Nowy numer 20/2022 Archiwum

Wojna i blef

O rosyjskiej perspektywie rozmów Rosji z Zachodem mówi dr hab. Agnieszka Legucka z Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych.

Jacek Dziedzina: „Rosja negocjuje kulturalnie, my nie formułujemy gróźb” – mówił rzecznik Kremla po rozmowach Rosjan z Amerykanami i NATO. Wypowiedź tę trzeba tłumaczyć tak samo jak wyrażenie „siły pokojowe” na określenie wojsk rosyjskich dokonujących agresji, czy tym razem jednak jako faktyczne spuszczenie z tonu przez Moskwę po braku spełnienia jej żądań?

Agnieszka Legucka: Trudno mówić o „kulturalnych negocjacjach”, gdy Rosja najpierw zgromadziła ponad 100 tys. wojsk na granicy z Ukrainą, a następnie rosyjskie MSZ postawiło Zachodowi bardzo poważne ultimatum… Mamy oczywiście do czynienia z klasyczną rosyjską groźbą i szantażem. Natomiast faktem jest, że niewiele udało się Rosji otrzymać z fundamentalnych spraw, których żądała.

Nawet w prasie rosyjskiej dość oszczędnie informowano o przebiegu rozmów zarówno w Genewie z Amerykanami, jak i w Brukseli z NATO. To przemilczenie jest wstydliwym przyznaniem się Rosjan do porażki?

Też odniosłam takie wrażenie, że albo rosyjskie media pominęły milczeniem te rozmowy, albo ograniczyły się do powtórzenia dokładnie tego, czego Rosjanie od Zachodu żądali: tak zwanych gwarancji bezpieczeństwa, czyli nierozszerzania NATO na wschód, powrotu natowskiej infrastruktury wojskowej do stanu sprzed 1997 roku – czyli przed wstąpieniem Polski do NATO, nieumieszczania ofensywnej broni na terytoriach nie tylko Ukrainy, lecz także Europy Środkowej oraz ograniczenia ćwiczeń wojskowych na terytoriach wschodniej flanki NATO. W tych sprawach Rosja rzeczywiście nie uzyskała niczego, zderzyła się z jednością Zachodu, więc można powiedzieć, że w sferze dyplomatycznej poniosła porażkę. Równocześnie jednak uzyskała ważną dla niej rzecz: prowadzenie dalszych rozmów dotyczących systemów rakietowych i ćwiczeń wojskowych. To są pewne pułapki, które mogą być niebezpieczne m.in. z punktu widzenia Polski.

Jakie to pułapki?

Amerykanie już za prezydentury Trumpa wycofali się z INF [traktatu o likwidacji pocisków rakietowych pośredniego zasięgu – J.Dz.], bo strona rosyjska przez lata łamała to porozumienie. Teraz Rosjanie zaproponowali nowe porozumienie. I tutaj jest mnóstwo pułapek, bo jeśli strona amerykańska da się wmanewrować w te negocjacje, możemy na tym stracić.

Rosja staje się bardziej niebezpieczna, gdy wyjeżdża z niczym z takich negocjacji, czy przeciwnie – to ustępstwa Zachodu ośmielają Putina do eskalacji konfliktu? Bo jeśli Moskwa jest zdeterminowana, by uderzyć na Ukrainę, to czy rozmowy mają na to jakikolwiek wpływ?

Dla strony rosyjskiej samo przeprowadzenie rozmów z Amerykanami i NATO było bardzo ważne. Fakt, że na razie media rosyjskie nie wiedzą, w jaki sposób komunikować o rezultatach, jak ubrać je w propagandę sukcesu, wypływa pewnie z tego, że czekają na wytyczne. Można sobie wyobrazić, że będzie to kolejna próba oczernienia Zachodu, iż czyha na Rosję, podejmuje agresywne działania. To z kolei pozwoli władzom mówić, że Rosja chciała dialogu, zaproponowała swoje warunki, by polubownie załatwić sprawę, lecz agresywna strona natowska nie potrafi wyjść naprzeciw pokojowo nastawionej Rosji. Taki przekaz może posłużyć jako uzasadnienie potencjalnej eskalacji zbrojnej na Ukrainie.

Straszenie wojną to dla Putina tylko narzędzie do podbijania stawki i swojej pozycji negocjacyjnej czy jednak trzeba traktować te groźby śmiertelnie poważnie?

Nikt z poważnych analityków nie może dziś wykluczyć scenariusza wojennego. Tym bardziej że przecież wojna na Ukrainie cały czas trwa. Eskalacja wojenna musi w którymś momencie uwiarygodniać blef rosyjski. Rosjanie znakomicie blefują i Zachód często się nabiera, ale na pewno z Rosją trzeba się liczyć i scenariusz wojenny brać pod uwagę. Bo nawet jeśli czasami Rosja blefuje, to jednak jest realnym zagrożeniem, zawsze ma gotowych kilkanaście scenariuszy. W zależności od reakcji Zachodu wybiera jeden z nich. Może nim być także scenariusz wojenny. Jest on wypadkową wielu okoliczności wewnętrznych: budowanie narracji wojennej jest dla Kremla użyteczne, bo od 1994 roku badania pokazują, że ponad 60 proc. Rosjan obawia się globalnego konfliktu. Fakt ten pokazuje, że retoryka wojenna jest mocno obecna w przestrzeni medialnej wewnątrz Rosji, ponieważ jest potrzebna w budowaniu konsolidacji społecznej wokół prezydenta. Ten „stan wojenny” jest ważny, brakuje bowiem innych bodźców, by uzasadnić dalsze trwanie systemu putinowskiego – nie ma rozwoju gospodarczego, nie ma wzrostu płac itd. I trzeba wytłumaczyć to sytuacją nadzwyczajną, zrzucić winę na wrogi Zachód. Nie można oczywiście w nieskończoność utrzymywać takiego napięcia społecznego, więc w którymś momencie eskalowanie wojenne musi znaleźć ujście.

Jaka reakcja Zachodu jest w stanie realnie zatrzymać Putina: radykalne sankcje czy raczej ustępstwa?

Rosję zaskoczyła jedność Zachodu i odrzucenie jej żądań. Sankcje niekoniecznie są skuteczne, bo Kreml dostosował już swoją gospodarkę do sankcji. Natomiast ważne jest to, co powiedzieli Rosjanom Amerykanie – jeśli dojdzie do ataku na Ukrainę, to Rosja poniesie nie tylko koszty ekonomiczne w postaci sankcji czy obostrzeń finansowych, lecz także nastąpi dozbrojenie Ukrainy oraz wzmocnienie wschodniej flanki NATO. To koszty, z którymi kraj ten musi się liczyć. Gdy Rosjanie widzą ustępstwa, to zachęca ich to do dalszej eskalacji. Przykład: gdy w kwietniu zeszłego roku Rosjanie zgromadzili wojska przy granicy ukraińskiej, odpowiedzią Joe Bidena było częściowe zniesienie części sankcji na Nord Stream 2 oraz rozmowy z Putinem. Po kilku miesiącach mieliśmy już trzy kryzysy: ponowne zgromadzenie wojsk pod Ukrainą, kryzys energetyczny i wzrost cen za gaz. Regułą jest, że pójście na ustępstwa wobec Rosji stanowi zachętę do wywoływania przez nią kolejnych kryzysów.•

Wojna i blef   Agnieszka Legucka - politolog, doktor habilitowany nauk społecznych w zakresie nauk o bezpieczeństwie, pracuje w Polskim Instytucie Spraw Międzynarodowych. Alexey Vitvitsky /Sputnik/east nws
« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Jacek Dziedzina

Dziennikarz działu „Świat”

W „Gościu" od 2006 r. Studia z socjologii ukończył w Katolickim Uniwersytecie Lubelskim. Pracował m.in. w Instytucie Kultury Polskiej przy Ambasadzie RP w Londynie. Laureat nagrody Grand Press 2011 w kategorii Publicystyka. Autor reportaży zagranicznych, m.in. z Wietnamu, Libanu, Syrii, Izraela, Kosowa, USA, Cypru, Turcji, Irlandii, Mołdawii, Białorusi i innych. Publikował w „Do Rzeczy", „Rzeczpospolitej" („Plus Minus") i portalu Onet.pl. Autor książek, m.in. „Mocowałem się z Bogiem” (wywiad rzeka z ks. Henrykiem Bolczykiem) i „Psycholog w konfesjonale” (wywiad rzeka z ks. Markiem Dziewieckim). Prowadzi również własną działalność wydawniczą. Interesuje się historią najnowszą, stosunkami międzynarodowymi, teologią, literaturą faktu, filmem i muzyką liturgiczną. Obszary specjalizacji: analizy dotyczące Bliskiego Wschodu, Bałkanów, Unii Europejskiej i Stanów Zjednoczonych, a także wywiady i publicystyka poświęcone życiu Kościoła na świecie i nowej ewangelizacji.

Kontakt:
jacek.dziedzina@gosc.pl
Więcej artykułów Jacka Dziedziny

 

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się