Nowy numer 32/2022 Archiwum

Rozkaz wypełnili

20 maja zakończyła się bitwa o Mariupol. Żołnierze z pułku Azow oraz piechoty morskiej bronili się przez ponad dwa miesiące. Trafili do niewoli, ale mają być wymienieni na rosyjskich jeńców.

Obrona Mariupola przeszła już do legendy i miała wielkie znaczenie dla losów tej wojny. Szczupłe siły ukraińskie zatrzymywały na tym kierunku znacznie liczniejsze i lepiej zaopatrzone jednostki wroga. Ocenia się, że w czasie największych walk w mieście Rosjanie angażowali w jego zdobycie nawet do 25 tys. żołnierzy. Mariupola broniły 36. Brygada Piechoty Morskiej, 12. brygada Gwardii Narodowej, 56. Brygada Piechoty Zmotoryzowanej oraz pułk Azow (będący również częścią Gwardii Narodowej), wspierane przez Straż Graniczną i Policję. Po wyparciu z miasta Ukraińcy bronili się dalej w zakładach metalurgicznych Azowstal. Znajduje się tam 36 schronów, połączonych siecią tuneli budowanych w czasach sowieckich na wypadek wojny. Mogą one pomieścić 12 tys. osób. Na terenie huty znalazła też schronienie duża liczba cywilów, których po dwóch miesiącach udało się ewakuować dzięki misji ONZ.

Początkowo trzon obrony kombinatu stanowili żołnierze Azowa, ale 12 kwietnia udało się przedrzeć do nich grupie żołnierzy piechoty morskiej. Pozostali z tego oddziału zostali okrążeni i wraz ze swym dowódcą płk. Władimirem Baraniukiem poddali się. Komendę nad tymi, którzy przedarli się do kombinatu, przejął mjr Siergiej Wołyński. Sytuacja obrońców z każdym dniem była trudniejsza. Zakłady były otoczone, a na dodatek jeden z techników udostępnił najeźdźcom plany podziemnych korytarzy, dzięki czemu 4 maja Rosjanie przeniknęli do wnętrza zakładu. Kończyły się woda i jedzenie. Wielką odwagą wykazały się załogi jednostek helikopterowych, wykonujące loty na teren huty z zaopatrzeniem i wsparciem medycznym dla obrońców. 90 proc. z nich zginęło w czasie tych operacji.

Armia ukraińska nie miała możliwości zorganizowania dla nich odsieczy. Dalsza obrona Azowstalu nie miała znaczenia militarnego, lecz symboliczne. W maju Rosjanie większość sił i tak przerzucili na inny front. W takich warunkach kierownictwo państwa podjęło decyzję, aby poprzez ewakuację uratować życie swych żołnierzy.

Ewakuacja czy kapitulacja?

Od 16 do 20 maja kolejne grupy obrońców Azowstalu opuszczały teren kombinatu. Strona ukraińska nazywa ten proces „ewakuacją”, a jednocześnie nie zaprzecza, że wszyscy oni trafili do rosyjskiej niewoli. Dopiero w kolejnym etapie mają być wymienieni na rosyjskich jeńców. 20 maja strona rosyjska poinformowała, że ostatnia grupa ukraińskich żołnierzy poddała się na terenach kombinatu, który obecnie znajduje się całkowicie pod rosyjską kontrolą. Łącznie do niewoli miało trafić 2439 żołnierzy z różnych formacji, broniących się w Azowstalu. 80 ciężko rannych przewieziono do szpitala w Nowoazowsku na terenach tzw. Donieckiej Republiki Ludowej. Pozostałych miano przewieźć do różnych punktów na terenie Donbasu bądź w głąb Rosji, gdzie są przesłuchiwani.

Nie wiadomo, jak dalej potoczą się wydarzenia. Porozumienie o ewakuacji obrońców Azowstalu wywołało wielkie oburzenie w prorosyjskich mediach społecznościowych, gdzie nazwano je zdradą ideałów, z jakimi Rosja wyruszyła, aby „zdenazyfikować” Ukrainę. Pułk Azow od 2014 r. w rosyjskich mediach był ucieleśnieniem radykalnego ukraińskiego nacjonalizmu czy faszyzmu. Jak się wydaje, Kreml, zgadzając się na układ kończący walki w Azowstalu, nie spodziewał się tak jednoznacznie negatywnego odbioru tej decyzji. Różne ośrodki polityczne, m.in. Duma Państwowa, zapowiedziały działania uniemożliwiające wymianę obrońców Mariupola. Istotne będzie także rozstrzygnięcie Sądu Najwyższego Rosji, który 26 maja ma rozpatrzyć wniosek Prokuratury Generalnej FR o uznanie pułku Azow za organizację terrorystyczną. Gdyby do tego doszło, wymiana nie będzie możliwa.

Wielkie znaczenie w tej sytuacji mieć będzie nacisk międzynarodowej opinii publicznej. W negocjacje był zaangażowany Międzynarodowy Czerwony Krzyż, a prawdopodobnie także jedna z agend Organizacji Narodów Zjednoczonych. Wśród wziętych do niewoli żołnierzy z Azowa są także ochotnicy zagraniczni, według moich informacji również z Polski.

Obrońcy Azowstalu

Batalion Azow powstał w marcu 2014 r., kiedy stan armii ukraińskiej był tak zły, że gdyby nie jednostki ochotnicze, Rosjanie zdobyliby nie tylko Donieck i Ługańsk. Tamtą formację, składającą się głównie z kiboli Metalista Charków oraz prawicowych bojówkarzy, stworzył rasista Andrij Biłecki. Kilka lat temu odszedł z oddziału i zajął się polityką jako lider tzw. ruchu azowskiego i partii Korpus Narodowy. W wyborach otrzymał jednak minimalne poparcie. Obecnie jednostka funkcjonuje jako pułk do zadań specjalnych Gwardii Narodowej MSW. W ostatnich latach, m.in. pod naciskiem amerykańskich doradców, którzy szkolili żołnierzy Azowa, kierownictwo jednostki starało się zmienić jej charakter i zerwać, także w przestrzeni symbolicznej, z prawicowym ekstremizmem czy wręcz nazizmem. Do służby w Azowie kierowano ochotników z całej Ukrainy, ale większość pochodzi z jej wschodniej części, m.in. Mariupola, gdzie znajdowała się główna baza jednostki.

Dowódcą obrony Azowstalu był ppłk Denis Prokopienko. Ma 41 lat. Jego dziadek był Karelem. Pochodził ze Wschodniej Karelii, którą Finlandia musiała oddać Związkowi Sowieckiemu po przegranej wojnie 1940 r. Prokopienko bardzo pielęgnuje swe karelskie korzenie, m.in. na mundurze nosi flagę Wschodniej Karelii – błękitny krzyż w czerwonym oblamowaniu na zielonym tle. Na Kijowskim Narodowym Uniwersytecie Lingwistycznym studiował germanistykę, a specjalizację zrobił w języku angielskim. W czasie studiów należał do klubu piłkarskich ultrasów Dynama Kijów. Z tamtego czasu pochodzi jego pseudonim – Redis. W szeregach Azowa przeszedł cały bojowy szlak od 2014 r. Jeszcze przed rosyjską agresją wypracował koncepcję walki niewielkich oddziałów w terenie zabudowanym, licząc się z tym, że Mariupol stanie się jednym z głównych celów rosyjskiego ataku. Po raz pierwszy ukraińska opinia publiczna dowiedziała się o nim w czasie dekoracji wysokim odznaczeniem 24 sierpnia 2019 r. przez prezydenta Zełenskiego. Prokopienko nie oddał mu honorów wojskowych, gdyż – jak później tłumaczył – uważał, że nowy prezydent ma nastawienie prorosyjskie i będzie dążył do kapitulacji na wschodzie. 11 kwietnia br. papież Franciszek przyjął na audiencji żonę Prokopienki, Katerynę, która wraz z innymi żonami azowców prosiła go o pomoc w ewakuacji jednostki męża. 8 maja udzielił głośnego wywiadu „Ukraińskiej Prawdzie”, w którym krytycznie ocenił dowodzenie na południowym odcinku frontu, gdzie nie udało się zablokować wyjścia jednostek rosyjskich z Krymu. Dzięki temu Rosjanie w ciągu 4 dni podeszli pod Mariupol i okrążyli miasto, a później je zdobyli. Jego zastępcą jest Światosław Pałamar ps. Kalina. Pochodzi z zachodniej Ukrainy. Z wykształcenia jest ekonomistą, był dyrektorem w prywatnej firmie. Ma 40 lat. Do Azowa trafił w 2014 r. z oddziałów Samoobrony Majdanu.

