Nowy numer 28/2018 Archiwum

Niepewne kalendarze

Nie jesteśmy pewni daty dwóch najważniejszych dla chrześcijan świąt – Bożego Narodzenia i Wielkanocy. Kłopot polega przede wszystkim na zmieniającym się wielokrotnie sposobie liczenia czasu.

Kiedy świętować Wielkanoc?
Wielkanoc jest świętem ruchomym i przypada na niedzielę po pierwszej wiosennej (po 21 marca) pełni Księżyca. Ewangeliści pisali, że Jezus został ukrzyżowany trzy dni przed żydowskim świętem Paschy. Ta zawsze następowała w dzień pierwszej wiosennej pełni Księżyca (14–15 Nisan w kalendarzu żydowskim). Kłopot w tym, że Żydzi dzień liczyli od zachodu do zachodu Słońca, podczas gdy my liczymy od wschodu do wschodu. Gdzie powinien być zaliczony wieczór 14 Nisan.

Chrześcijanie wschodni Wielkanoc obchodzili w 14. dniu, a zachodni w 15. Sytuację próbował ustalić odbywający się w 325 roku Sobór w Nicei. Przyjęto datę 15. W praktyce nic z tego jednak nie wyszło. Sprawa została poruszona po raz kolejny na Synodzie Sardyckim (343 r.). Ustalono wówczas sztywne daty świąt wielkanocnych na 50 lat do przodu. Inicjatywa przetrwała zaledwie kilka lat. Ponad 100 lat później, w 457 r., Wiktor z Akwitanii napisał rozprawę dotyczącą pogodzenia metody rzymskiej (zachodniej) i aleksandryjskiej (wschodniej). Papież zatwierdził obliczenia Wiktora jako obowiązujące i obydwa Kościoły obchodziły Wielkanoc w tym samym czasie.

Później nastąpiły dwa trzęsienia ziemi w metodzie liczenia czasu. W VI w. scytyjski mnich Dionysius Exiguus stworzył chrześcijański kalendarz, rozpoczynając liczenie lat od momentu narodzenia Chrystusa. 10 wieków później wprowadzono kalendarz gregoriański. Wschód go nie zaakceptował i znowu obydwa Kościoły kiedy indziej obchodziły Wielkanoc. Błędy wcześniej obowiązującego kalendarza juliańskiego spowodowały przesunięcie względem prawdziwej daty wiosennej równonocy aż o 13 dni. Kalendarz juliański co 128 lat „gubił” jeden dzień, gregoriański – co około 3000 lat. Na Soborze Watykańskim II dopuszczono zasadę ustalonej daty Wielkanocy.

Kiedy urodził się Jezus?
Narodziny Jezusa nie były dla współczesnych wydarzeniem politycznym, a więc o piśmiennych świadków bardzo trudno. Jedyna nadzieja w astronomii, a wszystko sprowadza się do rozwiązania zagadki, czym była Gwiazda Betlejemska. Pierwszym, który naukowo zaczął myśleć o Gwieździe Betlejemskiej, był XVII-wieczny astronom, fizyk i matematyk Jan Kepler. Doszedł on do wniosku, że Trzej Królowie widzieli tzw. koniunkcję Jowisza i Saturna na tle konstelacji Ryb. Koniunkcja to ustawienie krążących wokół Słońca planet na jednej linii, patrząc z Ziemi. Z dzisiejszych obliczeń wynika, że koniunkcja tych planet nastąpiła w ciągu jednego roku aż trzy razy: 27 maja, 15 września i 1 grudnia. Tyle tylko, że owa seria koniunkcji nastąpiła w 7 roku przed narodzeniem Chrystusa. Gwiazdą Betlejemską mogła być także kometa. W grę wchodzi jedna. Doskonale widoczna gołym okiem kometa Halleya. Ale ona pojawiła się nad Betlejem w 11 roku przed Chr.

Można też założyć, że gwiazdą prowadzącą mędrców ze Wschodu był tzw. wybuch supernowej. To niewyobrażalna eksplozja starej, opuchniętej gwiazdy. Z obliczeń, obserwacji i zapisków starych chińskich kronik wynika, że wybuch supernowej nastąpił w środku 5 roku przed Chr. Co niesłychanie rzadkie, niedługo potem nastąpił wybuch innej supernowej. Było to pod koniec lutego 4 roku przed Chr.
Analizy astronomów wskazują na to, że Jezus narodził się kilka lat wcześniej, niż rozpoczęła się era chrześcijańska. Na dodatek nie pod koniec roku, tylko raczej w jego środku. Winne tym nieścisłościom są reformy kalendarza i zmiany formatu podawania dat. Jedno jest pewne. W czasie gdy w stajence w Betlejem rodził się Jezus, na niebie naprawdę wiele się działo.

« 1 »
oceń artykuł

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji