Nowy numer 26/2022 Archiwum

Malarz wieszczom równy

Nie brak wciąż wielkich postaci naszej historii, które nie doczekały się jeszcze filmowego portretu. Panuje wśród twórców przekonanie, że ciekawsi są ci mniej znani bohaterowie. Jest w tym założeniu trochę prawdy, ale i coś z obniżania sobie poprzeczki, bo im większy ciężar gatunkowy postaci, tym wyższe wymagania. A nie każdy reżyser lubi takie ciśnienie.

Stąd zaskakująco dużo białych plam w naszym dziejowym archiwum. Kanał TVP Historia stara się je zapełniać. W marcu oglądaliśmy dokument o Janie Zamoyskim („Gra o koronę”), majową premierą był „Mistrz. Jan Matejko znany i nieznany” Marii Guzy.

Paradoks najwybitniejszego malarza polskich dziejów polega na tym, że jego wielkość bardziej doceniano za życia niż po śmierci. W 1878 roku ówczesny prezydent Krakowa Mikołaj Zyblikiewicz wręczył Matejce berło – symbol duchowej władzy nad rodakami. Francuzi udekorowali go Legią Honorową, cesarz Franciszek Józef osobiście odwiedzał jego pracownię, obrazy mistrza wygrywały na światowych wystawach. Sto lat później w obiegowej opinii Matejko pozostaje twórcą bardziej zaangażowanym niż wybitnym, co jest wyjątkowo krzywdzące.

Film Marii Guzy pokazuje wielkość zarówno malarza, jak i człowieka (niekoniecznie mierzoną centymetrami wzrostu). Historycy sztuki i znawcy dziejów przypominają znaczenie Matejki dla polskiej kultury, ale mamy i rewers, zapisany w listach, wspomnieniach, pamiętnikach. Wyłania się z nich człowiek bezkompromisowy o bardzo silnej osobowości i skomplikowanych relacjach z ludźmi. Matejko był w Krakowie instytucją, która z formalnymi instytucjami miewała często na pieńku, aż po spektakularny konflikt o klasztor i kościół pw. Ducha Świętego. Radni postanowili – wbrew opinii Matejki – średniowieczne zabudowania wyburzyć i postawić tam miejski teatr. Skończyło się zerwaniem oficjalnych stosunków z miastem, którego dziedzictwa malarz strzegł jak źrenicy oka.

Pewnie nie wszyscy mamy świadomość, że na historię Polski patrzymy dziś oczyma Matejki. Chodzi nie tylko o fizjonomie królów, zdobiących szkolne klasy i korytarze, także o obyczaje, kulturę materialną. Jeszcze w czasie studiów w Akademii Sztuk Pięknych w Wiedniu Jan Matejko wydał „Ubiory w Polsce” – publikację zawierającą ryciny postaci prezentujących historyczne stroje, opartą na bardzo starannych źródłach. Na jego płótnach z wielkim pietyzmem oddane są architektura, wnętrza i ich wyposażenie. Bo mistrz był „szczególarzem”, co nie stało bynajmniej w sprzeczności z wielkimi formatami jego obrazów.

Zwykle definiuje się Matejkę jako kustosza narodowej pamięci. Film pokazuje, że był on wieszczom równy, bo widział teraźniejszość przez ducha czasu. Nie tylko zachowywał dziedzictwo, ale dawał wizję przyszłości. Jego opowieść o Polsce pędzlem malowana to historia żywa. •

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama