Nowy numer 20/2022 Archiwum

Iskry Anny

Muzyka podhalańsko-bałkańsko- -amerykańska? A najprawdziwsza!

Raz góralski, prosty kok. Innym razem – ciemne fale, loki i upięcie, które kojarzy się z latami 30. ubiegłego wieku i... jazzem. Raz góralska katanka i ciężka, wełniana spódnica, innym razem – sukienka retro, etola, pióra i czerwona szminka na ustach. A na co dzień? Dżinsy i prosta bluzka, rozpuszczone długie włosy. Anna Malacina-Karpiel swobodnie i z klasą żongluje stylami: góralskim oraz – niczym z amerykańskich klubów retro – jazzowym i swingowym. Udaje jej się łączyć stare z nowym, tradycję z nowoczesnością. I pozostaje w tym wszystkim sobą.

Życiowe role

– Jestem przede wszystkim mamą dwóch córek, szczęśliwą żoną. I to najważniejsze moje życiowe role i zadania. Ale również śpiewam i tworzę muzykę. To moja pasja – mówi Anna. – Kocham muzykę i nie wyobrażam sobie życia bez śpiewania, tworzenia sztuki, koncertów.

Urodziła się i mieszka na Podhalu. Podhale uformowało ją, zaszczepiło wrażliwość, wartości, umiłowanie piękna. Stworzyło artystkę oryginalną i wewnętrznie spójną. Bo chociaż mogłoby się wydawać, że połączenie góralskiego folkloru ze swingiem nie może się udać, w wykonaniu Anny i jej zespołu brzmi doskonale, porywa i wciąga. – Folklor mam w genach. Tutaj, w górach, nie można nie śpiewać. Śpiewałam od dziecka, śpiewały moje babcie i prababcie. Jestem rodem z gminy Poronin, a tutaj tworzy i działa wiele muzykujących rodzin. Spotykamy się na urodzinach, imieninach i śpiewamy. Organizujemy też imprezy publiczne i na nich chętnie występujemy. To tutaj jest takie zwykłe, w takiej atmosferze wzrastałam i teraz wzrastają moje córki, które też zaczynają grać i śpiewać...

Pani Anna z wykształcenia jest etnologiem. – Studiowałam na Uniwersytecie Śląskim. Bliżej był Kraków, ale chciałam poznać nowe przestrzenie, nowych ludzi. To inspirujące i budujące.

Z nowymi doświadczeniami powrót do korzeni jest świadomym wyborem i wynika z potrzeby serca.

Własna droga

A droga Anny do muzykowania jest prosta, bo przebiega po linii serce–piękny głos i pasja. Jest również zaskakująca, bo łączenie różnych stylów zadziwia. Mogłaby też okazać się ryzykowna czy zbyt mocno ekstrawagancka. Jednak nie w przypadku Anny i jej zespołu Holeviaters. – Podstawą mojego muzykowania jest oczywiście tradycja góralska. To ważna cząstka mnie. Dlatego istotny jest repertuar folkowy: tam jest prawda o mnie, o moim pochodzeniu, środowisku i rodzinie. Ale zespół Holeviaters czerpie też z muzyki lat 30. ubiegłego wieku, z piękna swingu. Połączenie folkloru, folku i muzyki swingowej może się udać tylko tu, na Podhalu. Śpiewki podhalańskie w klimacie lat 20. i 30. ubiegłego wieku to nie ekstrawagancja, lecz w naszym przypadku coś naturalnego. To nam w sercu gra.

Pomysł stworzenia zespołu wyszedł od Anny. Wspierał ją muzyk Krzysztof Czech. Pozostali muzycy również dodali coś swojego. Dzieło wspólne, wykonanie wspólne. Choć to Anna jest liderką.

A nie dziwią się starsi górale na takie – swobodne i zaskakujące – żonglowanie stylem? Nie mają za złe, że młoda góralka nie skupia się wyłącznie na muzyce tradycyjnej? – Przeciwnie. W środowisku muzykujących górali szukanie swojej drogi muzycznej jest nie tylko znane, ale szanowane. Istnieje wiele zespołów, które inspirują się muzyką tradycyjną, ale tworzą własne brzmienia. Czerpią z tradycji, a jednocześnie kreują własne formy i treści. I ja w pewnym momencie swojej muzycznej drogi zaczęłam szukać i czerpać z różnych tradycji, łączyć je, tak jak łączą się czasem rozstajne drogi. Aż zaczęłam iść drogą własną...

Zresztą jeśli przyjrzeć się muzycznej historii Zakopanego, to odszukać ten jazz i swing nie tak trudno. – W początkach XX wieku przyjeżdżali tutaj artyści przeróżni. I swing rozbrzmiewał w lokalach. Choć oczywiście wówczas nie grywali tej muzyki górale – opowiada Anna Malacina-Karpiel. – Tutaj spotykała się ówczesna bohema, a po wojnie kwitł jazz. Elity muzyczne również kształtowały Podhale, a muzyka góralska przeplatała się z muzyką świata. W efekcie powstawała też muzyka folkowa, która inspirowała się różnymi stylami.

Nazwa Holeviaters nawiązuje i do halnego wiatru, i do hal, przy nieco przekornie „zamerykanizowanym” brzmieniu. Muzycy łączą tradycje łuku Karpat, a całość aranżują w stylu rozkwitających kilkadziesiąt lat temu w zakopiańskich lokalach swingu i jazzu. Inspiracją jest więc z jednej strony muzyka rumuńska, bałkańska, z drugiej amerykańska z lat 30. i 40., a całość podrasowana rodzimym, podhalańskim folklorem. Ta muzyka cieszy zarówno wówczas, gdy grupa swinguje (ze szczyptą folkloru góralskiego), jak i wtedy, gdy wykonuje pieśni patriotyczne lub kolędy i pastorałki.

W kolejne pokolenia...

Anna Malacina-Karpiel, która ma na koncie także płytę solową, śpiewa również w zespole Zyngry, czerpiącym wyłącznie z góralskiej tradycji. Słowo „zyngry” w góralskiej gwarze oznacza iskry. I wszystkie śpiewające w nim młode kobiety, góralki, są faktycznie jak energetyczne i dające ciepło, mieniące się pięknymi głosami, radością tworzenia iskry. Iskry, które błyszczą i poza Podhalem. – Śpiewamy tradycyjnie, na głosy, stare przyśpiewki i pieśni. To daje ogromną satysfakcję i świadomość, że przyczyniamy się do tego, by tradycja przetrwała. W tym jest siła, w tym jest głębia – mówi A. Malacina-Karpiel.

Anna stara się, by i córki chwyciły bakcyla. To przekazywanie tradycji i pasji muzykowania w poroniańskim środowisku nie jest chyba zbyt trudne. Wszystko dzieje się bez wielkich słów, bez górnolotnych teorii, lecz najzwyczajniej: w codziennym życiu. – Mój mąż pięknie gra na skrzypcach – czasem koncertujemy wspólnie. Starsza córka zaczyna grać na pianinie. Myślę, że jeśli dzieciom dajemy przykład, a jednocześnie umożliwiamy różne formy spędzania czasu, nie wywieramy presji, muzyka staje się dla nich bardzo ważna.

Według Anny, która pełni funkcję dyrektorki Gminnego Centrum Kultury w Poroninie, zajmuje się zawodowo animacją kultury w regionie, ale jest również instruktorką m.in. tańców góralskich, muzyka i obcowanie ze sztuką w dużym stopniu warunkują prawidłowy rozwój emocjonalny młodych ludzi. – Muzyka, śpiew, taniec, gra na instrumencie kształtują człowieka. Uwrażliwiają, pozwalają uporządkować wnętrze. Muzyka uspokaja, pobudza do działania na wielu innych frontach – twierdzi pani Anna. – Mówi się, że „kto śpiewa, dwa razy się modli”. Ale śmiało można powiedzieć, że kto śpiewa, kreuje rzeczywistość wokół siebie, sprawia, że świat i przestrzeń wokół nas stają się lepsze.

Co ciekawe, przy młodym pokoleniu i pani Anna się... uczy. – Sama gram na gitarze. Ale ponieważ córka uczy się gry na pianinie, przy niej poznaję podstawy tego instrumentu. Pomaga mi to bardzo w komponowaniu i pisaniu. Do tej pory korzystałam z pomocy znajomych muzyków i nagrywałam swoje pomysły na dyktafon. Teraz zaczynam po prostu grać i pisać. Komponowanie sprawia mi dużo satysfakcji.

Spod pióra pani Anny wychodzą raz treści nostalgiczne – jak premierowa piosenka, a raczej pastorałka „Bóg rodzi się w nas”, innym razem zabawne – jak piosenka „Będę święta”. Ta druga opowiada o perypetiach dziewczyny, która porzuciła ukochanego, by... wstąpić do zakonu. Zespół nagrywa też teledyski, które są niemal zawsze dopełnieniem całości, pięknie opowiadaną historią. A swoje stroje, czy to góralskie, czy sięgające stylem do Ameryki lat 30., wymyśla, przygotowuje, a nawet czasem szyje sama pani Anna.

Skąd wszystkie pomysły? – Wiem, czego chcę – opowiada. – Wiem, co chcę śpiewać i w jaki sposób. Wiem też, dla jakiej publiczności gramy – to osoby, które nie tylko chcą się bawić, ale też wzruszyć, zamyślić, usłyszeć głębszą treść. Dlatego na koncertach bywa i nostalgicznie, wzniośle, sentymentalnie, i czasem zabawnie, a nawet... kabaretowo. Wyczuwamy emocje naszych słuchaczy, dokładamy do tego własne i zgrywamy się niemal w jeden wielki zespół. Bo muzykę i my, i nasi słuchacze najwyraźniej mamy we krwi.•

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Agata Puścikowska

Dziennikarz działu „Polska”

Absolwentka dziennikarstwa i komunikacji społecznej na Uniwersytecie Warszawskim. Od 2006 r. redaktor warszawskiej edycji „Gościa”, a od 2011 dziennikarz działu „Polska”. Autorka felietonowej rubryki „Z mojego okna”. A także kilku wydawnictw książkowych, m.in. „Wojenne siostry”, „Wielokuchnia”, „Siostra na krawędzi”, „I co my z tego mamy?”, „Życia-rysy. Reportaże o ludziach (nie)zwykłych”. Społecznie zajmuje się działalnością pro-life i działalnością na rzecz osób niepełnosprawnych. Interesuje się muzyką Chopina, książkami i podróżami. Jej obszar specjalizacji to zagadnienia społeczne, problemy kobiet, problematyka rodzinna.

Kontakt:
agata.puscikowska@gosc.pl
Więcej artykułów Agaty Puścikowskiej

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się