Nowy numer 21/2022 Archiwum

Dobrze mieć miedź

Nazywają ją naszym czerwonym złotem. Miedź daje Polsce szansę na dalszy rozwój, bo zapotrzebowanie na nią na świecie stale rośnie. 65 lat temu odkryto w Polsce największe w Europie złoże rud tego metalu.

Pożytki, jakie płyną z wydobycia miedzi i handlu tym surowcem, widać nie tylko w skali międzynarodowej, ale także na krajowym podwórku. Wystarczy sięgnąć po „Pismo Samorządu Terytorialnego »Wspólnota«”, żeby się o tym przekonać.

Dwutygodnik „Wspólnota” co roku publikuje ranking najbogatszych samorządów w Polsce. W kategorii miast powiatowych niezagrożonym liderem są od wielu lat Polkowice. Tajemnica sukcesu tej dolnośląskiej miejscowości kryje się w jej haśle promocyjnym, które brzmi: „Serce Zagłębia Miedziowego”.

Serce bije mocno

Los sprawił, że obowiązki zawodowe przed prawie dwudziestu laty sprowadziły mnie do Polkowic. Spędziłem tam prawie tydzień. Zanim przyjechałem do tej miejscowości po raz pierwszy, nic o niej nie wiedziałem. Wrażenie, jakie wówczas zrobiły na mnie Polkowice, było porażające. Fasady domów świeżo wyremontowane, place zabaw dla dzieci nowiuteńkie, nawet aquapark wybudowany dla rozrywki mieszkańców. Nasunęło mi się skojarzenie ze szwajcarskimi miasteczkami. Trzeba bowiem pamiętać, że wtedy Polska wyglądała inaczej niż teraz. Obecnie różnice w zamożności pomiędzy poszczególnymi regionami czy miejscowościami już w znacznym stopniu się zatarły. Wtedy jednak, na samym początku XXI wieku, kiedy jeżdżąc po okolicy, opuszczałem teren Legnicko-Głogowskiego Okręgu Miedziowego, czułem się tak, jakbym przekraczał granicę jakiegoś kraju. Polska poza największymi miastami wyglądała jeszcze dość biednie, w wielu regionach widoczne były spore obszary nędzy. Miedziowy obszar (powiaty głogowski, polkowicki, lubiński i legnicki oraz miasto na prawach powiatu Legnica) należał do najbogatszych w kraju. Również teraz cały region jest zamożny. Na przykład Głogów i Lubin w rankingu „Wspólnoty” zajmują 18. i 19. miejsce na 267 sklasyfikowanych miast powiatowych.

Najnowsza historia Polkowic jest zresztą zdumiewająca. W 1946 roku wyludnionej wówczas miejscowości odebrano prawa miejskie. Kiedy je przywrócono w 1967 roku, mieszkało tam raptem 4,5 tysiąca ludzi. Miastem powiatowym Polkowice stały się w 1998 roku, mając już 22 tys. mieszkańców. Ten awans nie byłby oczywiście możliwy bez miedzi.

Największe w Europie

Jest 23 marca 1957 roku. Inżynier Jan Wyżykowski czeka z niepokojem na rezultat wiercenia w otworze S-1 w miejscowości Sieroszowice. Atmosfera w ekipie wiertniczej jest napięta. Rozpoczęte w 1955 roku prace do tej pory nie dały jeszcze żadnych rezultatów. Odwierty w Gromadce, Gaikach i Ruszowicach zakończyły się niepowodzeniem. Wtedy jeszcze geolodzy nie wiedzieli, że pod tymi dwiema ostatnimi miejscowościami zalega ruda miedzi. Przestarzałe urządzenie użyte do wiercenia rozsypało się jednak na głębokości 480 m, a złoże było 280 m głębiej. Tak czy inaczej miedzi nie znaleziono. Tymczasem z Warszawy zaczęły docierać do ekipy sygnały niezadowolenia. Niektórzy przedstawiciele władz wprost oskarżali Wyżykowskiego o malwersację państwowych funduszy, a nawet sabotaż. On jednak konsekwentnie prowadził badania. Kierował się swoją intuicją, a także sugestiami doświadczonego geologa prof. Józefa Zwierzyckiego. Polscy geolodzy w większości pozostawali jednak wówczas sceptykami. Twierdzili, że skoro Niemcy przed wojną intensywnie poszukiwali miedzi i jej nie znaleźli, to nie ma sensu marnotrawić pieniędzy na poszukiwania. Pod ich naciskiem 6 lutego 1956 roku zapadła decyzja o rezygnacji z wierceń. Wyżykowski nie podporządkował się temu nakazowi. Prowadząc prace, ryzykował nie tylko swą karierę. Groziło mu nawet więzienie. Nic dziwnego, że na wynik wierceń w Sieroszowicach czekał z obawami.

– Dochodziła czwarta nad ranem 23 marca 1957 r. Pamiętam, że lało jak z cebra. A ludzie nie mieli takich jak teraz ubrań ochronnych. Byli przemoczeni. Ułożyłem w skrzynce rdzeń wyciągnięty z odwiertu badawczego, z głębokości 643 m. Było tego z pięć metrów. Najpierw dolomit, potem ruda miedzi i biały piaskowiec. Nie wiedzieliśmy, co to może być, ale ułamałem kawałek łupku. Łatwo się topił. Przyjechał kierownik, a potem Jan Wyżykowski, który prowadził prace. Od razu stwierdził, że jest nawet trzy procent miedzi. Skąd wiedział? Nie wiem – wspominał później Stanisław Pasternak, pomocnik wiertacza.

Wyżykowski zapakował rdzenie do starej warszawy i natychmiast pojechał do Państwowego Instytutu Geologicznego. Samochód nie chciał zapalić, mieszkańcy wsi musieli go pchnąć, a potem ledwie jechał, bo rdzenie ważyły kilkaset kilogramów. W PIG specjalista petrografii Andrzej Rydzewski jako pierwszy potwierdził skład skały. – Byłem bardzo zestresowany, trzęsły mi się ręce, gdy wkładałem preparat pod mikroskop. To na podstawie mojej opinii miała zostać sporządzona pierwsza informacja o złożu, przekazana do władz Instytutu oraz Centralnego Urzędu Geologii – wspominał po latach Andrzej Rydzewski. – Państwowy Instytut Geologiczny dysponował wówczas nie najlepszym sprzętem. Pod starymi mikroskopami MIN-1 i MIN-2 radzieckiej produkcji łatwo było pomylić podstawowy siarczek miedzi – chalkozyn ze znacznie mniej wartościową galeną, czyli siarczkiem ołowiu. Na szczęście spojrzałem w mikroskop i nie miałem wątpliwości. Rdzenie z Sieroszowic zawierały chalkozyn. Badania laboratoryjne to potwierdziły.

Zawartość rudy określono na 1,4 proc. miedzi. Sześć miesięcy później ekipa Wyżykowskiego znalazła w Lubinie, na głębokości ponad 600 m, rudę o jeszcze wyższej zawartości tego metalu. Otwór poszukiwawczy S-19 w Lubinie wiercony był starym aparatem wiertniczym KAM-500. Kiedy głębokość odwiertu zbliżyła się do 600 m, nakazano wstrzymanie robót, ale wiertacze złamali zakaz. Wyżykowski był bowiem głęboko przekonany o celowości dalszych prac.

Na początku kwietnia 1959 r., po dwóch latach od wielkiego odkrycia, Wyżykowski wraz z zespołem przygotował geologiczną dokumentację złoża. Wynikało z niej, że na 24 wykonane odwierty w 18 natrafiono na miedziową mineralizację. Obliczono również, że złoże zajmuje obszar 175 km kw., a jego szacunkowe zasoby to 1364 652 tys. ton rudy, zawierającej 19 339 tys. ton miedzi. Jest to więc największe w Europie złoże rud miedzi.

Okazało się także, że miedzi towarzyszą srebro i ołów, a także szereg innych metali szlachetnych, takich jak nikiel, kobalt, wanad i molibden. Rozpoznane zasoby stawiały Polskę pod tym względem na szóstym miejscu w świecie i pierwszym w Europie. Następstwem rozpoznania było opracowanie kompleksowego programu zagospodarowania złoża, czym zajęli się naukowcy z Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie pod kierunkiem wybitnego specjalisty prof. Bolesława Krupińskiego. Stworzyli koncepcję dużych kopalń zespołowych z perspektywami etapowej rozbudowy, zakładając wysoką koncentrację wydobycia, nowoczesne wyposażenie szybów i oddziałów eksploatacyjnych, wydajny układ transportowy.

Uruchomił lawinę

Już 28 grudnia 1959 r. utworzono Zakłady Górnicze „Lubin” w budowie, przekształcone w 1961 r. w Kombinat Górniczo-Hutniczy Miedzi, który miał zająć się wydobyciem i przetwórstwem miedzi pozyskanej z odkrytych złóż. Podstawowy problem, jaki wówczas napotkano, związany był z głębieniem szybów. Górotwór w okolicach Lubina był bowiem silnie nawodniony. Wcześniej nigdy w Polsce nie prowadzono jeszcze prac szybowych w tak trudnych warunkach. Zastosowano wówczas nowatorską metodę mrożenia górotworu. W 1968 r. dokończono budowę kopalń Lubin i Polkowice, zmodernizowano Hutę Legnica i rozpoczęto budowę Huty Głogów. Pod koniec lat 60. XX w. geolodzy odkryli w miejscowości Rudna nowe, jeszcze bogatsze złoża miedzi. Kopalnia Rudna, wybudowana w latach 1969–1974, jest obecnie największą w KGHM.

A wszystko rozpoczęło się w deszczowy poranek 23 marca 1957 roku.•

PARTNEREM PUBLIKACJI JEST

Partnerem publikacji jest KGHM Polska Miedź S.A.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama