Nowy numer 47/2022 Archiwum

Wojna znaczy głód

Wojna na Ukrainie będzie miała i już ma wpływ na wiele aspektów naszego życia. W zglobalizowanym świecie te konsekwencje będą odczuwalne na najdalszych jego krańcach. Bo Ukraina jest spichlerzem dla wielu krajów, także tych bardzo biednych. Czy kraje te, mimo że oddalone o tysiące kilometrów od Europy, czeka głód?

Organizacja Narodów Zjednoczonych twierdzi, że z powodu napaści Rosji na Ukrainę na całym świecie ucierpi prawie 2 mld ludzi. W tej liczbie są ofiary wojny, głodu, ale także ci, którzy będą cierpieli albo których życie znacząco się pogorszy z powodu trudniejszego dostępu do surowców energetycznych. Każda wojna wywołuje efekt domina, ale w świecie tak zglobalizowanym jak nasz dotknie on wszystkich. Warto też pamiętać, że problemy, z którymi spotykamy się dzisiaj, nakładają się na te, które wcześniej spowodowała pandemia. I – jak zawsze – najbardziej cierpią najbiedniejsi. Specjaliści mówią – w kontekście wojny – o trzech nakładających się na siebie kryzysach: żywnościowym, energetycznym i finansowym. Wydaje się, że najbardziej dramatyczny jest kryzys żywnościowy.

Ceny w kosmos

Sytuacja żywnościowa na świecie pogarszała się od wielu lat. Ceny żywności rosły już przed pandemią. ONZ kilka lat temu diagnozowała, że jednym z głównych powodów ich wzrostu jest uprawa roślin energetycznych. Ogromne areały są wykorzystywane do uprawy roślin, z których potem można zrobić biopaliwa. Na tych samych obszarach mogłoby rosnąć pożywienie.

Ceny żywności wzrosły także przez pandemię. W wielu miejscach na świecie zerwane zostały łańcuchy dostaw, wiele krajów nie jest w stanie wyprodukować dla swoich obywateli jakiegokolwiek pożywienia. Z danych przytoczonych przez ONZ wynika, że w ciągu ostatnich trzech lat liczba osób, które mają utrudniony dostęp do produktów spożywczych i w związku z tym okresowo cierpią głód, wzrosła w Afryce o 46 mln, w Azji o 57 mln, a w Ameryce Środkowej o 14 mln. Z kolei – w skali świata – liczba tych, którzy w ciągu ostatnich dwóch lat wpadli w skrajną biedę, wzrosła o prawie 80 mln. Tak było przed inwazją Rosji na Ukrainę.

Pod koniec lutego do coraz dłuższej listy czynników wpływających na wzrost cen dołączyła wojna. Wojny toczą się w wielu miejscach, ale ta bardzo negatywnie wpłynie na wyżywienie milionów ludzi na świecie. Rosja i Ukraina produkują ponad 50 proc. globalnych dostaw nasion, w tym około 30 proc. światowej pszenicy i jęczmienia oraz około 20 proc. kukurydzy i około połowy oleju słonecznikowego. Rosja i Białoruś (ta ostatnia zgodnie z prawem międzynarodowym także jest uznawana za agresora) produkują ogromną część nawozów, bez których plony na polach całego świata będą znacznie mniejsze. Rosja jest producentem dużych ilości gazu, który jest wykorzystywany do produkcji nawozów sztucznych w innych częściach świata. Oczywiście wzrost cen nawozów oznacza wzrost cen żywności, czyli mniejszą jej dostępność dla najbiedniejszych. Ceny nawozów na światowych rynkach wzrosły o ponad połowę, a ceny żywności (w porównaniu z zeszłym rokiem) – o 35 proc. Ale już ceny zbóż w ciągu ostatnich 3 lat wzrosły o 48 proc. Od 2019 roku o 86 proc. wzrosły ceny paliwa (w ciągu ostatniego roku o 60 proc.), a to także przekłada się na wzrost cen żywności. I jeszcze jeden czynnik – korzystanie z maszyn rolniczych oraz transport wymagają ropy albo benzyny.

Jakie to wszystko będzie miało konsekwencje? Nie ma jednej odpowiedzi na to pytanie, bo przyszłość w dużym stopniu zależy od tego, jakie decyzje podejmą konkretne rządy. Kluczową sprawą jest na przykład to, czy kraje bogate, widząc zamieszanie na rynku, zdecydują się na magazynowanie nadwyżek żywności, czy też nie. Gromadzenie zapasów spowoduje dalszy wzrost cen żywności. Zrezygnowanie z magazynowania nadwyżek produktów rolnych sprawi, że ich ceny spadną, a dostępność dla krajów biednych będzie większa.

Rekomendacje

ONZ zachęca rządy państw, aby – mając taki wybór – bardziej wspierać małe gospodarstwa rolne niż duże farmy. Duże mają większą poduszkę finansową, małe niekoniecznie, dlatego bardziej odczują one wzrost cen nawozów czy paliw. Jeżeli małe zbankrutują, na rynku będzie mniej żywności, a spirala wysokich cen znowu zostanie nakręcona. Niestety praktyka uczy, że to ogromne firmy produkujące żywność mają większy wpływ na decyzje polityków niż właściciele niewielkich gospodarstw. Rekomendowane jest też uwolnienie rezerw paliw, aby ich ceny nie szybowały tak szybko w górę.

Oczywiście rekomendacje, o których wspomniałem, nie zmienią tego, że ceny żywności będą rosły. Spowodują tylko, że będą rosły wolniej, a biedne kraje w mniejszym stopniu będą cierpiały głód. Bo żadna rekomendacja nie sprawi, że wojna na Ukrainie się skończy. Może poza jedną – żeby natychmiast wycofać rosyjskie wojska, ale akurat do tego Moskwa nie zamierza się zastosować.

Dzisiaj nie można w pełni opisać sytuacji, która ma miejsce na Ukrainie, ponieważ zmienia się ona z dnia na dzień. Eksperci szacują, że tegoroczne zbiory będą na Ukrainie od 30 do nawet 60 proc. mniejsze niż zeszłoroczne. Pod warunkiem, że sytuacja na Wschodzie nie będzie się znacząco pogarszała. To zmniejszenie zbiorów częściowo wynika z ograniczanej przez działania wojenne powierzchni pól uprawnych, ale także z braku rąk do pracy. Z Ukrainy uciekło już kilka milionów ludzi (dane z połowy kwietnia mówiły o 5 mln), kolejne osoby (głównie mężczyźni) zajęci są walką. Wielu zginęło. Może się okazać, że nie będzie komu pracować na polach. Atak Rosji nastąpił w momencie, kiedy na polach miały być wysiewane zboża jare, kukurydza czy słonecznik. Z kolei pola już obsiane (np. zbożami ozimymi) znalazły się na terenach okupowanych. Na Ukrainie brakuje paliwa, nawozów, a nawet nasion.

Zebrane płody rolne wymagają przetworzenia, zmagazynowania i przetransportowania. Przy sukcesywnie niszczonej infrastrukturze może być z tym ogromny problem. Ukraińskie porty Morza Czarnego są zablokowane przez flotę rosyjską. A to transport morski był głównym sposobem rozwożenia ukraińskiej żywności po świecie. Transport kolejowy też jest możliwy, ale jest dużo droższy i bardziej skomplikowany. Żywność z Ukrainy można by pociągami transportować do polskich portów, a stąd wysyłać drogą morską do odbiorców w różnych miejscach świata, np. w Afryce. To jednak droga dużo dłuższa, a czy możliwa, zależy od tego, czy Rosja nie zniszczy połączeń kolejowych.

Czas

Ceny żywności rosną, choć mniejsze plony to dopiero kwestia liczonej w tygodniach przyszłości. Obecne wzrosty wynikają z tego, że już dzisiaj Ukraina nie wysyła płodów rolnych, którą zebrała jeszcze przed wojną. Nie ma jak tego zrobić. Może się też okazać, że zebrane plony zmarnują się, bo w spichlerzach będą zalegały jeszcze zapasy zeszłoroczne. Ukraina nie dostałaby pieniędzy, świat nie dostałby żywności, a zebrane płody rolne zostałaby zmarnowane.

Obecna sytuacja może sprawić, że aby świat (szczególnie jego biedne regiony) nie cierpiał głodu, na ogromnych terenach zamiast roślin energetycznych zostaną wysiane zboża. Być może wojna spowoduje odwrót od biopaliw? Gdyby tak się stało, oznaczałoby to, że napaść Rosji na Ukrainę wpłynęła na energetykę podwójnie – z jednej strony ograniczając dostawy paliw kopalnych, a z drugiej zmniejszając możliwości produkcji biopaliw. To na razie tylko spekulacje, ale faktem jest, że coraz głośniej mówi się o dylemacie, czy siać ziarno na chleb, czy sadzić rośliny na biopaliwa.

Ukraiński Związek Rolniczy oświadczył ostatnio, że gdyby wojna zakończyła się dzisiaj, potrzeba by było kilku lat na przywrócenie produkcji rolniczej do poziomu sprzed konfliktu. W tych kalkulacjach nie są jednak brane pod uwagę zniszczenia infrastruktury transportowej, a to oznacza, że już dzisiaj wiadomo, iż ten czas będzie dłuższy.•

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Reklama

Zapisane na później

Pobieranie listy