Pycha zawsze prowadzi do porażki, nawet jeśli pysznemu zdaje się, że właśnie wygrywa.
Konsumować siebie
„Hardemu się zda, że nikt mu nie rówien” – zapisał Mikołaj Rej. Pycha to rzeczywiście bezkrytyczne mniemanie o sobie, wynoszenie się ponad innych – definiują teologowie. Jest to żądza wywyższania samego siebie, podkreślania swojej wyższości za wszelką cenę. Wiążą się z nią wygórowane ambicje, zarozumiałość, pożądanie honorów, namiętne szukanie uznania i poklasku, stawianie na pierwszym miejscu własnego „ja”. Z jej definicją jest jednak w języku polskim pewien problem, bo „pyszne” bywają ciastka, a „pycha!” krzyczymy zazwyczaj, klepiąc się po pełnych brzuchach. Owszem, jedną z podstawowych cech pychy w naszej codzienności jest to, że trudno jest nam ją w sobie zlokalizować, zdiagnozować, nazwać. W problemach psychologicznych zatracamy jej prawdziwy wymiar, balansując pomiędzy kompleksami i brakiem samoakceptacji oraz neurotycznym perfekcjonizmem. A przecież to skojarzenie z obżarstwem i pełnym brzuchem jest znamienne. Obżarciuch to ten, kto będzie konsumował na okrągło, nie dla przetrwania, lecz dla przyjemności podniebienia. Nawet jeśli żołądek będzie w stanie opłakanym. Pyszny to ten, kto nigdy nie ma mało siebie, wciąż przenosi nad wszystko inne, zwłaszcza Boga, swoje ego, i nigdy nie będzie mu go mało. Pyszny człowiek żywi się sobą. Bez względu na to, czy główną składową tego pokarmu jest wygórowane mniemanie o sobie, czy raczej kompleks siebie i własnej historii życiowej. Egocentryzm to drugie imię królowej w gronie siedmiu grzechów głównych. Przy tej okazji przypomina się anegdota o żabie, która widząc na pastwisku osła i będąc pod ogromnym wrażeniem jego jakże imponującej postury, zapragnęła stać się jak on. Nadymała się ze trzy razy, za każdym razem pytając siedzące obok żabięta, czy wygląda już tak wspaniale jak osioł. Odpowiedź za każdym razem była negatywna. Żaba pękła przy kolejnej próbie nadęcia się i powiększenia swoich gabarytów, a nauka płynąca z jej głupoty jest taka: jeśli spotykasz na tej ziemi takich, którzy ci imponują, uważaj. Bo nawet jeśli zdają się szczęśliwsi, lepiej ubrani, więcej zarabiający i doskonale ustawieni życiowo, wciąż są tylko ludźmi. Nie potępiaj Boga za swoją życiową historię, mrucząc pod nosem: „Gdybym urodził się dwadzieścia lat później, wszystko byłoby inne”; „Gdybym spotkała innego mężczyznę, z pewnością moje życie potoczyłoby się inaczej”; „Gdyby moi rodzice poświęcali mi więcej uwagi, miałbym więcej poczucia własnej wartości”; „Gdyby mój proboszcz nie nakrzyczał na mnie przed Pierwszą Komunią, wciąż chodziłbym do kościoła”. Oczywiście czasy, w których przyszedłeś na świat, negatywne doświadczenia z dzieciństwa, porażki uczuciowe, relacje z duchownymi – to wszystko miało wpływ na twój rozwój. Ale jeśli w to wszystko nie wpuścisz Boga, zatrzymany na sobie wciąż będziesz konsumował siebie, podsycany mirażami wyobrażeń o innych.•
ks. Adam Pawlaszczyk