Postacią publicznie znaną spośród obrońców Azowstalu jest także Ilia Samojlenko, który w trakcie wcześniejszych walk stracił lewą rękę i jedno oko, dlatego nazywany jest cyborgiem. Kierował oddziałem wywiadowczym Azowa. Studiował historię w Kijowie, świetnie włada językiem angielskim i zapowiadał, że po wojnie dokończy studia. Na razie sam tworzy historię. 8 maja przedstawił cztery warianty reagowania na położenie żołnierzy broniących Azowstalu: pogrążyć się w apatii i czekać na śmierć, próbować ucieczki – ale szanse na jej powodzenie są żadne, poddać się lub walczyć do końca. Jednocześnie dodał, że gdyby poszli do niewoli, Rosjanie im nie darują i nikt żywy stamtąd nie wyjdzie. W obronie Azowstalu, walcząc w szeregach Azowa, poległ znany poeta Siergiej Skald. Świat poznał także rzecznika prasowego obrońców Azowstalu kpt. Dmytro Kozackiego „Oresta”, pochodzącego z Żytomierszczyzny, którego klimatyczne zdjęcia wykonane w fabrycznych bunkrach stały się jedną z ikon tej wojny.

Potrzebni są żywi bohaterowie

W beznadziejnej sytuacji, chcąc chronić życie swoich żołnierzy, ppłk Prokopienko w uzgodnieniu z Naczelnym Dowództwem podjął decyzję o przerwaniu walki i oddaniu się w ręce Rosjan. W nagraniu z 16 kwietnia powiedział: „Obrońcy Mariupola wykonali rozkaz, mimo wszelkich trudności powstrzymywali przeważające siły przeciwnika przez 82 dni i pozwolili armii ukraińskiej na przegrupowanie, przeszkolenie personelu i otrzymanie dużej ilości broni z krajów partnerskich”. Dodał, że „aby ratować ludzkie życie, cały garnizon Mariupola będzie przestrzegał zatwierdzonej decyzji Naczelnego Dowództwa i liczył na wsparcie narodu ukraińskiego”. Komentując wydarzenia w Mariupolu w specjalnym wystąpieniu, prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski powiedział, że Ukraina potrzebuje swoich bohaterów żywych – i to zdanie jest kluczowe dla zrozumienia decyzji o zakończeniu obrony Azowstalu. •

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Andrzej Grajewski

Dziennikarz „Gościa Niedzielnego”, kierownik działu „Świat”

Doktor nauk politycznych, historyk. W redakcji „Gościa” pracuje od czerwca 1981. W latach 80. był działaczem podziemnych struktur „Solidarności” na Podbeskidziu. Jest autorem wielu publikacji książkowych, w tym: „Agca nie był sam”, „Trudne pojednanie. Stosunki czesko-niemieckie 1989–1999”, „Kompleks Judasza. Kościół zraniony. Chrześcijanie w Europie Środkowo-Wschodniej między oporem a kolaboracją”, „Wygnanie”. Odznaczony Krzyżem Pro Ecclesia et Pontifice, Krzyżem Wolności i Solidarności, Odznaką Honorową Bene Merito. Jego obszar specjalizacji to najnowsza historia Polski i Europy Środkowo-Wschodniej, historia Kościoła, Stolica Apostolska i jej aktywność w świecie współczesnym.

Kontakt:
andrzej.grajewski@gosc.pl
Więcej artykułów Andrzeja Grajewskiego

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się