burtę.

Kto winien?
Zagrożenie ze strony kosmicznego złomu jest dwojakiego rodzaju. Do wypadku może dojść na orbicie, ale także na Ziemi. Wprawdzie najmniejsze krążące odpadki nie stanowią bezpośredniego zagrożenia dla naszego życia, bo przechodząc przez atmosferę, spalają się na popiół, mogą jednak stanowić zagrożenie pośrednie. Krążąc po orbicie okołoziemskiej, są w stanie bowiem osiągać duże prędkości, a kolizja z pracującymi satelitami, sondami badawczymi czy stacją kosmiczną Alpha mogłaby grozić poważnymi zniszczeniami. Szczególnie narażone są panele baterii słonecznych, które są źródłem zasilania w energię elektryczną na przykład stacji kosmicznej. Raport NASA mówi, że najbardziej zaśmiecony jest pas rozciągający się pomiędzy 880 a 1000 km ponad powierzchnią Ziemi. To dużo ponad głowami astronautów mieszkających na pokładzie orbitalnej stacji kosmicznej, która pracuje 400 km nad powierzchnią Ziemi. W obszar największego zaśmiecenia nie dolatują także promy kosmiczne. Tak więc ryzyko, że kolizja z kosmicznym złomem będzie bezpośrednią przyczyną śmierci człowieka na orbicie, jest stosunkowo niewielkie. Przez zanieczyszczone rejony przelatują jednak satelity komercyjne i sondy naukowe. To bardzo drogie urządzenia, które zanim zaczną pracować, już mogą zostać uszkodzone. Kto w kosmosie śmieci najbardziej? Według raportu NASA – co nie powinno dziwić – kraje, które w kosmosie są najbardziej aktywne. A więc na samym szczycie jest Rosja, potem są Stany Zjednoczone, a następnie Francja, Chiny, Indie, Japonia i Europejska Agencja Kosmiczna.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się